sobota, 22 września 2012

" Ból to takie zjawisko, które tłumaczy Nam, że gdzieś popełniliśmy błąd. Zjawiliśmy się w nieodpowiedniej chwili i w nieodpowiednim miejscu. Poszliśmy nie w tą stronę, wypowiedzieliśmy nie to słowo. Ból to taka kara za pewną część życia. Ból daje nam czas na przemyślenie błędu, jaki popełniliśmy. Ból uświadamia Nas, że obraliśmy zły kierunek życia. Powinniśmy nawrócić lub wybrać inną drogę, zrobić cokolwiek by nie trwać przy tym co dotychczas."
Szpital to najgorsze miejsce, do jakiego można trafić. Nie chodzi tu o pustkę, jaka zazwyczaj wypełnia salę, czy o to, że co jakiś czas jakaś część ludzi traci tutaj życie. Człowiek leżąc na niewygodnym łóżku, z masą owoców na stoliku obok, ma zbyt dużo czasu na przemyślenia. Do głowy przychodzą różne pomysły, te dobre i te, które nigdy nie powinny zaistnieć w mózgu ludzkim.
Powieki Olgi zaczęły drżeć. Tak, jakby próbowała szeroko otworzyć oczy i spojrzeć na nowy, lepszy świat.
- Kochanie, jestem przy Tobie. - wyszeptała Jej matka, cały czas trzymając Ją za rękę. Stopniowo oczy Olgi otwarły się, rozglądając się dookoła.
- Mamo, co teraz będzie ze mną? Strasznie bolą mnie plecy, nie mogę się ruszyć.
- Miałaś operację. Pojawił się uraz kręgosłupa. Nie ma jeszcze wyników, lekarze czekają również na to, aż w końcu się obudzisz. - powiedziała kobieta, roniąc pierwszą łzę.
- Dlaczego płaczesz?
Odpowiedź Olgi pozostała bez odpowiedzi. Do sali wszedł lekarz.
- Dzień dobry. Nazywam się doktor Krzysztof Maciejewski. Kilka godzin temu skończyłem operować Twój kręgosłup. Jak się czujesz? - powiedział jednym tchem.
- Nie najlepiej.
- W którym miejscu Cię boli?
- Wszędzie. Nie mogę się ruszyć! Co się ze mną dzieje? - krzyczała zdenerwowana dziewczyna.
- Proszę opuścić pomieszczenie. - rozkazał, spoglądając na Natalię.

" W życiu każdego człowieka nadchodzi taki czas, w którym daje się odczuć utratę czegoś ważnego. Nie musi to być rzecz, czy bliski człowiek. Tracimy coś wewnątrz siebie. Na przykład wiarę, że kiedyś może być lepiej."
- Masz w domu jakieś zwierzę? - zapytał lekarz.
- Tak. Psa. - odpowiedziała, zaskoczona dziwnym pytaniem.
- Co byś zrobiła, gdyby okazało się, że Twój pies jest strasznie chory?
- Zadzwoniłabym po weterynarza.
- A gdyby weterynarz powiedział Ci, że Twój zwierzak jest śmiertelnie chory? Że zostało mu kilka dni życia?
- Czy ja umieram? - zapytała. - Jaki związek ze mną ma mój pies?
- Odpowiedz. - odparł spokojnym głosem lekarz.
- Spędziłabym z nim ten czas najlepiej, jak się da. Pokochałabym Go jeszcze bardziej. Próbowałabym zrobić wszystko, by był zdrowy tak, jak dawniej. A gdyby już umarł musiałabym pogodzić się z Jego odejściem. Najwidoczniej ktoś chciał. by gdzieś indziej było mu lepiej.
- Kochasz swojego psa, równie mocno jak Twoja mama kocha Ciebie. - szepnął Oldze na ucho lekarz, po czym uśmiechając się, wyszedł.
" Życie to odwieczna walka pomiędzy dobrem, a złem. Każdego dnia musimy wybierać między tym czego pragniemy, a tym co jest odpowiednie. Czasami przegrywamy i tracimy wszelką nadzieję. Tracimy coś, czego już nigdy nie odzyskamy. Cierpimy i sprawiamy sobie ból. Okłamujemy siebie i wszystkich dookoła, by na koniec dnia stwierdzić, że było tu słuszne posunięcie. Nie potrafimy grać fair z własnymi uczuciami. Życie to sztuka, a my już nie potrafimy jej doskonalić. "
-
Witaj. - powiedział Honor, siadając obok Olgi na krześle.- Jak się czujesz?
- Na pewno nie tak, jakbym chciała. - syknęła dziewczyna. - Dziękuję, że tu jesteś.
- Nie masz za co dziękować. Moje miejsce zawsze będzie przy Tobie, siostrzyczko.
Nagle drzwi sali otwarły się szeroko i z wielkim krzykiem na ustach i milionem pluszaków, owoców i jogurtów w rękach, wpadli tutaj wszyscy Jej znajomi.
- Po co to wszystko? - zaśmiała się dziewczyna, spoglądając na wszystko, co przynieśli. - Przecież ja nie umieram.
- Kto wie.. - zaśmiał się Michał.
- Cieszę się, że Was mam. - oznajmiła Olga.
- Nie mów tak, bo się zaraz wzruszę. - rzucił Kacper, przytulając Ją do siebie.
- Głupek. - syknęła dziewczyna, rozczochrując mu włosy. - A gdzie jest Paweł? - zapytała, spoglądając na wszystkich po kolei. Niestety nikt nie potrafił Jej odpowiedzieć.
" Na ludziach strasznie łatwo można się zawieść. Wystarczy jeden mały błąd, a wszystko sypie się na dół. A później jest coraz trudniej. Nie ma spokojnych rozmów, bezpiecznych ramion, troskliwych oczu. Nie ma poręczy, której można się złapać, by ratować przeszłość. Jedna potyczka i możesz stracić wszystko."

- Chciałabym z Tobą porozmawiać. - usłyszano nagle od dziewczyny stojącej w progu szpitalnej sali.
- Zostawcie Nas same, dobrze? - poprosiła Olga, bacznie obserwując przyjaciół.
- Nie mogłam pozwolić żebyś wygrała ten mecz.

