czwartek, 5 lipca 2012

Kabina prysznicowa powoli się rozsunęła. Jej mokre, opadające na ramiona włosy co jakiś czas wypuszczały kroplę wody, która swobodnie zsuwała się po nagich plecach. Zawinęła swoje kruche ciało białym ręcznikiem, po czym energicznie opłukała twarz wodą.
„Mogłabym tak bez końca uderzać się czymś w twarz, tym samym robiąc sobie nadzieję, że to wszystko jest tylko złym snem. Mogłabym upijać się do nieprzytomności, by przez dłuższą chwilę tak po prostu zapomnieć. Mogłabym uciec z tego domu, ale nie potrafię zostawić tu mamy samej. Mogłabym się zabić, by spotkać się z Nim tam do góry, ale zostało wiele niewyjaśnionych spraw, tu na ziemi. Mogłabym wszystko, a pochylam się nad kranem myśląc, że kilka garści zimnej wody w czymś pomoże. Kretynka.”
Przetarła twarz ręcznikiem, chwilę później boso zbiegając na dół. W domu panowała dziwna cisza, tylko ekspres do kawy parzył małą czarną. Podeszła do lodówki, wyciągając miskę z winogronem.
- Mamo, dokądś się wybierasz? – zapytała Olga, widząc jak kobieta pakuje do torebki  stetoskop.
- Tak. Do pracy. Zadzwonili do mnie ze szpitala. Jakiś nagły przypadek. – wymruczała pod nosem, szybko popijając kawę. Włożyła na nogi jakieś wygodne buty i zostawiając na policzku Olgi ciepło swoich ust, wybiegła.
„Zapewne mnie okłamała. Od początku wiedziała, że dziś zamierza iść do pracy. Że nie będzie siedzieć w domu i wspominać. Nie chciała pokazać, że czegoś Jej brakuje. Że po prostu tęskni.”
Rozkosz słodkich winogron i wygodę leżenia na kanapie w samym ręczniku przerwał Jej dzwonek do drzwi. Zapominając o tym, co ma na sobie, otworzyła.
- Cześć. – szepnął Paweł, lekko rozproszony.
- Wejdź. – wycedziła przez zęby Olga. – Przepraszam, że ja tak w samym ręczniku..
- Nie szkodzi. – zaśmiał się brunet.
- Chodź na górę, muszę się przecież ubrać. – odpowiedziała, zaprowadzając chłopaka do pokoju.
„Tak naprawdę to nie wiem, czy chciałam mieć teraz kogoś obok. Nie czułam się na siłach do rozmowy. Wolałabym zostać sama. Ale z drugiej strony, samotność nie jest dobrym doradcą. Zaczynam się bać życia, a najbardziej tego, że przyjdzie taki moment, w którym nie będę potrafiła sobie poradzić. Zgubię się i zginę, bo nikogo nie będzie obok.”
Ubrana w krótkie shorty, zieloną bokserkę i włosy zwinięte w kucyk w końcu opuściła łazienkę.
- Dziewczyna, która spędziła w łazience pięć minut, nie mając na sobie makijażu ani idealnie ułożonych włosów, wygląda tak nadzwyczajnie bosko. – szepnął Paweł zerkając znad laptopa Olgi.
- Przesadzasz. – syknęła.
- Pamiętasz, mieliśmy porozmawiać. Ale szybko zniknęłaś po pogrzebie.
- Wiem. Przepraszam. Nie wiem, czy czuję się na siłach na jakąkolwiek rozmowę.
- Domyślam się. Ale nie będziemy rozmawiać. – powiedział, wgapiając się w ekran.
- Nie rozumiem..
Zielonooki kelner uśmiechnął się cicho, kiwając Jej głową w stronę szafki nocnej.
- Pijemy? A to z jakiego powodu? – zapytała dziewczyna, unosząc w górę butelkę Johnego Walkera.
- A czy musi być jakiś powód?
- No niekoniecznie. – syknęła, powoli się uśmiechając. Wyszła na balkon, rozsiadając się na leżaku. Wzięła łyka dość mocnego trunku prosto z butelki, chwilę później odpalając papierosa.
- Czyli widzę, że się nie obijamy z piciem. Bez mieszania i innych tych dupereli. Mocna jesteś. – rzucił Paweł, siadając naprzeciwko Niej.
- Szkoda mi czasu. – odpowiedziała, zaciągając się.
- Radzisz sobie? – zapytał, biorąc łyk alkoholu.
- Próbuję. Staram się jak mogę. Ale nie wychodzi. Czemu te cholerne wspomnienia tak bardzo siedzą mi w głowie?
- One zawsze będą Ci w niej siedziały. Choć nie wiadomo jak bardzo byś się starała to wszystko zapomnieć, to niemożliwym jest wymazać ojca z pamięci.
- Masz rację. Ale nie chcę już się męczyć. Dlaczego, kiedy miałam Go obok i był, jaki był wcale tak bardzo mi nie zależało na rozmowie z Nim? A gdy już odszedł, tak na zawsze, zapragnęłam poznać Go lepiej, chcąc nadrobić te stracone przez Niego lata.
- Człowiek docenia po stracie. To normalne i nie masz się o co obwiniać. – odpowiedział, podając Jej butelkę. Zgasiła papierosa w popielniczce, ogrzewając twarz w słońcu. Wypiła kilka łyków, po czym delikatnie się uśmiechnęła.
- Rób to częściej. – syknął chłopak, popijając.
- Że niby co? – zapytała.
- Uśmiechaj się. Pomimo wszelkich problemów i sytuacji, które niszczą Ci psychikę. Choćbyś miała udawać przed samą sobą, że wszystko jest dobrze, rób to. Pamiętaj tylko, że to pomaga, ale nie pozwala zapomnieć na zawsze.
- Ja nawet nie wiem, czy chciałabym zapomnieć na zawsze. Przecież to właśnie na wspomnieniach żyje człowiek. Na masie pięknych chwil, które może sobie odtworzyć w każdym momencie. Nie chcę wymazać taty z pamięci, pragnę pogodzić się z Jego śmiercią.
- I tak trzymaj. – szepnął chłopak. – Oo, kończy się napój. – powiedział, machając Jej przed oczyma butelką.
- Nie szkodzi, słyszałam że dziś na plaży jest organizowana jakaś impreza. – zasugerowała Olga.
- A co, chciałabyś pójść?
- Nie chcę się bawić, bo nie na to jeszcze czas. Chcę spróbować wrócić do rzeczywistości.
- Jak sobie życzysz. – odpowiedział, uśmiechając się.
„Nie wiem, czy wyjście z Pawłem na plażę jest dobrym posunięciem. Nie wiem też, czy każde kolejne zamienione z Nim słowo jest odpowiednie. Czy każdy kolejny łyk alkoholu jest czegokolwiek wart.”
Dziewczyna założyła na nogi czarne trampki i wsuwając do kieszeni spodenek papierosy i komórkę, skinęła głową na znak, że mogą wychodzić. Zamknęła drzwi balkonowe, po czym wyłączyła laptopa.