- Dlatego postanowiłaś wysłać mnie na stół operacyjny.
- Nie. To nie tak..
- Posłuchaj. - przerwała Jej. - Nienawidzisz mnie za to, że byłam z Twoim bratem parą. Za to, że znów dogaduje się z Pawłem, a Tobie niestety nie wyszło. Igrasz z losem. Próbujesz na siłę wziąć coś, co nigdy nie było i nie będzie Tobie przeznaczone. Więc proszę Cię, stań obok i poczekaj, aż szczęście uśmiechnie się do Ciebie, a nie zabieraj je innym spod nosa.
- Nie należy Ci się szczęście. - syknęła. - Nie należy Ci się miłość, przyjaźń, a nawet życie. Twój ojciec pił bo przez te wszystkie lata rozpaczając nas faktem, jak mógł stworzyć takie dziecko. Nie kochał Cię, a nawet powiem więcej, On Cię nie chciał. Gdyby było inaczej oszczędzałby swoje zdrowie, by jak najdłużej móc być przy swojej córeczce, ale On miał Cię w dupie.
- Zamknij się! - krzyknęła Olga.
- Powiedziałaś, że masz Pawła. To gdzie On teraz jest? Dlaczego Go przy Tobie nie ma?
- Na pewno zaraz przyjedzie.
- Głupia, naiwna dziewczynka, wierząca na cud i polegająca na głupocie innych. Żałuję, że nie mogę odwiedzić Cię w kostnicy. - rzuciła wychodząc i pozostawiając za sobą odgłos trzaskających drzwi.
" Ból ciała i ból duszy to dwie całkiem różne rzeczy. Ból duszy jest mocniejszy. Całe wnętrze pulsuje, a serce zachowuje się tak, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej i wyskoczyć na wolność. Krew w żyłach podąża w każde możliwe miejsce, poszukując odpowiedniego i spokojnego lokum. Bezcelowo. Gdy uderzają Nas czyjeś słowa, serce zatrzymuje swoją prace, ciało nie wykonuje żadnego ruchu, a łzy w formie jakiejkolwiek odpowiedzi, mimowolnie wydostają się z oczu. Ból ciała przemija. Rany się goją. Pozostają tylko blizny, które z czasem przetwarzamy na wspomnienia."
- Ona miała rację. - oznajmiła Olga, wchodzącemu do sali Honoriuszowi. - Nie ma przy mnie tych, którzy zarzekali się, że kochają i zawsze już kochać będą. Złożyli obietnice, która nie była trwała. Powiedzieli, że nigdy nie będę sama, bo do tego nie dopuszczą. A teraz, gdy ich słowa przeminęły, czuję się samotna. Wystawiona na pastwę losu. Momentami wydaje mi się, że stoję w kolejce, a gdy już się doczekam i podejdę bliżej, ktoś położy dłoń na mojej głowie i powie " Ty dzisiaj umrzesz ".
Do sali wszedł lekarz, prosząc chłopaka o wyjście.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Tak samo jak godzinę temu, dwie godziny, trzy..
- Mam wyniki. - przerwał wyliczanie swojej męki przez Olgę, lekarz.
- Kiedy mogę wyjść?
- Pamiętasz, gdy powiedziałem Ci dzisiaj, że kochasz swojego psa, równie mocno jak Twoja mama kocha Ciebie?
- A wie pan, że nie powinno odpowiadać się pytaniem na pytanie?
- A wiesz, że Ty też to przed chwilą zrobiłaś?
Dziewczyna uśmiechnęła się, odpowiadając:
- Tak, pamiętam.
- Twój stan zdrowia nie będzie na pewno taki, jaki zobrazowałem na przykładzie twojego psa.
- Czyli nie umieram?

- Nie.
- Więc, kiedy mogę wyjść?

- Raczej nigdy. - oznajmił lekarz bezustannie spoglądając w oczy Olgi.
- Nie rozumiem.
- Operacja, którą wykonaliśmy pomogła zajrzeć Nam w okolice Twojego kręgosłupa. Na podstawie tego, możemy stwierdzić, że nic tam już nie da się poprawić. Nie możemy już nic zrobić.
- Ale z czym? Proszę mówić jaśniej.
- Masz jakieś pasje? Hobby?
- Tak, gram w piłkę nożną.
- Teraz pozostanie Ci grać w nią tylko na konsoli.
- To znaczy, że ja..
- Tak. Uraz kręgosłupa doprowadził do uniemożliwienia Ci normalnego chodu. Nie staniesz już na nogach o własnych siłach, nie pokopiesz piłki na boisku, nie pobiegniesz za przyjacielem, nie potańczysz na dyskotece..

- Proszę przestać! - wrzasnęła dziewczyna, wyrzucając z siebie ocean łez.
- Posłuchaj..
- Proszę wyjść!
- Dziewczyno..
- Wyjdź !
" W życiu każdego człowieka nadchodzi taki moment, w którym wszystko co dotychczas było fantastyczną rzeczą, nagle przemienia się w piekło. Oddech staje się być niepotrzebny, spojrzenie jest bezcelowe, nawet ruch ręką jest już bezsensu. Życie przestaje mieć sens. Cały świat sypie się na głowę. Zdajesz sobie sprawę, że dobro i szczęście już nigdy nie powróci. Że czeka Cię ból i wspomnienia z przeszłości, która porównana z teraźniejszością, wydaje się być wspaniała. "

sobota, 25 sierpnia 2012


„Ogromny ból w gardle i szum w głowie to jedna z przyczyn, która przebudziła mnie rano. Pomijając słońce, które przedzierając się przez zasłony, raziło mnie w oczy i stukot szklanek w kuchni, wraz z gwiżdżącym bez przerwy czajnikiem.”
Jej bose stopy powoli przesuwały się po chłodnej podłodze pokoju. Sięgnęła papierosy leżące na szafce, po czym wyszła na balkon.
„Momentami wydaje mi się, że powoli uczę się żyć. Że staram się zapełnić pustkę, która ogarnęła moje serce. Ale nadchodzi też taki czas, który powtarza mi, że jestem zbyt słaba by wygrać walkę z przeszłością.”
Zgasiła peta w popielniczce i nakładając szlafrok, zeszła na dół.
- Co Ty tu robisz? – zapytała zachrypnięta, widząc Pawła parzącego herbatę.
- Wiedziałem, że tak będzie. A mówiłem Ci, że masz nie wchodzić do wody. – syknął pod nosem.
- Do wody?
- O tak. Zaliczyłaś wieczorną kąpiel w morzu. – zaśmiał się. – Masz, pij. To pomoże Ci odzyskać głos. – powiedział, podając Jej kubek. - Mogę zrobić kanapki, jeśli jesteś głodna.
- Możesz. Idę się wykąpać. – odpowiedziała, popijając cytrynowy napój.
„ Jest zbyt miły. Nie mogę Go pokochać. Boję się kolejnej miłości. Ostatnio wszystko leci mi z rąk, a ja nie chcę już nikogo ranić. Życie nieźle skopało mi tyłek. Ale chcę już w końcu wrócić na właściwą drogę. Bez płaczu, bólu i głębokich uczuć.”
Chłodna woda szybkim tempem płynęła po Jej nagim ciele. Przemyła twarz, po czym nałożyła odżywkę na włosy, chwilę później spłukując ją. Otuliła się ręcznikiem i podchodząc do lustra, suszyła włosy.
„Patrzę na siebie i czasami zastanawiam się, jak dałam sobie radę. Kto był obok i podarował mi tak ogromną siłę? Nie wiem, jak to możliwe, że rzadko płaczę po nocach, że nie zagryzam warg z bólu, że nadgarstki nie krwawią. Nie mam pojęcia, kto dał mi lekcję, jak żyć.”
Olga szybko wbiegła do pokoju, szukając w szafie jakichś czystych ubrań. Wyciągnęła zwiewną kwiecistą sukienkę, i zakładając bieliznę, ponownie wróciła do łazienki. Nałożyła na twarz lekki makijaż i kilka razy przeciągnęła włosy prostownicą. Użyła jakiegoś droższego perfum mamy i zeszła na dół.
- Wyglądasz przecudownie. – rzucił chłopak, całując Ją w policzek.
- Ej, bo jeszcze się zarazisz. – krzyknęła Olga, biorąc łyk herbaty.
- Nie szkodzi. – zaśmiał się, podając kanapki.
- Dziękuję.
„ Żałuję, że dawniej stałam się dla Niego taka chłodna. Że zbyt pochopnie Go oceniłam. Że nie spróbowałam Go lepiej poznać. Byłam strasznie zamknięta w sobie i za nic w świecie nie chciałam zawierać nowych znajomości. Nienawidzę siebie za przeszłość.”
- Są pyszne! – krzyknęła Olga.
- Wiem, bo moje. – syknął pewnie chłopak.
- Nie wlewaj sobie. – rzuciła dziewczyna, biorąc Mu spod nosa talerz pełen kanapek. Położyła się na kanapie w salonie i załączyła telewizor.
- Nie będziesz się wylegiwać, ktoś musi pozmywać. – usłyszała za sobą głos Pawła.
- Żartujesz sobie? Ja jestem zmęczona i przeziębiona i ..
- Leniwa. – przerwał Jej zielonooki przystojniak.
- Nieprawda !
- Prawda!
- Nie!
- Pożałujesz tych słów! – krzyknęła przeskakując kanapę i biegnąc za Pawłem po schodach.
- Szybciej mała. Ile masz z w-fu? – drażnił Ją chłopak. Olga wbiegła za Nim do pokoju na wejściu obrywając poduszką, a chwilę później stertą pluszaków.
- Zabiję Cię! – krzyknęła, przeskakując przez łóżko. Momentalnie wpadła prosto w Jego ramiona, po czym spojrzała Mu głęboko w oczy. Brunet objął delikatnie Jej biodra, chwilę później przypierając Jej kruche ciało do ściany.
„Byliśmy tak blisko siebie. Nasze ciała dotykały się nawzajem. Gdzieś poczułam delikatność Jego dłoni i ten zapach, który tak strasznie zafascynował mnie za pierwszym razem, teraz sprawił, że chciałam poznać Go jeszcze raz, na nowo. Nasze usta zaczęły się zbliżać, a powieki niepewnie spoglądały w dół. Bałam się tego momentu, ale powiedziałam sobie, że nie będę niczego żałować. Może to akurat miłość.”
- Nie chcę żeby to zniszczyło Naszą znajomość. – przerwał tę chwilę chłopak.
- Nie zniszczy. – zapewniła Olga, dobierając się do Jego ust.
„Był taki delikatny we wszystkim co robił. Każdy Jego dotyk był subtelny i strasznie przyjemny. Uśmiechał się co jakiś czas, gładząc dłonią moje włosy. To dziwne, ale stojąc tak przyparta do ściany i mając na ustach wargi Pawła, marzyłam by ta chwila nigdy nie miała końca.”
- Nie żałujesz? – zapytał chłopak, głęboko spoglądając w Jej oczy.
- Nie. – szepnęła dziewczyna, wtulając się w Jego ramiona. Tę wspaniałą chwilę przerwał im telefon zielonookiego kelnera. Wyszedł na balkon, rozpoczynając rozmowę.
- Słuchaj, muszę iść do pracy. Dzwonił szef, że kumpel ze zmiany się nie pojawił, ktoś musi go zastąpić. – powiedział.
- Rozumiem. – rzuciła Olga.
- Widzimy się wieczorem?
- Tak. Przyjdę na plażę. – odpowiedziała rudowłosa piękność, stykając na pożegnanie swoja usta z Pawłem.
„Jest cudowny, kochany, miły, delikatny. Boże, jest za dużo epitetów na to, bym mogła określić Jego charakter. Chyba się zakochałam. Czuję motylki w brzuchu, nie mogę się doczekać kolejnego spotkania. Zwariowałam. Co ta miłość robi z człowiekiem.”
Dziewczyna zakluczyła drzwi domu, kierując się w stronę sklepu. Zamierzała kupić brakujące produkty do przygotowania pysznej kolacji na dzisiejszy wieczór.
- Olga! – usłyszała z tyłu.
- Cześć Honor. – syknęła, zatrzymując się. Niespodziewanie blondyn dał Jej buziaka w policzek.
- Słuchaj. Organizowany jest na dzisiaj mecz na plaży w nogę. Wiem, jak bardzo kochasz grać. Składy drużyn są mieszane, nam brakuje jednej dziewczyny. Nie odbierałaś telefonu, więc właśnie zamierzałem do Ciebie przyjść i zapytać..
- O której godzinie? – przerwała Mu Olga.
- O 19.
- Przyjdę.
- Dziękuję. – szepnął chłopak, ponownie całując Ją w policzek i odchodząc.
- Czyli z kolacji nici. – rzuciła Olga pod nosem, wracając w stronę domu.