- Idziemy pieszo? – zapytał chłopak.
- Tak. No chyba, że Ci się nie chcę.
- Nie ma problemu, możemy się przejść. – odpowiedział.
„Z każdym kolejnym krokiem zaczynałam żałować, że sama zaproponowałam wyjście na tą imprezę. Nie chciałam tego całego hałasu. Tych bawiących się ludzi. Uśmiechów na twarzy. Pragnęłam się gdzieś odizolować od tej całej rzeczywistości, a najbardziej od ludzi, którzy właśnie teraz, starali się mi pomagać.”
- No pięknie, kogo ja tu widzę. – usłyszała znajomy głos Olga, wchodząc z brunetem na plażę.
- Cześć Wiki. – syknął chłopak.
- Wiedziałam, że tak będzie. Niby nic, a jednak coś. Nie musieliście się przez tyle czasu ukrywać. Wiadomym było, że i tak zostaniecie parą. – rzuciła ironicznie.
- Nie jesteśmy razem. – zaprotestowała Olga.
- Z moim braciszkiem nie możesz to teraz do byłego się przystawiasz. Tak mi przykro, że nikt inny Cię nie chcę, tylko zbierasz te resztki.
- Wiktoria, uspokój się. – krzyknął Paweł.
- Bronisz swojej ukochanej. Miło z Twojej strony..
- Odprowadzę Cię do domu, jesteś już wstawiona. – przerwał Jej chłopak.
- Zostawisz swoją księżniczkę samą?
- Idź, rozumiem. Będę czekać. – rzuciła Olga, zostawiając ich samych. Po drodze przywitała kilku znajomych i okłamała ich nieszczerym ‘wszystko dobrze’. Usiadła przy barze i odpaliła papierosa.
- Coś podać? – zapytał barman.
- Setkę. – rzuciła Olga, wyciągając pieniądze.
- A dowód jest?
- No nie żartuj sobie. – syknęła, zaciągając się.
- Alkoholu osobom poniżej lat 18 nie sprzedajemy, przykro mi.
- Ja zapłacę. – usłyszała za sobą.
- Co Ty tu robisz? – zapytała stojącego tuż obok Niej Honoriusza. – Nie odzywałeś się przez kilka dni. Nie przyszedłeś do mnie. Nie zadzwoniłeś. Nie było Cię też na pogrzebie.
- Spokojnie, mała. Już wróciłem.
- Już? Nie było Cię w najgorszych momentach mojego życia, a Ty mówisz, że już wróciłeś? Nie pomyślałeś o tym, żeby mnie poinformować gdzie jesteś? Właśnie. Gdzie Ty do cholery w ogóle byłeś? Nie odbierałeś telefonu, nie odpisywałeś..
- Ej! – krzyknął. – Uspokój się. Musiałem wyjechać, bo tak zadecydowała moja matka. A jeśli ona już postawi na swoim to nie mam o czym z Nią dyskutować. Wróciliśmy do Naszego miasta, bo podobno miała kilka ważnych spraw do załatwienia. Przykro mi, że nie mogłem z Tobą być właśnie teraz.
- Przykro Ci? Tyle? Skoro już musimy być rodzeństwem to naucz się lepiej opiekować rodziną. – syknęła, wypijając do dna wódkę i odchodząc od baru. Nie zdążyła oddalić się zaledwie o pięć metrów, gdy zakręciło Jej się w głowie.
- Już jestem. – szepnął Jej na ucho Paweł.
- To dobrze. – odpowiedziała, przytulając się do Niego. Oboje usiedli nad brzegiem falującego tej ciepłej nocy morza. Siedzieli tak przez dobrą godzinę, milcząc.
- Chyba trochę otrzeźwiałam. – rzuciła Olga, odrywając się z objęcia zielonookiego przystojniaka.
- To niedobrze. – zaśmiał się chłopak, po czym podał Jej piwo.
- Idziemy do wody? – zapytała dziewczyna, ściągając buty.
- Zwariowałaś. Woda nie jest już tak ciepła, jak w południe.
- To co? – parsknęła wbiegając w ubraniach do morza. Wzięła łyk piwa, po czym krzyknęła:
- No dalej cwaniaku. Chodź tutaj.
- Nadal jesteś pijana, wracaj. – syknął zmartwiony Paweł.
Na niebie zaczęły pojawiać się błyszczące gwiazdy. Lekki wiatr delikatnie otulał ciało, a zimne fale wody co chwilę uderzały o brzeg.
- Cienias. – krzyknęła Olga, oddalając się coraz bardziej.
- Woda sięga Ci już po pas. Chodź tutaj.
Mimo Jego słów Olga bawiła się w wodzie do upadłego, wyrzucając pustką już puszkę piwa za siebie.
- Sama tego chciałaś. – warknął chłopak, ściągając buty. Z daleka można było usłyszeć wesoły śmiech Olgi, która próbowałaś oddalić się coraz dalej. Próbując zrobić kolejny krok w tył, potknęła się, czując jak powoli upada w głąb wody.
- Ej, bez takich wygłupów. – zdążył złapać Ją Paweł. Ich wargi znalazły się blisko siebie, chwilę później spojrzeli sobie głęboko w oczy. Zielonooki brunet chwycił Ją za biodra, przybliżając swoje usta do Niej.
- Nie mogę, przepraszam. – szepnęła Olga, wyrywając się z Jego objęcia.
- Rozumiem. – odpowiedział, wyciągając Ją z wody.
- Zimno mi. – syknęła dziewczyna, siadając na piasku. Paweł bez wahania podał Jej swoją bluzę, która przez cały czas leżała z dala od wody. – Dziękuję. – odpowiedziała rudowłosa piękność.
- A więc to tak.. – rzucił Honor, zmierzający w ich stronę. – Nie było mnie przez kilka dni, a Ty już znalazłaś sobie pocieszenie u tego kelnerka?
- Daruj sobie. – syknęła Olga. – Nie zainteresowałeś się tym co u mnie, mogłeś zadzwonić. Nie będę Ci się tłumaczyć z tego co robię i z kim. Nic Nas nie łączy.
- Jak to nic? Przecież jesteśmy rodzeństwem. Pilnuj się, bo naskarżę mamie. – zaśmiał się, wskazując na Nich palcem.
- Stary, lepiej już idź. Jesteś pijany. – powiedział Paweł, wstając.
- Nie mów mi co mam robić.
- Honoriusz, idź już. – powiedziała dziewczyna, chwytając się ręki wysokiego bruneta. – Cholera, zachwiałam się.
- Chodź, odprowadzę Cię do domu. – syknął chłopak, całując Ją w policzek.
- Ej koleś! Odwal się, to moja siostra. Pozwól, że zadbam sam o Jej bezpieczeństwo. – krzyknął Honor.
- Nie jesteś w stanie zadbać o Jej dobro w tej chwili, za dużo wypiłeś.