„W głowie roi mi się setki różnych myśli i milion dziwnych zamiarów. Gdzieś w sercu, jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi, jak żyć. Coś ucisza motylki w brzuchu i mówi, że mam uważać na miłość. Oczy patrzą na kilka różnych stron i dostrzegają piękno tego świata. Jest dziwnie, bo już się niczego nie boję. Nie mam w sobie strachu przed upadkiem, ani lęku, że może być gorzej. Stawiam kolejne kroki i czuję się silniejsza, jakby głos z góry szeptał mi: zatrzymaj się i spójrz pod swoje nogi, masz pod nimi cały świat.”
Dziewczyna weszła do mieszkania i wyciągnęła z szafy swój sportowy strój. Wrzuciła do torby butelkę wody i związując włosy w kucyk, wyszła. Nie zdążyła włożyć do uszu słuchawek, gdy z naprzeciwka ujrzała idącego w Jej stronę Honora.
- Chcę z Tobą porozmawiać, chodźmy gdzieś usiąść. – powiedział, wskazując ręką drogę. Olga zgodziła się, niepewnie się uśmiechając. – Chciałem przeprosić.
- Przestań, proszę..
- Nie. – przerwał Jej chłopak. – Przepraszam za wszystko. Za to, że nie było mnie przy Tobie podczas pogrzebu Twojego taty. Nie chcę usprawiedliwiać się wyjazdem mamy, chcę żebyś zrozumiała. Popełniłem błąd, ogromny. Ale strasznie Cię kocham. Gdybym mógł cofnąć czas, sprzeciwiłbym się mamie i został tutaj, by móc Cię wspierać. Zachowałem się, jak gówniarz, wiem. Chcę tylko żebyś mi wybaczyła, a obiecuję, że nigdy więcej to się nie powtórzy.
- Przeprosiny przyjęte. – rzuciła Olga, przytulając się do Honoriusza.
- Dziękuję. – szepnął, ściskając Ją z całej siły. – To co, lecimy skopać im tyłki na meczu?
- Oczywiście! – krzyknęła dziewczyna, ruszając w stronę plaży.
„Nie popełniłam błędu wybaczając Mu. Nie zrobiłam nic złego wysłuchując Jego przeprosin. Chciałam zrozumieć, wiedzieć co dzieje się w Jego głowie. Pragnęłam znać powód, dla którego nie mogło Go być przy mnie. Zamierzałam Mu wszystko wybaczyć. Miałam dość pogardliwych spojrzeń i niepewnych uśmiechów. Jest moim bratem, kocham Go.”
Obydwoje weszli na plażę rozbawieni i z ogromnym poczuciem humoru. Znów zaczęli ze sobą rozmawiać i normalnie się dogadywać.
- Zbliżają się wakacje! – krzyknęła do Olgi Frika.
- Dzięki, że mówisz, przecież bym zapomniał. – syknął Honor, chwilę później wybuchając śmiechem. – Idę się przebrać. Do zobaczenia na boisku. – rzucił, spoglądając z uśmiechem na Olgę.
- Cieszę się, że znów ze sobą rozmawiacie. – powiedziała Franciszka, poklepując Olgę po plecach.
- Jestem z Pawłem..parą. – wycedziła przez zęby rudowłosa dziewczyna .
- Co? – krzyknęła przyjaciółka. – A Honor?
- Przecież to jest mój brat.
- No tak, ale ja myślałam, że coś z tego będzie, że jeszcze wszystko się ułoży..
- Jak? Jesteśmy rodzeństwem, nasza miłość jest bez szans. – rzuciła Olga, zmierzając w stronę szatni.
„Z trudnością wypowiedziałam ostatnie zdanie w stronę Friki. Moja naiwność zwyciężyła, bo w głębi duszy wciąż miałam nadzieję, że to wszystko minie. Cofnie się czas i znów będziemy mogli być szczęśliwi. Ale to niemożliwe. Życie toczy się dalej, trzeba brać garściami to, co jest przed nami i nie wybrzydzać. Przecież z Pawłem jestem szczęśliwa, nie mogę narzekać, gdy w rzeczywistości wszystko zaczyna układać się dobrze. Dam radę, muszę to sobie obiecać.”
Niebieskooka dziewczyna wyszła z szatni. Ubrana w czarny sportowy strój i wielkim kokiem na czubku włosów, skierowała się do swojej drużyny. Wszyscy zrobili krótką rozgrzewkę i z pewnością siebie wkroczyli na boisko.
- Pokażmy im co to piłka nożna ! – krzyknął Honor, chwilę po gwizdku sędziego. Zaczęła się zacięta gra. Wyglądało to tak, jakby grali o zwycięstwo na Mistrzostwach Świata. Nagle przy piłce znalazła się Olga kiwająca Wiktorię. Rywalka nie wytrzymała i przepchnęła dziewczynę, która upadła na ławkę tuż za boiskiem.
- Stop! Stop! – krzyczał Honor, biegnąc do Olgi.
- Boli. – wycedziła przez zęby.
- W którym miejscu?
- Kręgosłup. Nie mogę się ruszyć.
- Dzwonię po karetkę, czekaj. – rzucił, trzymając Ją za rękę.
- Co mi się stało? Honor, proszę Cię, powiedz, co mi jest?!
- Nie wiem skarbie, ale wszystko będzie dobrze, musi. – szepnął, całując Ją w czoło. – Już jadą.
Z karetki wysiadło dwóch lekarzy. Szybko włożyli Olgę do pojazdu i po długich namowach chłopaka, zabrali Go ze sobą do szpitala.
„Czułam, że to koniec pewnej części mojego życia. Że podczas tego upadku, coś utraciłam bezpowrotnie. Chciałam cofnąć czas. Miałam dość łez, które nie przestawały płynąć po policzkach. To były łzy bólu i nadziei. Wierzyłam, że będzie dobrze.”
Minęły dwie godziny od czasu przywiezienia Olgi do szpitala. Honor ciągle czekał pod drzwiami, mając nadzieję, że zaraz ktoś wyjdzie i powie Mu, że może iść porozmawiać z dziewczyną.
- Honoriusz. Co się stało Olgą? – spytała Jej matka, podbiegając do chłopaka.
- To moja wina. Namówiłem Ją do gry w piłkę, a później Ona upadła na ławkę i mówiła, że nie może się ruszyć, że Ją boli..
- Przestań się obwiniać.
- Jeszcze nikt stamtąd nie wyszedł. Nie wiem co się z Nią dzieje.
- Zaczekaj tutaj. – powiedziała kobieta, wchodząc do Sali. Dziesięć minut później wszyscy lekarze opuścili pomieszczenie.
- Co z Nią? – krzyczał Honor. – Pani Natalio. Proszę mi powiedzieć. Czy wszystko jest już dobrze?
Kobieta uśmiechnęła się niechętnie, wskazując miejsce, aby usiąść.
- Kilku lekarzy operowało Jej kręgosłup, ale to nie było łatwe zadanie. – zaczęła. – Ten upadek, doprowadził do jeszcze większego bólu, który rozpoczął się od dawnego upadku na schody przez Jej ojca. – powiedziała, chowając twarz w dłonie.
- Spokojnie, proszę powiedzieć co się stało.
 - Wszystko wskazuje na to, że uraz jest zbyt duży, by sprowadzić Jej kręgosłup do porządku. Jest duże prawdopodobieństwo, że Ona już nigdy nie będzie samodzielnie chodzić. - rzuciła kobieta, rozpłakując się.

czwartek, 5 lipca 2012

Kabina prysznicowa powoli się rozsunęła. Jej mokre, opadające na ramiona włosy co jakiś czas wypuszczały kroplę wody, która swobodnie zsuwała się po nagich plecach. Zawinęła swoje kruche ciało białym ręcznikiem, po czym energicznie opłukała twarz wodą.
„Mogłabym tak bez końca uderzać się czymś w twarz, tym samym robiąc sobie nadzieję, że to wszystko jest tylko złym snem. Mogłabym upijać się do nieprzytomności, by przez dłuższą chwilę tak po prostu zapomnieć. Mogłabym uciec z tego domu, ale nie potrafię zostawić tu mamy samej. Mogłabym się zabić, by spotkać się z Nim tam do góry, ale zostało wiele niewyjaśnionych spraw, tu na ziemi. Mogłabym wszystko, a pochylam się nad kranem myśląc, że kilka garści zimnej wody w czymś pomoże. Kretynka.”
Przetarła twarz ręcznikiem, chwilę później boso zbiegając na dół. W domu panowała dziwna cisza, tylko ekspres do kawy parzył małą czarną. Podeszła do lodówki, wyciągając miskę z winogronem.
- Mamo, dokądś się wybierasz? – zapytała Olga, widząc jak kobieta pakuje do torebki  stetoskop.
- Tak. Do pracy. Zadzwonili do mnie ze szpitala. Jakiś nagły przypadek. – wymruczała pod nosem, szybko popijając kawę. Włożyła na nogi jakieś wygodne buty i zostawiając na policzku Olgi ciepło swoich ust, wybiegła.
„Zapewne mnie okłamała. Od początku wiedziała, że dziś zamierza iść do pracy. Że nie będzie siedzieć w domu i wspominać. Nie chciała pokazać, że czegoś Jej brakuje. Że po prostu tęskni.”
Rozkosz słodkich winogron i wygodę leżenia na kanapie w samym ręczniku przerwał Jej dzwonek do drzwi. Zapominając o tym, co ma na sobie, otworzyła.
- Cześć. – szepnął Paweł, lekko rozproszony.
- Wejdź. – wycedziła przez zęby Olga. – Przepraszam, że ja tak w samym ręczniku..
- Nie szkodzi. – zaśmiał się brunet.
- Chodź na górę, muszę się przecież ubrać. – odpowiedziała, zaprowadzając chłopaka do pokoju.
„Tak naprawdę to nie wiem, czy chciałam mieć teraz kogoś obok. Nie czułam się na siłach do rozmowy. Wolałabym zostać sama. Ale z drugiej strony, samotność nie jest dobrym doradcą. Zaczynam się bać życia, a najbardziej tego, że przyjdzie taki moment, w którym nie będę potrafiła sobie poradzić. Zgubię się i zginę, bo nikogo nie będzie obok.”
Ubrana w krótkie shorty, zieloną bokserkę i włosy zwinięte w kucyk w końcu opuściła łazienkę.
- Dziewczyna, która spędziła w łazience pięć minut, nie mając na sobie makijażu ani idealnie ułożonych włosów, wygląda tak nadzwyczajnie bosko. – szepnął Paweł zerkając znad laptopa Olgi.
- Przesadzasz. – syknęła.
- Pamiętasz, mieliśmy porozmawiać. Ale szybko zniknęłaś po pogrzebie.
- Wiem. Przepraszam. Nie wiem, czy czuję się na siłach na jakąkolwiek rozmowę.
- Domyślam się. Ale nie będziemy rozmawiać. – powiedział, wgapiając się w ekran.
- Nie rozumiem..
Zielonooki kelner uśmiechnął się cicho, kiwając Jej głową w stronę szafki nocnej.
- Pijemy? A to z jakiego powodu? – zapytała dziewczyna, unosząc w górę butelkę Johnego Walkera.
- A czy musi być jakiś powód?
- No niekoniecznie. – syknęła, powoli się uśmiechając. Wyszła na balkon, rozsiadając się na leżaku. Wzięła łyka dość mocnego trunku prosto z butelki, chwilę później odpalając papierosa.
- Czyli widzę, że się nie obijamy z piciem. Bez mieszania i innych tych dupereli. Mocna jesteś. – rzucił Paweł, siadając naprzeciwko Niej.
- Szkoda mi czasu. – odpowiedziała, zaciągając się.
- Radzisz sobie? – zapytał, biorąc łyk alkoholu.
- Próbuję. Staram się jak mogę. Ale nie wychodzi. Czemu te cholerne wspomnienia tak bardzo siedzą mi w głowie?
- One zawsze będą Ci w niej siedziały. Choć nie wiadomo jak bardzo byś się starała to wszystko zapomnieć, to niemożliwym jest wymazać ojca z pamięci.
- Masz rację. Ale nie chcę już się męczyć. Dlaczego, kiedy miałam Go obok i był, jaki był wcale tak bardzo mi nie zależało na rozmowie z Nim? A gdy już odszedł, tak na zawsze, zapragnęłam poznać Go lepiej, chcąc nadrobić te stracone przez Niego lata.
- Człowiek docenia po stracie. To normalne i nie masz się o co obwiniać. – odpowiedział, podając Jej butelkę. Zgasiła papierosa w popielniczce, ogrzewając twarz w słońcu. Wypiła kilka łyków, po czym delikatnie się uśmiechnęła.
- Rób to częściej. – syknął chłopak, popijając.
- Że niby co? – zapytała.
- Uśmiechaj się. Pomimo wszelkich problemów i sytuacji, które niszczą Ci psychikę. Choćbyś miała udawać przed samą sobą, że wszystko jest dobrze, rób to. Pamiętaj tylko, że to pomaga, ale nie pozwala zapomnieć na zawsze.
- Ja nawet nie wiem, czy chciałabym zapomnieć na zawsze. Przecież to właśnie na wspomnieniach żyje człowiek. Na masie pięknych chwil, które może sobie odtworzyć w każdym momencie. Nie chcę wymazać taty z pamięci, pragnę pogodzić się z Jego śmiercią.
- I tak trzymaj. – szepnął chłopak. – Oo, kończy się napój. – powiedział, machając Jej przed oczyma butelką.
- Nie szkodzi, słyszałam że dziś na plaży jest organizowana jakaś impreza. – zasugerowała Olga.
- A co, chciałabyś pójść?
- Nie chcę się bawić, bo nie na to jeszcze czas. Chcę spróbować wrócić do rzeczywistości.
- Jak sobie życzysz. – odpowiedział, uśmiechając się.
„Nie wiem, czy wyjście z Pawłem na plażę jest dobrym posunięciem. Nie wiem też, czy każde kolejne zamienione z Nim słowo jest odpowiednie. Czy każdy kolejny łyk alkoholu jest czegokolwiek wart.”
Dziewczyna założyła na nogi czarne trampki i wsuwając do kieszeni spodenek papierosy i komórkę, skinęła głową na znak, że mogą wychodzić. Zamknęła drzwi balkonowe, po czym wyłączyła laptopa.
- Idziemy pieszo? – zapytał chłopak.
- Tak. No chyba, że Ci się nie chcę.
- Nie ma problemu, możemy się przejść. – odpowiedział.
„Z każdym kolejnym krokiem zaczynałam żałować, że sama zaproponowałam wyjście na tą imprezę. Nie chciałam tego całego hałasu. Tych bawiących się ludzi. Uśmiechów na twarzy. Pragnęłam się gdzieś odizolować od tej całej rzeczywistości, a najbardziej od ludzi, którzy właśnie teraz, starali się mi pomagać.”