„Stał się moim bratem, wiem. Nie chciałam tego i nie życzę takiego zwrotu akcji, nawet największemu wrogowi. Pokochaliśmy się. To uczucie nastało szybko, ale było prawdziwe. Nie. Ono nadal jest. Tylko muszę pozwolić przeobrazić się mu w miłość braterską. Będzie trudno, ale przecież całe życie miałam pod górkę. Staram się, jak mogę, a wychodzi jak zwykle.”
- Zaraz będziemy. – usłyszała Olga, czując jak ktoś niesie Ją na rękach. Drzwi do mieszkania lekko się uchyliły. W salonie było ciemno i cicho. Paweł powoli wszedł po schodach, kładąc Ją w pokoju na łóżku.
- Dziękuję. – powiedziała Olga, łapiąc Go za rękę.
- Nie ma sprawy. – rzucił chłopak, przykrywając Ją.
„ Paweł jest strasznie miły, taki kochany i przyjemny. Lubię z Nim spędzać czas, rozmawiać, milczeć. Tylko boję się, że wkrótce nastanie taki dzień, w którym się w Nim zakocham. Stajemy się sobie coraz bardziej bliżsi. Polubiliśmy się, chyba za bardzo.”

sobota, 16 czerwca 2012

Jest ciężko. Gdyby nie najbliżsi pewnie nie dałabym rady. Codzienne telefony i pytania ‘ jak się czuję ‘ trochę mnie podbudowują. Każdego wieczoru moim celem staje się otwarcie oczu rano. Na nowo staram się podołać postawionym sobie wyzwaniom. Nie poddaję się, choć i takie myśli przechodzą mi przez głowę. Niektórzy patrzą i zastanawiają się, jak potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. Jak umiałam na nowo zacząć żyć. Wielu twierdzi, że skończyła się Nasza rodzinna udręka, że w końcu będziemy mogli spokojnie stworzyć idealną rodzinę. Ale oni nie wiedzą, co tak naprawdę pomiędzy nami było. Nie mają pojęcia ile prawdy było w tych wszystkich pogłoskach. Ludzie zazwyczaj wierzą na słowo, zamiast przyjść i po prostu zapytać, czy wszystko jest w porządku.
- Olga, chodź już, bo się spóźnimy. – krzyknęła z dołu mama. Wysoka kobieta, ubrana w czarne spodnie i ciemną koronkową bluzkę, kończyła właśnie poprawiać swoje włosy. Dopijała na szybko filiżankę herbaty, wrzucając do małej kopertówki, wszystko co najpotrzebniejsze. Zza okien dawało znać o sobie gorące słońce, którego promienie przebijały się przez kuchenne zasłony. Chodnikami podążali ludzie, zmierzający na plażę. Wydawało się, że to kolejne zwykłe popołudnie, dzień jak co dzień.
„Codziennie kłamałam. Nie tylko ludzi, mamę, czy choćby psa. Oszukiwałam tą dziewczynę, która każdego dnia patrzyła na mnie w lustrze. Nie byłam szczera nawet samej sobie, nie potrafiłam żyć, chociażby dla siebie. Od tamtego dnia wszystko się zmieniło i wszystko straciło sens.”
- Olga, nie będę dwa razy Cię upominać! Schodź na dół. – znów odezwała się mama, prawie gotowa do wyjścia. Po wysokich, drewnianych schodach powoli zbliżała się szczupła, smutna dziewczyna. Ubrana w zwiewną czarną sukienkę, wysokie buty i włosy spięte w idealny kok, niechętnie podążała na dół. Skierowała swoje kruche ciało do kuchni, włączając ekspres.
- Ty chyba nie masz zamiaru jeszcze teraz pić kawy, nie mamy na to czasu. – rzuciła mama, kątem oka spoglądając na Olgę.
- Idź popraw makijaż, ja się pospieszę. – uspokoiła mamę Olga, szczerze się uśmiechając.
„ Mama też udawała. Starała się być silna i twarda. Próbowała udowodnić, że świetnie damy sobie radę. Doskonale wiedziała, że to niemożliwe. Że nie da się ułożyć na nowo życia, gdy tylko się tego zapragnie. Czasem potrzeba wielu lat, by w końcu się ustatkować. Wielu ludzi, by dojść do siebie. I wspomnień, które staną się pięknym obrazem przeszłości.”
- Gotowa? – zapytała kobieta, głaszcząc psa śpiącego na kanapie.
- Niezależnie ile bym miała czasu, nigdy nie byłabym w stanie być gotowa na pochowanie własnego ojca, mamo. – powiedziała Olga, wsuwając do małej torebki komórkę. Natalia, bo tak miała na imię jej matka, otworzyła szeroko wielkie drzwi, dając tym samym znak, że czas już wyjść. Z perspektywy osoby trzeciej, która nigdy nie znałaby tych kobiet, można rzec, że to matka i córka z porządnej rodziny. Że w ich życiu od zawsze panowała harmonia i spokój, a każde nieporozumienie od razu było wyjaśniane.
„Zgadza się. Z pozoru wydawało się, jakbym ja i mama stanowiła wspaniałą, kochającą się rodzinę. W ten dzień starałam się wyglądać spokojnie, by nie dać po sobie poznać, że w rzeczywistości serce łamie mi się na sto różnych wielkości, części. Obiecałam sobie, że będę się uśmiechać, niepewnie i nie za wesoło, pragnęłam dawać ludziom uśmiech tak, by wyczuli ode mnie sympatię, a nie smutek i ból, które od dłuższego czasu opanowały duszę.”
Pół godziny później, po przejechaniu zatłoczonego miasta, pod cmentarz zajechał czarny, luksusowy samochód. Przez dłuższą chwilę nikt z niego nie wysiadał.
- Damy radę, prawda? – zapytała Olga, chwytając mamę za dłoń.
- Oczywiście. – odpowiedziała kobieta, zakładając ciemne okulary. W tej samej chwili obie wysiadły z auta, zatrzaskując drzwi. Były przed czasem, by spokojnie móc pożegnać umarłego.
- Olga! – krzyknął ktoś z tyłu. Dziewczyna odwróciła się, nie widząc nikogo znajomego. – Tutaj! – znów powtórzył się ten sam głos.
- Paweł? Co ty tu robisz? – zapytała zaskoczona dziewczyna, przytulając się do zielonookiego chłopaka. – Ładnie Ci w garniturze, ale dlaczego przyszedłeś?
- Nie odzywałem się wcześniej, bo pewnie chciałaś sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć i poukładać. Nie miałem zamiaru przeszkadzać. Pomyślałem tylko, że gdybyś…
- Dziękuję, że jesteś. – przerwała Mu dziewczyna, całując w policzek. – Pozwolisz, że teraz pójdę do mamy.
- Oczywiście. – odpowiedział. – Widzimy się później.
„Bałam się tam wejść. Każdego wieczoru, gdy nie mogłam zasnąć, zastanawiałam się, jak to będzie. Jak uda mi się na spokojnie podejść i po raz ostatni spojrzeć na Jego twarz. Czy dam radę w ogóle przekroczyć próg kaplicy? Przez ten czas nigdy nie mogłam zasnąć w nocy. Zawsze pojawiały się pytania, które dręczyły i niepokoiły moją głowę. Co z tego, że miewał złe dni i nie potrafił opanować agresji. Wybaczyłam Mu, a jest trudniej niż się tego spodziewałam.”
Powolnym krokiem Olga weszła do kaplicy. Jej matka stała przy otwartej trumnie, milcząc.
- Wiem, że przez te ostatnie tygodnie wcale nie było z Nim łatwo. Skrzywdził Cię, za dużo pił, klął, krzyczał. Nie był wymarzonym ojcem, nawet nie starał się nim być. – powiedziała Natalia.
- Wybaczyłam Mu. Wiem, że postąpił źle, ale jestem pewna, że nie chciał mnie skrzywdzić. Alkohol zawładnął w tamtej chwili nad Jego umysłem i rozsądkiem. Nie był sobą.
- Rozumiem Cię, ale doskonale wiesz, że mógł z tym skończyć. Mógł przestać pić, mógł się poświęcić, chociażby dla Ciebie. Nie zrobił tego.
- Nie mam do Niego żalu, mamo. Chcę tylko żebyś wiedziała, że niezależnie jakim był dla mnie ojcem, kochałam Go i zawsze będę o Nim pamiętać. – szepnęła Olga, wychodząc. Z każdą zbliżająca się minutą, przybywała coraz większa część rodziny i znajomych. Niebieskooka siedemnastolatka skierowała się w bezludną uliczkę. Przykucnęła wyciągając z torebki paczkę papierosów, po czym odpaliła jednego z nich. Z daleka ujrzała kierujących się w jej stronę znajomych. Byli wszyscy – Kacper, Monika, Mister, Frika, Joker.
- Jak się czujesz? – zapytała Franciszka, mocno przytulając Olgę.
- Beznadziejnie. Myślałam, że będzie łatwiej.
- Jesteśmy z Tobą, pamiętaj o tym. – dopowiedział Jacek.
- Dziękuję Wam.
Dziewczyna zgasiła papierosa, jeszcze raz przytulając ich wszystkich. Chwilę później odeszła, chcąc wspierać mamę. Po drodze przywitała Justynę, koleżankę mamy i dziadków, Jej rodziców. Do kaplicy wszedł ksiądz, który ostatecznie pożegnał zmarłego, zabierając całą trumnę do Kościoła. Wszyscy, wraz z Olgą przenieśli się tam, by móc razem pomodlić się za Jej ojca.
„Ludzie płakali, choć nie znali taty tak dobrze, jak ja. Nie byli z Nim tak bardzo zżyci, nie mogliby powiedzieć o Nim wszystkiego. Byli nieświadomi wielu spraw, a mimo to brakowało im Go. Nie wiedziałam, gdzie zatrzymać wzrok. Czy dam radę pokonać ból, a może Mu ulegnę. Chciałam płakać, tak bardzo w tamtej chwili potrzebowałam łez. Myślałam, że to one pomogą mi wyzbyć się tej tęsknoty. Ale w tamtej chwili nic nie było w stanie mi pomóc. Pragnęłam tylko znaleźć się już w domu. Schować ciało pod kołdrę zapewniając sobie wieczne bezpieczeństwo.”
Wszyscy byli już na cmentarzu, w miejscu, którego chyba każdy się najbardziej obawiał. Ksiądz odprawił modlitwę, po czym dał znak, że trumna może już zsunąć się na dół.
„ Zastanawiałam się co myśleć w tamtej chwili, co ze sobą zrobić, co uczynić, by było łatwiej. Miałam krzyczeć? Miałam podbiec do księdza i prosić, żeby zwrócił mi ojca z powrotem? To i tak nic by nie dało. Już nikt nie był w stanie przyjść i go zastąpić. Wiedziałam, że od teraz wszystko stanie się inne, takie nieswoje.”
Ludzie podawali swoje kwiaty, albo układali róże i znicze, po czym odchodzili. Każdy w swoją stronę, do swojego domu. Niektórzy podchodzili by złożyć kondolencje lub po prostu wesprzeć swoim ciepłym słowem.
- Chodźmy mamo, nic już nie wskóramy. – szepnęła Olga, przytulając kobietę. Obie ruszyły w stronę auta, milcząc.
- Nie możemy się przejmować przez całą wieczność. Bynajmniej nie powinniśmy. Będzie ciężko, wiem o tym. Ale trzeba nauczyć się żyć. Mamy siebie, prawda? – zapytała Natalia, odpalając auto.
- Prawda. – powiedziała dziewczyna.
„Okłamałam Ją, własną matkę. Przecież nie nauczę się żyć, nie wymarzę wspomnień, nie zapomnę.”

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Oparła się o chłodną ścianę szpitalnego korytarza, po czym osunęła się powoli na ziemię, chowając twarz w dłonie. Jeszcze przed chwilą z Nim rozmawiała. Mogła zapytać o wszystko, popatrzeć w Jego oczy i cieszyć się uśmiechem. Nie zrobiła nic, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję. Nie chciała Go tracić. Mimo wszystkich wyrządzonych krzywd, czy źle sformułowanych zdań, kochała Go. Pragnęła zobaczyć Go z powrotem. Tak bardzo chciała porozmawiać z Nim o swoim dzieciństwie. Powspominać wszystkie, przeżyte razem chwile. Wskoczyć Mu na kolana, jak za dawnych lat i otworzyć album, by przypomnieć sobie, któryś z pięknych dni.
                Z Sali wyszła pielęgniarka, a za nią lekarz. Olga energicznie podniosła się, podbiegając do doktora.
- Co z Nim? – zapytała, ocierając mokre policzki od łez.
- Fałszywy alarm. Uratowaliśmy Go.
- Czy mogłabym..
- Nie. – przerwał Jej lekarz. – On teraz śpi, ale wszystko jest w normie. Jutro czeka Go operacja, poważna i trudna do wykonania. Proszę być dobrej myśli.
- Dziękuję. – powiedziała dziewczyna siadając na krześle. Zaczekała chwilę, gdy ruch na korytarzu się zmniejszył i po cichu weszła do sali. – Tato. Coś Ty z sobą zrobił? – szepnęła, patrząc jak walczy o życie. – Nie zdążyłam Ci tego powiedzieć, gdy jeszcze mogłeś patrzeć mi w oczy. Ale wiem, że mnie słyszysz. Chcę żebyś wiedział, że Ci wybaczam. Wszystko. Każdą złą chwilę. Niepoprawne słowo. Niepotrzebny ruch. Nie robię tego z litości, żalu, czy współczucia. Żałuję, że w takim momencie musiałam zrozumieć, jak ważną jesteś dla mnie osobą. Kocham Cię i zrobię wszystko, żebyś z tego wyszedł. – powiedziała, po czym delikatnie ujęła Jego dłoń. Uśmiechnęła się i bezszelestnie opuściła budynek.
                Podążała do domu, gdy ktoś podbiegł i objął Ją od tyłu, całując na przywitanie w policzek. Znała ten zapach i lekki zarost na twarzy. Doskonale wiedziała z kim ma do czynienia i kogo dłonie tak idealnie dopasowują się do Jej talii.