- No pięknie, kogo ja tu widzę. – usłyszała znajomy głos Olga, wchodząc z brunetem na plażę.
- Cześć Wiki. – syknął chłopak.
- Wiedziałam, że tak będzie. Niby nic, a jednak coś. Nie musieliście się przez tyle czasu ukrywać. Wiadomym było, że i tak zostaniecie parą. – rzuciła ironicznie.
- Nie jesteśmy razem. – zaprotestowała Olga.
- Z moim braciszkiem nie możesz to teraz do byłego się przystawiasz. Tak mi przykro, że nikt inny Cię nie chcę, tylko zbierasz te resztki.
- Wiktoria, uspokój się. – krzyknął Paweł.
- Bronisz swojej ukochanej. Miło z Twojej strony..
- Odprowadzę Cię do domu, jesteś już wstawiona. – przerwał Jej chłopak.
- Zostawisz swoją księżniczkę samą?
- Idź, rozumiem. Będę czekać. – rzuciła Olga, zostawiając ich samych. Po drodze przywitała kilku znajomych i okłamała ich nieszczerym ‘wszystko dobrze’. Usiadła przy barze i odpaliła papierosa.
- Coś podać? – zapytał barman.
- Setkę. – rzuciła Olga, wyciągając pieniądze.
- A dowód jest?
- No nie żartuj sobie. – syknęła, zaciągając się.
- Alkoholu osobom poniżej lat 18 nie sprzedajemy, przykro mi.
- Ja zapłacę. – usłyszała za sobą.
- Co Ty tu robisz? – zapytała stojącego tuż obok Niej Honoriusza. – Nie odzywałeś się przez kilka dni. Nie przyszedłeś do mnie. Nie zadzwoniłeś. Nie było Cię też na pogrzebie.
- Spokojnie, mała. Już wróciłem.
- Już? Nie było Cię w najgorszych momentach mojego życia, a Ty mówisz, że już wróciłeś? Nie pomyślałeś o tym, żeby mnie poinformować gdzie jesteś? Właśnie. Gdzie Ty do cholery w ogóle byłeś? Nie odbierałeś telefonu, nie odpisywałeś..
- Ej! – krzyknął. – Uspokój się. Musiałem wyjechać, bo tak zadecydowała moja matka. A jeśli ona już postawi na swoim to nie mam o czym z Nią dyskutować. Wróciliśmy do Naszego miasta, bo podobno miała kilka ważnych spraw do załatwienia. Przykro mi, że nie mogłem z Tobą być właśnie teraz.
- Przykro Ci? Tyle? Skoro już musimy być rodzeństwem to naucz się lepiej opiekować rodziną. – syknęła, wypijając do dna wódkę i odchodząc od baru. Nie zdążyła oddalić się zaledwie o pięć metrów, gdy zakręciło Jej się w głowie.
- Już jestem. – szepnął Jej na ucho Paweł.
- To dobrze. – odpowiedziała, przytulając się do Niego. Oboje usiedli nad brzegiem falującego tej ciepłej nocy morza. Siedzieli tak przez dobrą godzinę, milcząc.
- Chyba trochę otrzeźwiałam. – rzuciła Olga, odrywając się z objęcia zielonookiego przystojniaka.
- To niedobrze. – zaśmiał się chłopak, po czym podał Jej piwo.
- Idziemy do wody? – zapytała dziewczyna, ściągając buty.
- Zwariowałaś. Woda nie jest już tak ciepła, jak w południe.
- To co? – parsknęła wbiegając w ubraniach do morza. Wzięła łyk piwa, po czym krzyknęła:
- No dalej cwaniaku. Chodź tutaj.
- Nadal jesteś pijana, wracaj. – syknął zmartwiony Paweł.
Na niebie zaczęły pojawiać się błyszczące gwiazdy. Lekki wiatr delikatnie otulał ciało, a zimne fale wody co chwilę uderzały o brzeg.
- Cienias. – krzyknęła Olga, oddalając się coraz bardziej.
- Woda sięga Ci już po pas. Chodź tutaj.
Mimo Jego słów Olga bawiła się w wodzie do upadłego, wyrzucając pustką już puszkę piwa za siebie.
- Sama tego chciałaś. – warknął chłopak, ściągając buty. Z daleka można było usłyszeć wesoły śmiech Olgi, która próbowałaś oddalić się coraz dalej. Próbując zrobić kolejny krok w tył, potknęła się, czując jak powoli upada w głąb wody.
- Ej, bez takich wygłupów. – zdążył złapać Ją Paweł. Ich wargi znalazły się blisko siebie, chwilę później spojrzeli sobie głęboko w oczy. Zielonooki brunet chwycił Ją za biodra, przybliżając swoje usta do Niej.
- Nie mogę, przepraszam. – szepnęła Olga, wyrywając się z Jego objęcia.
- Rozumiem. – odpowiedział, wyciągając Ją z wody.
- Zimno mi. – syknęła dziewczyna, siadając na piasku. Paweł bez wahania podał Jej swoją bluzę, która przez cały czas leżała z dala od wody. – Dziękuję. – odpowiedziała rudowłosa piękność.
- A więc to tak.. – rzucił Honor, zmierzający w ich stronę. – Nie było mnie przez kilka dni, a Ty już znalazłaś sobie pocieszenie u tego kelnerka?
- Daruj sobie. – syknęła Olga. – Nie zainteresowałeś się tym co u mnie, mogłeś zadzwonić. Nie będę Ci się tłumaczyć z tego co robię i z kim. Nic Nas nie łączy.
- Jak to nic? Przecież jesteśmy rodzeństwem. Pilnuj się, bo naskarżę mamie. – zaśmiał się, wskazując na Nich palcem.
- Stary, lepiej już idź. Jesteś pijany. – powiedział Paweł, wstając.
- Nie mów mi co mam robić.
- Honoriusz, idź już. – powiedziała dziewczyna, chwytając się ręki wysokiego bruneta. – Cholera, zachwiałam się.
- Chodź, odprowadzę Cię do domu. – syknął chłopak, całując Ją w policzek.
- Ej koleś! Odwal się, to moja siostra. Pozwól, że zadbam sam o Jej bezpieczeństwo. – krzyknął Honor.
- Nie jesteś w stanie zadbać o Jej dobro w tej chwili, za dużo wypiłeś.
„Stał się moim bratem, wiem. Nie chciałam tego i nie życzę takiego zwrotu akcji, nawet największemu wrogowi. Pokochaliśmy się. To uczucie nastało szybko, ale było prawdziwe. Nie. Ono nadal jest. Tylko muszę pozwolić przeobrazić się mu w miłość braterską. Będzie trudno, ale przecież całe życie miałam pod górkę. Staram się, jak mogę, a wychodzi jak zwykle.”
- Zaraz będziemy. – usłyszała Olga, czując jak ktoś niesie Ją na rękach. Drzwi do mieszkania lekko się uchyliły. W salonie było ciemno i cicho. Paweł powoli wszedł po schodach, kładąc Ją w pokoju na łóżku.
- Dziękuję. – powiedziała Olga, łapiąc Go za rękę.
- Nie ma sprawy. – rzucił chłopak, przykrywając Ją.
„ Paweł jest strasznie miły, taki kochany i przyjemny. Lubię z Nim spędzać czas, rozmawiać, milczeć. Tylko boję się, że wkrótce nastanie taki dzień, w którym się w Nim zakocham. Stajemy się sobie coraz bardziej bliżsi. Polubiliśmy się, chyba za bardzo.”