- Cześć mała. – rzucił Honor.
- Byłam przed chwilą u taty. Znów ratowali Mu życie. Jest źle, ale nikt nie chce tego powiedzieć. Czy On umrze? – znów po Jej policzku powoli osuwała się mała łza. Honoriusz otarł ją kciukiem i przytulił Olgę do siebie.
- On z tego wyjdzie. Po operacji wszystko się ułoży. Obiecuję. – mówił, gładząc Ją po włosach.
- Muszę już iść, jestem zmęczona.
- Odprowadzić Cię?
- Nie musisz. Cześć. – rzuciła, idąc pewnie przed siebie. Chwilę później była już blisko domu. Z daleka ujrzała Pawła stojącego pod drzwiami mieszkania.
- Co tu robisz? – zapytała zaskoczona.
- Chciałem zapytać co u Ciebie. Dawno już ze sobą nie rozmawialiśmy.
- Masz Wiki, nie chcę wysłuchiwać tego, że przeze mnie rozsypał się Wasz związek, czy coś.
- Wszystko zniszczyła Ona. Dobrze wiesz, że od dłuższego czasu nie mieliśmy okazji do rozmowy.
- Wejdziesz? – zapytała dziewczyna otwierając drzwi. Chłopak pokiwał głową, zgadzając się.
- Ładny dom. – rzucił obracając się dookoła.
- Ale pusty, bez miłości, cholernie chłodny. Nie lubię go, ale muszę tu mieszkać. Nie mam wyjścia.
- Słyszałem o Tobie i Honoriuszu. – rzucił Paweł. – Przykro Mi, że nie możecie być razem..
- A co się wydarzyło pomiędzy Tobą a Wiki? – przerwała Mu Olga.
- Różnica charakterów. Trudności z dogadaniem się. Ona chciała rządzić, mieć wszystko po swojemu. To nie dla Mnie.
- Rozumiem. – powiedziała, parząc malinową herbatę.
- Tak tutaj cicho, gdzie są Twoi rodzice? – zapytał.
- Mama w pracy, a tata…w szpitalu. – z trudnością wycedziła przez zęby.
- Co się stało?
- Wydaje mi się, że życie Mu zaszkodziło. – syknęła popijając herbatę. Przez kolejną godzinę opowiedziała Mu cała historię związaną z Jej ojcem. Dokładnie opisała każdą sekundę z tych ostatnich chwil, w efekcie otrzymując od Niego wielkie wsparcie. Patrzyła Mu w oczy i wiedziała, że zawsze będzie mogła Mu ufać. Przytuliła się do Niego, ukradkiem wycierając słoną łzę.
- Będzie dobrze. – szepnął, gładząc Ją po głowie.
                Wyszli na balkon spoglądając w jasne niebo. Słońce z całych swoich sił próbowało przebić się zza chmur. Lekki wiatr muskał ich uśmiechnięte twarze.
- Tak trzymaj. – powiedział Paweł.
- Jak?
- Masz się uśmiechać, dodaje Ci to uroku. – szepnął, mrugając do Niej okiem.
- Dziękuję. – odpowiedziała, przez chwilę milcząc. – Nie chcę stracić ojca. Co z tego, że był chamem i nigdy nie powiedział do mnie ‘córko’. Że kłóciliśmy się i zawsze stwarzaliśmy problemy. Mimo wszystko dokładnie pamiętam dzieciństwo. Zapełnił je doskonale i z ogromną perfekcją. Wykazał się jako dobry ojciec. A później wszystko spieprzyło się przez mamę i Jej cholerną pracę.
- Cii. – szepnął, próbując Ją uspokoić. – Obiecuję Ci, że wszystko się ułoży.
Zmęczeni weszli do Jej pokoju siadając na łóżku. Z głośników wydobywała się cicha muzyka, która spokojnie usypiała Olgę. Dziewczyna oparła się o ramię Pawła, zasypiając.

                „ - Tato, a jak będę duża to kto mnie będzie kochał tak, jak Ty teraz? – Ja. Zawsze będę Cię kochał. Niezależnie co stanie nam na drodze, zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Bo jesteś moją córką. Najwspanialszą kobietą na świecie. Będę o Ciebie dbał do końca swoich dni. Będę się starał żeby Ci niczego nie brakowało. A wiesz po co? – Nie, tato. – Po to, że gdy kiedyś staniesz nad moją trumną. Będziesz mogła chwycić mnie za rękę i z czystym sumieniem powiedzieć ‘byłeś dobrym ojcem, nigdy o Tobie nie zapomnę’. ”.

                - Zasnęłam? – zapytała Olga, czując w pokoju intensywny zapach Pawła.
- Spałaś, jak niemowlę. Słodko. – szepnął, całując Ją w czoło.
- Śnił mi się tata z czasów dzieciństwa, tęsknię za tym, wiesz?
- Wiem. I widzę, że bardzo zależy Ci na Jego zdrowiu. Gdybym tylko mógł jakoś pomóc..
- Pomagasz mi tym, że po prostu jesteś, gdy innych nie ma. – powiedziała chwytając Go za rękę. Odwzajemnił Jej miłe słowa uśmiechem, delikatnie muskając koniuszkami palców Jej dłoń.
- Jesteś wyjątkowa. – szepnął, zbliżając swoje ust do Niej. Zaśmiała się i nie protestując powoli przysuwała ku Niemu swoje wargi. Gdy nagle po pokoju rozległ się dźwięk Jej komórki. Oddaliła swoją twarz, jak najszybciej naciskając zieloną słuchawkę.
- Tak, mamo?
- Przyjedź do szpitala. – usłyszała cichym, zachrypniętym głosem. W telefonie słychać było tylko przerwany sygnał. Łzy mimowolnie napłynęły Oldze do oczu.
- Co się dzieje? – zapytał chłopak, podbiegając.
- Szybko, do szpitala. – zdążyła powiedzieć, wybiegając z pokoju.
                Byli już na miejscu. Obydwoje szybko wbiegli do budynku, czekając na windę.
- Nie myśl o najgorszym, może to fałszywy alarm. – powiedział Paweł, przytulając Ją.
- Mam złe przeczucie. – szepnęła, wsiadając do windy. Na korytarzu nie było żadnego lekarza ani Jej matki. Zupełna cisza, jakby normalny dzień toczył się dalej. Miłe pielęgniarki roznosiły leki pacjentom, jakaś rodzina przyjechała w odwiedziny, a Olga wpadła tu, jak wyrzucona z tornada.
- Mama! – krzyknęła, widząc Ją wychodzącą z sali ojca. – Co się dzieje?
- Możesz tam wejść, na chwilę. – odpowiedziała, niepewnie się uśmiechając.
- Chodźmy na kawę. – zaproponowała mama Olgi Pawłowi.
                Dziewczyna powolnym krokiem podążała w stronę sali ojca. Bała się, nie wiedząc co Ją tam czeka. Delikatnie nacisnęła klamkę drzwi, powoli je przesuwając.
- Wejdź, córeczko. – usłyszała słaby głos.