sobota, 16 czerwca 2012

Jest ciężko. Gdyby nie najbliżsi pewnie nie dałabym rady. Codzienne telefony i pytania ‘ jak się czuję ‘ trochę mnie podbudowują. Każdego wieczoru moim celem staje się otwarcie oczu rano. Na nowo staram się podołać postawionym sobie wyzwaniom. Nie poddaję się, choć i takie myśli przechodzą mi przez głowę. Niektórzy patrzą i zastanawiają się, jak potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. Jak umiałam na nowo zacząć żyć. Wielu twierdzi, że skończyła się Nasza rodzinna udręka, że w końcu będziemy mogli spokojnie stworzyć idealną rodzinę. Ale oni nie wiedzą, co tak naprawdę pomiędzy nami było. Nie mają pojęcia ile prawdy było w tych wszystkich pogłoskach. Ludzie zazwyczaj wierzą na słowo, zamiast przyjść i po prostu zapytać, czy wszystko jest w porządku.
- Olga, chodź już, bo się spóźnimy. – krzyknęła z dołu mama. Wysoka kobieta, ubrana w czarne spodnie i ciemną koronkową bluzkę, kończyła właśnie poprawiać swoje włosy. Dopijała na szybko filiżankę herbaty, wrzucając do małej kopertówki, wszystko co najpotrzebniejsze. Zza okien dawało znać o sobie gorące słońce, którego promienie przebijały się przez kuchenne zasłony. Chodnikami podążali ludzie, zmierzający na plażę. Wydawało się, że to kolejne zwykłe popołudnie, dzień jak co dzień.
„Codziennie kłamałam. Nie tylko ludzi, mamę, czy choćby psa. Oszukiwałam tą dziewczynę, która każdego dnia patrzyła na mnie w lustrze. Nie byłam szczera nawet samej sobie, nie potrafiłam żyć, chociażby dla siebie. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło i wszystko straciło sens.”
- Olga, nie będę dwa razy Cię upominać! Schodź na dół. – znów odezwała się mama, prawie gotowa do wyjścia. Po wysokich, drewnianych schodach powoli zbliżała się szczupła, smutna dziewczyna. Ubrana w zwiewną czarną sukienkę, wysokie buty i włosy spięte w idealny kok, niechętnie podążała na dół. Skierowała swoje kruche ciało do kuchni, włączając ekspres.
- Ty chyba nie masz zamiaru jeszcze teraz pić kawy, nie mamy na to czasu. – rzuciła mama, kątem oka spoglądając na Olgę.
- Idź popraw makijaż, ja się pospieszę. – uspokoiła mamę Olga, szczerze się uśmiechając.
„ Mama też udawała. Starała się być silna i twarda. Próbowała udowodnić, że świetnie damy sobie radę. Doskonale wiedziała, że to niemożliwe. Że nie da się ułożyć na nowo życia, gdy tylko się tego zapragnie. Czasem potrzeba wielu lat, by w końcu się ustatkować. Wielu ludzi, by dojść do siebie. I wspomnień, które staną się pięknym obrazem przeszłości.”
- Gotowa? – zapytała kobieta, głaszcząc psa śpiącego na kanapie.
- Niezależnie ile bym miała czasu, nigdy nie byłabym w stanie być gotowa na pochowanie własnego ojca, mamo. – powiedziała Olga, wsuwając do małej torebki komórkę. Natalia, bo tak miała na imię jej matka, otworzyła szeroko wielkie drzwi, dając tym samym znak, że czas już wyjść. Z perspektywy osoby trzeciej, która nigdy nie znałaby tych kobiet, można rzec, że to matka i córka z porządnej rodziny. Że w ich życiu od zawsze panowała harmonia i spokój, a każde nieporozumienie od razu było wyjaśniane.
„Zgadza się. Z pozoru wydawało się, jakbym ja i mama stanowiła wspaniałą, kochającą się rodzinę. W ten dzień starałam się wyglądać spokojnie, by nie dać po sobie poznać, że w rzeczywistości serce łamie mi się na sto różnych wielkości, części. Obiecałam sobie, że będę się uśmiechać, niepewnie i nie za wesoło, pragnęłam dawać ludziom uśmiech tak, by wyczuli ode mnie sympatię, a nie smutek i ból, które od dłuższego czasu opanowały duszę.”
Pół godziny później, po przejechaniu zatłoczonego miasta, pod cmentarz zajechał czarny, luksusowy samochód. Przez dłuższą chwilę nikt z niego nie wysiadał.
- Damy radę, prawda? – zapytała Olga, chwytając mamę za dłoń.
- Oczywiście. – odpowiedziała kobieta, zakładając ciemne okulary. W tej samej chwili obie wysiadły z auta, zatrzaskując drzwi. Były przed czasem, by spokojnie móc pożegnać umarłego.
- Olga! – krzyknął ktoś z tyłu. Dziewczyna odwróciła się, nie widząc nikogo znajomego. – Tutaj! – znów powtórzył się ten sam głos.
- Paweł? Co ty tu robisz? – zapytała zaskoczona dziewczyna, przytulając się do zielonookiego chłopaka. – Ładnie Ci w garniturze, ale dlaczego przyszedłeś?
- Nie odzywałem się wcześniej, bo pewnie chciałaś sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć i poukładać. Nie miałem zamiaru przeszkadzać. Pomyślałem tylko, że gdybyś…
- Dziękuję, że jesteś. – przerwała Mu dziewczyna, całując w policzek. – Pozwolisz, że teraz pójdę do mamy.
- Oczywiście. – odpowiedział. – Widzimy się później.
„Bałam się tam wejść. Każdego wieczoru, gdy nie mogłam zasnąć, zastanawiałam się, jak to będzie. Jak uda mi się na spokojnie podejść i po raz ostatni spojrzeć na Jego twarz. Czy dam radę w ogóle przekroczyć próg kaplicy? Przez ten czas nigdy nie mogłam zasnąć w nocy. Zawsze pojawiały się pytania, które dręczyły i niepokoiły moją głowę. Co z tego, że miewał złe dni i nie potrafił opanować agresji. Wybaczyłam Mu, a jest trudniej niż się tego spodziewałam.”
Powolnym krokiem Olga weszła do kaplicy. Jej matka stała przy otwartej trumnie, milcząc.
- Wiem, że przez te ostatnie tygodnie wcale nie było z Nim łatwo. Skrzywdził Cię, za dużo pił, klął, krzyczał. Nie był wymarzonym ojcem, nawet nie starał się nim być. – powiedziała Natalia.
- Wybaczyłam Mu. Wiem, że postąpił źle, ale jestem pewna, że nie chciał mnie skrzywdzić. Alkohol zawładnął w tamtej chwili nad Jego umysłem i rozsądkiem. Nie był sobą.
- Rozumiem Cię, ale doskonale wiesz, że mógł z tym skończyć. Mógł przestać pić, mógł się poświęcić, chociażby dla Ciebie. Nie zrobił tego.
- Nie mam do Niego żalu, mamo. Chcę tylko żebyś wiedziała, że niezależnie jakim był dla mnie ojcem, kochałam Go i zawsze będę o Nim pamiętać. – szepnęła Olga, wychodząc. Z każdą zbliżająca się minutą, przybywała coraz większa część rodziny i znajomych. Niebieskooka siedemnastolatka skierowała się w bezludną uliczkę. Przykucnęła wyciągając z torebki paczkę papierosów, po czym odpaliła jednego z nich. Z daleka ujrzała kierujących się w jej stronę znajomych. Byli wszyscy – Kacper, Monika, Mister, Frika, Joker.
- Jak się czujesz? – zapytała Franciszka, mocno przytulając Olgę.
- Beznadziejnie. Myślałam, że będzie łatwiej.
- Jesteśmy z Tobą, pamiętaj o tym. – dopowiedział Jacek.
- Dziękuję Wam.
Dziewczyna zgasiła papierosa, jeszcze raz przytulając ich wszystkich. Chwilę później odeszła, chcąc wspierać mamę. Po drodze przywitała Justynę, koleżankę mamy i dziadków, Jej rodziców. Do kaplicy wszedł ksiądz, który ostatecznie pożegnał zmarłego, zabierając całą trumnę do Kościoła. Wszyscy, wraz z Olgą przenieśli się tam, by móc razem pomodlić się za Jej ojca.
„Ludzie płakali, choć nie znali taty tak dobrze, jak ja. Nie byli z Nim tak bardzo zżyci, nie mogliby powiedzieć o Nim wszystkiego. Byli nieświadomi wielu spraw, a mimo to brakowało im Go. Nie wiedziałam, gdzie zatrzymać wzrok. Czy dam radę pokonać ból, a może Mu ulegnę. Chciałam płakać, tak bardzo w tamtej chwili potrzebowałam łez. Myślałam, że to one pomogą mi wyzbyć się tej tęsknoty. Ale w tamtej chwili nic nie było w stanie mi pomóc. Pragnęłam tylko znaleźć się już w domu. Schować ciało pod kołdrę zapewniając sobie wieczne bezpieczeństwo.”
Wszyscy byli już na cmentarzu, w miejscu, którego chyba każdy się najbardziej obawiał. Ksiądz odprawił modlitwę, po czym dał znak, że trumna może już zsunąć się na dół.
„ Zastanawiałam się co myśleć w tamtej chwili, co ze sobą zrobić, co uczynić, by było łatwiej. Miałam krzyczeć? Miałam podbiec do księdza i prosić, żeby zwrócił mi ojca z powrotem? To i tak nic by nie dało. Już nikt nie był w stanie przyjść i go zastąpić. Wiedziałam, że od teraz wszystko stanie się inne, takie nieswoje.”
Ludzie podawali swoje kwiaty, albo układali róże i znicze, po czym odchodzili. Każdy w swoją stronę, do swojego domu. Niektórzy podchodzili by złożyć kondolencje lub po prostu wesprzeć swoim ciepłym słowem.
- Chodźmy mamo, nic już nie wskóramy. – szepnęła Olga, przytulając kobietę. Obie ruszyły w stronę auta, milcząc.
- Nie możemy się przejmować przez całą wieczność. Bynajmniej nie powinniśmy. Będzie ciężko, wiem o tym. Ale trzeba nauczyć się żyć. Mamy siebie, prawda? – zapytała Natalia, odpalając auto.
- Prawda. – powiedziała dziewczyna.
„Okłamałam Ją, własną matkę. Przecież nie nauczę się żyć, nie wymarzę wspomnień, nie zapomnę.”

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Oparła się o chłodną ścianę szpitalnego korytarza, po czym osunęła się powoli na ziemię, chowając twarz w dłonie. Jeszcze przed chwilą z Nim rozmawiała. Mogła zapytać o wszystko, popatrzeć w Jego oczy i cieszyć się uśmiechem. Nie zrobiła nic, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję. Nie chciała Go tracić. Mimo wszystkich wyrządzonych krzywd, czy źle sformułowanych zdań, kochała Go. Pragnęła zobaczyć Go z powrotem. Tak bardzo chciała porozmawiać z Nim o swoim dzieciństwie. Powspominać wszystkie, przeżyte razem chwile. Wskoczyć Mu na kolana, jak za dawnych lat i otworzyć album, by przypomnieć sobie, któryś z pięknych dni.
                Z Sali wyszła pielęgniarka, a za nią lekarz. Olga energicznie podniosła się, podbiegając do doktora.
- Co z Nim? – zapytała, ocierając mokre policzki od łez.
- Fałszywy alarm. Uratowaliśmy Go.
- Czy mogłabym..
- Nie. – przerwał Jej lekarz. – On teraz śpi, ale wszystko jest w normie. Jutro czeka Go operacja, poważna i trudna do wykonania. Proszę być dobrej myśli.
- Dziękuję. – powiedziała dziewczyna siadając na krześle. Zaczekała chwilę, gdy ruch na korytarzu się zmniejszył i po cichu weszła do sali. – Tato. Coś Ty z sobą zrobił? – szepnęła, patrząc jak walczy o życie. – Nie zdążyłam Ci tego powiedzieć, gdy jeszcze mogłeś patrzeć mi w oczy. Ale wiem, że mnie słyszysz. Chcę żebyś wiedział, że Ci wybaczam. Wszystko. Każdą złą chwilę. Niepoprawne słowo. Niepotrzebny ruch. Nie robię tego z litości, żalu, czy współczucia. Żałuję, że w takim momencie musiałam zrozumieć, jak ważną jesteś dla mnie osobą. Kocham Cię i zrobię wszystko, żebyś z tego wyszedł. – powiedziała, po czym delikatnie ujęła Jego dłoń. Uśmiechnęła się i bezszelestnie opuściła budynek.
                Podążała do domu, gdy ktoś podbiegł i objął Ją od tyłu, całując na przywitanie w policzek. Znała ten zapach i lekki zarost na twarzy. Doskonale wiedziała z kim ma do czynienia i kogo dłonie tak idealnie dopasowują się do Jej talii.
- Cześć mała. – rzucił Honor.
- Byłam przed chwilą u taty. Znów ratowali Mu życie. Jest źle, ale nikt nie chce tego powiedzieć. Czy On umrze? – znów po Jej policzku powoli osuwała się mała łza. Honoriusz otarł ją kciukiem i przytulił Olgę do siebie.
- On z tego wyjdzie. Po operacji wszystko się ułoży. Obiecuję. – mówił, gładząc Ją po włosach.
- Muszę już iść, jestem zmęczona.
- Odprowadzić Cię?
- Nie musisz. Cześć. – rzuciła, idąc pewnie przed siebie. Chwilę później była już blisko domu. Z daleka ujrzała Pawła stojącego pod drzwiami mieszkania.
- Co tu robisz? – zapytała zaskoczona.
- Chciałem zapytać co u Ciebie. Dawno już ze sobą nie rozmawialiśmy.
- Masz Wiki, nie chcę wysłuchiwać tego, że przeze mnie rozsypał się Wasz związek, czy coś.
- Wszystko zniszczyła Ona. Dobrze wiesz, że od dłuższego czasu nie mieliśmy okazji do rozmowy.
- Wejdziesz? – zapytała dziewczyna otwierając drzwi. Chłopak pokiwał głową, zgadzając się.
- Ładny dom. – rzucił obracając się dookoła.
- Ale pusty, bez miłości, cholernie chłodny. Nie lubię go, ale muszę tu mieszkać. Nie mam wyjścia.
- Słyszałem o Tobie i Honoriuszu. – rzucił Paweł. – Przykro Mi, że nie możecie być razem..
- A co się wydarzyło pomiędzy Tobą a Wiki? – przerwała Mu Olga.
- Różnica charakterów. Trudności z dogadaniem się. Ona chciała rządzić, mieć wszystko po swojemu. To nie dla Mnie.
- Rozumiem. – powiedziała, parząc malinową herbatę.
- Tak tutaj cicho, gdzie są Twoi rodzice? – zapytał.
- Mama w pracy, a tata…w szpitalu. – z trudnością wycedziła przez zęby.
- Co się stało?
- Wydaje mi się, że życie Mu zaszkodziło. – syknęła popijając herbatę. Przez kolejną godzinę opowiedziała Mu cała historię związaną z Jej ojcem. Dokładnie opisała każdą sekundę z tych ostatnich chwil, w efekcie otrzymując od Niego wielkie wsparcie. Patrzyła Mu w oczy i wiedziała, że zawsze będzie mogła Mu ufać. Przytuliła się do Niego, ukradkiem wycierając słoną łzę.
- Będzie dobrze. – szepnął, gładząc Ją po głowie.
                Wyszli na balkon spoglądając w jasne niebo. Słońce z całych swoich sił próbowało przebić się zza chmur. Lekki wiatr muskał ich uśmiechnięte twarze.
- Tak trzymaj. – powiedział Paweł.
- Jak?
- Masz się uśmiechać, dodaje Ci to uroku. – szepnął, mrugając do Niej okiem.
- Dziękuję. – odpowiedziała, przez chwilę milcząc. – Nie chcę stracić ojca. Co z tego, że był chamem i nigdy nie powiedział do mnie ‘córko’. Że kłóciliśmy się i zawsze stwarzaliśmy problemy. Mimo wszystko dokładnie pamiętam dzieciństwo. Zapełnił je doskonale i z ogromną perfekcją. Wykazał się jako dobry ojciec. A później wszystko spieprzyło się przez mamę i Jej cholerną pracę.
- Cii. – szepnął, próbując Ją uspokoić. – Obiecuję Ci, że wszystko się ułoży.
Zmęczeni weszli do Jej pokoju siadając na łóżku. Z głośników wydobywała się cicha muzyka, która spokojnie usypiała Olgę. Dziewczyna oparła się o ramię Pawła, zasypiając.

                „ - Tato, a jak będę duża to kto mnie będzie kochał tak, jak Ty teraz? – Ja. Zawsze będę Cię kochał. Niezależnie co stanie nam na drodze, zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Bo jesteś moją córką. Najwspanialszą kobietą na świecie. Będę o Ciebie dbał do końca swoich dni. Będę się starał żeby Ci niczego nie brakowało. A wiesz po co? – Nie, tato. – Po to, że gdy kiedyś staniesz nad moją trumną. Będziesz mogła chwycić mnie za rękę i z czystym sumieniem powiedzieć ‘byłeś dobrym ojcem, nigdy o Tobie nie zapomnę’. ”.

                - Zasnęłam? – zapytała Olga, czując w pokoju intensywny zapach Pawła.
- Spałaś, jak niemowlę. Słodko. – szepnął, całując Ją w czoło.
- Śnił mi się tata z czasów dzieciństwa, tęsknię za tym, wiesz?
- Wiem. I widzę, że bardzo zależy Ci na Jego zdrowiu. Gdybym tylko mógł jakoś pomóc..
- Pomagasz mi tym, że po prostu jesteś, gdy innych nie ma. – powiedziała chwytając Go za rękę. Odwzajemnił Jej miłe słowa uśmiechem, delikatnie muskając koniuszkami palców Jej dłoń.
- Jesteś wyjątkowa. – szepnął, zbliżając swoje ust do Niej. Zaśmiała się i nie protestując powoli przysuwała ku Niemu swoje wargi. Gdy nagle po pokoju rozległ się dźwięk Jej komórki. Oddaliła swoją twarz, jak najszybciej naciskając zieloną słuchawkę.
- Tak, mamo?
- Przyjedź do szpitala. – usłyszała cichym, zachrypniętym głosem. W telefonie słychać było tylko przerwany sygnał. Łzy mimowolnie napłynęły Oldze do oczu.
- Co się dzieje? – zapytał chłopak, podbiegając.
- Szybko, do szpitala. – zdążyła powiedzieć, wybiegając z pokoju.
                Byli już na miejscu. Obydwoje szybko wbiegli do budynku, czekając na windę.
- Nie myśl o najgorszym, może to fałszywy alarm. – powiedział Paweł, przytulając Ją.
- Mam złe przeczucie. – szepnęła, wsiadając do windy. Na korytarzu nie było żadnego lekarza ani Jej matki. Zupełna cisza, jakby normalny dzień toczył się dalej. Miłe pielęgniarki roznosiły leki pacjentom, jakaś rodzina przyjechała w odwiedziny, a Olga wpadła tu, jak wyrzucona z tornada.
- Mama! – krzyknęła, widząc Ją wychodzącą z sali ojca. – Co się dzieje?
- Możesz tam wejść, na chwilę. – odpowiedziała, niepewnie się uśmiechając.
- Chodźmy na kawę. – zaproponowała mama Olgi Pawłowi.
                Dziewczyna powolnym krokiem podążała w stronę sali ojca. Bała się, nie wiedząc co Ją tam czeka. Delikatnie nacisnęła klamkę drzwi, powoli je przesuwając.
- Wejdź, córeczko. – usłyszała słaby głos.
- Tato, jak się czujesz?
- To mało istotne. Chcę tylko żebyś wiedziała, że żałuję. Gdybym miał możliwość cofnięcia czasu, nigdy nie popełniłbym już tych samych błędów. Miałem zapewnić Ci bezpieczeństwo i opiekę. Byłem strasznym ojcem.
- Nie mów tak.
- Przepraszam córeczko. Mam tylko nadzieję, że dobrze mnie zapamiętasz, a ja zaopiekuję się Tobą tam, z nieba. – powiedział resztkami sił, chwilę później umierając.