- Tato, jak się czujesz?
- To mało istotne. Chcę tylko żebyś wiedziała, że żałuję. Gdybym miał możliwość cofnięcia czasu, nigdy nie popełniłbym już tych samych błędów. Miałem zapewnić Ci bezpieczeństwo i opiekę. Byłem strasznym ojcem.
- Nie mów tak.
- Przepraszam córeczko. Mam tylko nadzieję, że dobrze mnie zapamiętasz, a ja zaopiekuję się Tobą tam, z nieba. – powiedział resztkami sił, chwilę później umierając.

czwartek, 3 maja 2012

Niespełna dwadzieścia minut po telefonie mamy Olga wraz z Honoriuszem pojawiła się w szpitalu. Nie skorzystała nawet z windy, sądząc, że schodami dotrze o wiele szybciej. Wbiegła na piętro, na którym pracowała Jej mama. Biegała po korytarzu próbując Ją znaleźć. Serce waliło Jej, jak oszalałe. Nie wiedziała w jakim celu dzwoniła do Niej matka ani co mogło się przydarzyć. Gdzieś tam na dole wierzyła, że wszystko będzie w porządku, ale małe światełko w Jej głowie ciągle dawało nikłe nadzieje, że życie jest nadal na swoim miejscu. Z daleka zauważyła Beatę, koleżankę mamy . 
- Przepraszam ! – krzyknęła. 
- Cześć Olga, o co chodzi?
- Nie widziała pani Mojej mamy?
- Jest na Sali operacyjnej, musisz zaczekać. – powiedziała kobieta odchodząc. W głowie Olgi zaczęło roić się milion myśli, ale żadna z nich nie była na tyle dobra by usprawiedliwić Jej pobyt w szpitalu w tamtej chwili. Czekała kolejną godzinę kręcąc się w kółko.
- To, co wtedy powiedziałaś .. że to Twój ojciec o mało co Cię nie zabił, to prawda? – rzucił Honor.
- Nie, żartowałam. – ironicznie syknęła Olga.
- Pytam poważnie.
- Tak, to była prawda. Popchnął Mnie na schody, ale przecież żyję.
- Ale mogło stać Ci się coś złego. – odpowiedział chłopak.
- Przecież On nie chciał tego zrobić..
- Dlaczego Ty Go bronisz? – przerwał Jej. – Jeśli nawet On leży tu w szpitalu, bo coś Mu się przytrafiło, to może to i dobrze. Taka mała kara za grzechy.
- Nawet tak nie mów ! – krzyknęła Olga. – To nadal jest Mój ojciec.
Nagle na końcu korytarza pojawiła się mama Olgi. Jej oczy przepełnione były wielkim zmęczeniem. Usiadła obok nich łapiąc Olgę za rękę.
- Ojciec znów przesadził z alkoholem. – rzuciła kobieta. – Nigdy bym nie podejrzewała, że ma aż tak słabą wątrobę. Nie wygląda to najlepiej, ale wyszedł z tego cało. Nie wiem na jak długo.
- Mogę się z Nim zobaczyć? – zapytała Olga.
- Idź. Choć nie wiem, czy będzie chciał z Tobą rozmawiać.
Mimo słów matki, Olga ruszyła w stronę sali, na której leżał jej ojciec. Delikatnie nacisnęła klamkę drzwi, po czym weszła do środka. Pod śnieżnobiałą pościelą, z milionem dziwacznych kabli podłączonych do ciała i miną, której nigdy nie dało się odczytać, spokojnie spał sobie Jej tata. Usiadła na krześle obok jego łóżka niepewnie chwytając go za rękę. Cztery białe ściany nie były w żaden sposób przytulne. Raczej ukazywały pustkę, którą sięgnęliśmy dna i z której trudno jest się wydostać. Olga wpatrzona była w zamknięte powieki ojca. Z każda kolejną sekundą coraz bardziej zaczęła Mu współczuć. Mimo wielu słabości i złych chwil, które Jej dał. Mimo wszystkich popełnionych błędów i niepotrzebnie wypowiedzianych słów, była w stanie wybaczyć Mu wszystko.
- Olga, chodź już. – powiedziała mama, uchylając drzwi. – Niech sobie odpocznie w spokoju. Przyjedziemy do Niego za jakiś czas. Obie kobiety opuściły salę i ze spokojem wróciły do swoich codziennych obowiązków. Olga beztrosko wtuliła się w ramiona Honoriusza i oboje opuścili szpital.
- Jeżeli coś Mu się stanie..- zaczęła. – Ja sobie nigdy tego nie wybaczę. Przecież to Mój ojciec. Ja zrozumiem wszystko, tylko niech Bóg nie zabiera Go do siebie. Proszę. – mówiła co chwilę ocierając z policzków słone łzy.
- Ej, mała. Będzie dobrze. Musi. Pracują tu genialni lekarze, na pewno Mu pomogą. – wspierał Ją Honor.
- Dziękuję, że jesteś.
- Zawsze będę. – szepnął Jej na ucho, delikatnie muskając ustami policzek.
- Poczekaj chwilę, zaraz wracam. – powiedziała, oddalając się. Nagle chodnikiem biegnącym wzdłuż parku, pędziła zapłakana Wiktoria.
- Siostra! – krzyknął Honor. – Co się stało?
- Skąd Ty się tu wziąłeś? – pytała, niszcząc sobie makijaż. – On.. On powiedział, że Mnie nie kocha, rozumiesz? Że woli tą Naszą niby siostrę. Wielmożną Panią Olgę! – krzyczała, wymachując torebką.
- O co chodzi? – zapytała stojąca tuż za Nią Olga.
- O to, że ukradłaś Mi faceta, idiotko! – warknęła Wika popychając Ją.
- Że co? Twojego Pawła?
- Mojego? No chyba nie. Tak się w Tobie zakochał, że ja byłam Mu potrzebna tylko dla zabawy.
- Spokój! – krzyknął zdenerwowany Honoriusz.
- Będziesz bronił swojej niedoszłej laski? – ironicznie zapytała Wiktoria.
- Idź już do domu. – rzucił do Niej chłopak, całując Ją na pożegnanie w czoło. Olga usiadła na najbliższej ławce, po czym zapaliła papierosa kupionego przed chwilą w kiosku.
- Nie rozumiem życia. – syknęła. – Po co Bóg stworzył to wszystko, takie idealne i piękne, a później zaczął stopniowo utrudniać? W jakim celu człowiek ma żyć, spokojnie i z harmonią, a później umrzeć przez jakąś głupią chorobę? Wiesz. Pamiętam taką jedną scenę z dzieciństwa. Jak to mała, ruda ja, biegałam sobie po podwórku, albo zwyczajnie skakałam przez skakankę, a to już była dla mnie codzienność. Zawsze koło 19 wychodziłam by pobawić się z psem w ogrodzie, tym samym wiedząc, że za chwilę wróci z pracy tata. A kiedy już wjeżdżał do garażu, szybko biegłam, by wskoczyć Mu na ręce. Wtedy On, swoją olbrzymią dłonią rozczochrał mi przed chwilą, co poprawioną przez mamę fryzurę i łapiąc Mnie za rękę zaprowadzał do kuchni. Sadzał na wysokim krześle przy stole, po czym szedł odłożyć teczkę i kurtkę. Mama podawała Mu odgrzany obiad, rób przed momentem zrobiony, bo czasem o tej samej porze wracali z pracy. I właśnie któregoś pięknego dnia, mała ja zapragnęła soku, chwyciłam wtedy wielki dzbanek z pomarańczowym napojem i nie będąc w stanie utrzymać go w małej rączce upuściłam wszystko na szklane płytki. Pamiętam ten wielki płacz i żal, jakbym utraciła najpiękniejszego pluszaka z pokoju. Wtedy tata wziął mnie na ręce i niosąc do salonu, posadził Mnie obok siebie na kanapie. „ Widzisz to szkło, które mama teraz sprząta tam obok stołu? ” zapytał mnie, a ja byłam w stanie skinąć tylko głową, gdyż od środka dusił Mnie męczący płacz. „ Pomyśl sobie, że każde szkiełko, liczone z osobna to jedna najpiękniejsza chwila, jaką przeżyjesz w swoim życiu”. Na co ja powiedziałam: „ Ale tych szkiełek jest bardzo dużo. ” . „ No to będziesz mieć mnóstwo pięknych chwil w swoim maleńkim życiu” odpowiedział, całując Mnie w czoło. I wiesz, co mi się dzisiaj wydaje? Że właśnie wykorzystałam już te wszystkie szkiełka. Że ten dobry dla Mnie czas minął. – skończyła Olga, gasząc papierosa na krawędzi ławki.
- Szczęście nie przychodzi na zawołanie. Czasem musisz pogodzić się z tym, co niesie los, albo zrozumieć, że taka była decyzja Boga. – odpowiedział Honoriusz, obejmując Ją ramieniem.
- Odprowadzisz mnie do domu? – zapytała dziewczyna, delikatnie odwzajemniając Jego stanowczy uśmiech. Nie wsiedli w żaden tramwaj, który mógłby przyspieszyć ich drogę. Spacerowali przez zatłoczone miasto, milcząc. Spokojnym tempem dotarli pod dom Olgi.
- Zobaczymy się później? – zapytał chłopak.
- Idź zaopiekuj się siostrą, teraz Ona bardziej Cię potrzebuje. – rzuciła, przytulając Go na pożegnanie. Weszła do zupełnie pustego domu. Rzuciła na blat w kuchni paczkę fajek, po czym wstawiła wodę na herbatę. W tym czasie weszła do salonu. Na stoliku leżały puszki po piwie, które zapewne zostały opróżnione przez Jej ojca. A w rogu kanapy Jego t-shirt, który cuchnął mocnymi papierosami. Na komodzie Olga ujrzała zdjęcie, w którym uwieczniono najpiękniejszą chwilę z życia rodziców, czyli moment tuż po sakramentalnym „tak” . Jej przechadzkę po salonie przerwał dźwięk gotującej się wody w czajniku. Weszła do kuchni napełniając filiżankę wodą. Chwilę później związała włosy w niechlujny kok i wybiegła z mieszkania. Wsiadła w najszybszy tramwaj i wysiadła po dziesięciu minutach jazdy. Stanęła naprzeciw jednego z największych kościołów w mieście. Popatrzyła w niebo i z lekką niepewnością weszła do środka. Panowała tam cisza. Gdzieś z przodu siedziała tylko jakaś starsza kobieta. Olga zajęła miejsce i usiadła wpatrując się w obrazy i posągi, znajdujące się obok Niej. Uklęknęła, złączyła ze sobą dłonie , po czym opierając się o nie głową, zaczęła mówić w myślach:

            „ Boże, jestem w stanie zrobić wszystko. Mogę oddać wszystko, co mam. Tylko daj zdrowie Mojemu ojcu. Daj Mu ostatnią szansę na to, by zrozumiał, że przez alkohol popełnił wielki błąd. Nie zabieraj Go do siebie, daj Mi się Nim nacieszyć, bo kiedy się stąd wyprowadzę, rozpoczynając studia, pewnie nie będziemy się widywać codziennie. Chcę żeby oglądał Moje świadectwa. Cieszył się ze wszystkich osiągnięć. Pomógł wybrać odpowiedni kierunek po liceum. Chcę żeby on był przy Mnie przez pewien okres mojego, jeszcze małego życia. Nie proszę o wiele. Po prostu nie zabieraj mi ojca, jeszcze nie teraz.”

 Skończyła, żegnając się. Otarła spadające z policzków łzy chcąc wyjść już z kościoła.
- Co się stało? – zapytała Ją mała dziewczynka, siedząca obok. Olga spojrzała na Nią i przez chwilę zaniemówiła.
– Przyszłaś się pomodlić, bo robisz to codziennie, czy weszłaś poprosić o coś Boga?
- To drugie. – szepnęła Olga.
- O co? – zapytała mała blondynka.
- O zdrowie dla taty.
- Pewnie Ci pomoże. Zawsze, kiedy z Nim rozmawiam, spełnia Moje prośby. – mówiła uśmiechając się.
- A ty o co Go prosisz? – zapytała Olga wpatrując się w zielone tęczówki dziewczynki.
- Codziennie przychodzę tutaj i proszę, by chociaż w snach dał mi porozmawiać z rodzicami.
- A co się z Nimi stało?
- Z tego, co opowiadała Mi babcia, a Bóg to potwierdził, nie pytaj jak, to mama umarła podczas porodu. Dawała światu mnie, poświęcając swoje życie. Odeszła nie słysząc nawet tego, jak wydaję ogromny płacz, jako swój pierwszy dźwięk. Jak poruszam rękoma, czy nogami. Nie usłyszała, jak oddycham i czerpię swojego pierwszego powietrza z tego życia. A tata? Miał raka. Odszedł rok po śmierci mamy. Pewnie myślisz, że jestem małą gówniarą, która tak po prostu mówi o swojej przeszłości, albo zmyśla sobie niektóre fakty. Nie mówię Ci tego żeby musiała wierzyć. Zrobisz z tym co chcesz. Na mnie czas, ale pomodlę się dziś za Twojego tatę, bo życie bez kogoś takiego nie należy do wspaniałych. – powiedziała odchodząc. Chwilę później świątynię opuściła Olga. Nie chciała wracać znów do domu, by zadręczać się w okropnej pustce. Albo błąkać się niepotrzebnie po mieście. Wsiadła w tramwaj, a za jakiś czas znalazła się w okolicy szpitala. Weszła do budynku już na samym wejściu czując chłód. Wjechała windą na wyznaczone piętro, a będąc już na miejscu, po cichu skradła się do sali ojca. Usiadła obok Niego, chwytając Go za rękę. Ze strachem patrzyła na mnóstwo przyrządów utrzymujących go przy życiu. Wymieniła wodę w kwiatach stojących na stoliku i obrała Mu pomarańcze, gdyby chciał zjeść, jak się obudzi. Uchyliła okno, wpuszczając trochę życia do pustych czterech ścian i spojrzała na spokojną twarz ojca, którego powieki zaczęły delikatnie drgać.
- Tato?! – podbiegła Olga. – Jestem tutaj.
- Córeczko. – cicho szepnął ojciec gładząc jej dłoń. – Posłuchaj. Co by się nie stało, ja zawsze będę przy Tobie. Niekoniecznie ciałem, lecz duchem. Zawsze będę po twojej stronie i tylko teraz mogę prosić Cię o wybaczenie każdej krzywdy jaką Ci wyrządziłem.
- Tato, to brzmi jak pożegnanie. Nie rób tego.
- Wybacz Mi. Jesteś najdroższym skarbem, jaki mógł Mi podarować świat. Codziennie dziękowałem Bogu za taki cud. Dziś idę podziękować Mu osobiście. – ostatkami sił szepnął Jej ojciec powoli puszczając Jej dłoń. Po sali rozległ się dźwięk, z którego można odczytać było zaprzestanie bicia serca. Serca, które dało tak wiele miłości. W mgnieniu oka przybiegły pielęgniarki i jakiś lekarz. Wyprowadzili Olgę z pomieszczenia, zamykając w Jej życiu rozdział, który zapieczętowała nazwą „ rodzina” .

piątek, 6 kwietnia 2012

W mieszkaniu panowała spokojna cisza. Gdzieniegdzie można było tylko usłyszeć drapanie w drzwi przez psa, albo krótki gwizdek gotującego dzbanka. Olgę jednak przebudziła woda, która natychmiastowo została puszczona z prysznica. Przykryła głowę wielką poduszką mając nadzieję, że to pomoże w uciszeniu drobnego hałasu. W tamtej chwili przeszkadzało jej wszystko. Nawet to, jak ciepły wiatr wlatywał przez okno do pokoju; jak komórka kilka razy zawibrowała gdzieś na podłodze, albo ktoś z dołu zamknął wejściowe drzwi.
- Moja głowa. – syknęła, szukając po omacku jakiejś butelki z wodą. Nim zamachnęła się ręką by dotknąć nocnego stolika, poczuła, że dotyka jakąś zadziwiająco miękką poduszkę. – Co jest do cholery?! – krzyknęła, odkrywając twarz spod pościeli. Leżała w nieznanym Jej dotąd jednoosobowym łóżku, w pokoju, którego kolor według Niej był ciemniejszy niż sam czarny. Nie dotykała żadnej poduszki, tylko wielką białą pufę. Gdzieś w rogu stało biurko z załączonym laptopem i wielka szafa, w której komuś udało pomieścić się wszystkie swoje rzeczy. Naprzeciwko łóżka były białe drzwi z szybką. Z daleka było widać, że ktoś się za nimi znajduje. Olga, która energicznie ugasiła swoje pragnienie wodą, energicznie wyszła na balkon. Wzięła kilka głębszych oddechów, po czym odpaliła papierosa. Nie martwiło Ją to, gdzie jest, z kim i co robiła zeszłej nocy. Wiedziała, że wszystko, co dotychczas było dla Niej życiem, teraz śmiało może nazwać ‘ popieprzonym wymysłem Boga ‘ .
- Już wstałaś? – usłyszała za sobą cichy szept. Uśmiechnęła się ironicznie w ogóle nie odwracając się do tyłu.
- Po co Mnie tu wziąłeś? Będziesz zacieśniał więzy rodzinne, czy próbował dogadać Mnie z siostrą? Naszą siostrą . – rzuciła gorzko Olga.
- Nie wygłupiaj się. – powiedział. – Wiem, że to nie będzie wcale takie proste, ale przecież damy radę, prawda?
- Przepraszam bardzo. Że niby z czym damy radę?
- Dobrze wiesz o czym mówię. – rzucił lekko oburzony.
- Damy sobie radę ze świadomością, że jesteśmy rodziną? Czy z tym, że się kochamy i musimy przestać?
- Ani jedno ani drugie. – przerwał Jej blondyn. – Damy sobie radę z życiem. Wiecznym życiem, przez które przejdziemy razem. Pieprzyć tą całą scenkę, że Nasi starzy przespali się ze sobą. Walić to. Żyjmy dla siebie, nie dla nich, a wzajemna miłość na pewno pomoże Nam przetrwać.
W tamtej chwili ich rozmowę przerwała głośna wibracja telefonu dobiegająca z pokoju.
- Przepraszam, ale muszę odebrać. – rzuciła Olga gasząc papierosa i opuszczając balkon.
- Halo?
- Córeczko. Dzwonię, by spytać jak się czujesz..
- Jak się czuję? Nie martwisz się tym, gdzie spędziłam całą noc, ani tym czy w ogóle jeszcze żyje, tylko bezczelnie dzwonisz i pytasz, jak się czuję. – krzyknęła do słuchawki Olga.
- Wiedziałam, że nocujesz u swojego brata. – powiedziała Jej matka, wymierzając najsilniejszy ból, jakim mogła w tamtej chwili Ją obdarzyć. Zapadła głucha cisza.
- Córuś? – rzuciła kobieta. – Wróć do domu, porozmawiamy.
- O czym? Będziesz wpajać Mi, jak to jest żyć ze świadomością, że Ma się brata? Najlepiej wypożycz książkę z biblioteki pod tytułem „ po siedemnastu latach życia okazało się, że mam rodzeństwo, czuję się zajebiście ”. Do niezobaczenia, mamo. – rzuciła Olga rozłączając się.
- Może spróbuj być dla Niej bardziej wyrozumiała. – syknął Honoriusz wchodząc do pokoju. Lecz Jego wypowiedź nie została poruszona przez Olgę. Dziewczyna szybko spakowała swoje wszystkie rzeczy, które akurat były na widoku i opuściła pokój. Dom okazał się bardzo duży, mimo to łatwo znalazła drogę wyjścia. Schodząc po schodach szybko wciągnęła na nogi buty i zakładając torebkę na ramię złapała klamkę drzwi. Z pośpiechem wpadła na kobietę, którą ostatnio spotkała u siebie w domu. Kobietę, która zrujnowała Jej życie bezpodstawnie.
- Nie zostaniesz na obiad, kochanie? – zapytała Kamila, matka Honora.
- Spieszę się. – syknęła Olga.
- Wiesz, że tutaj jest Twój drugi dom..
- A Pani jest Moją drugą matką? Tak wiem. Będzie świetnie. Już widzę, jak wszyscy tworzymy miłą, rodzinną atmosferę. W sumie, to może ta podwójna rodzina to wcale nie jest taki zły pomysł, ile Pani daje kieszonkowego? – rzuciła dziewczyna, przyglądając się zmieszanej minie kobiety. – Do niezobaczenia. – syknęła, wychodząc. Wsiadła w najszybszy tramwaj, by jak najdalej znaleźć się od całej tej sytuacji. Wiedziała, że i tak nigdy od tego nie ucieknie, a mimo to ciągle w jakiś sposób próbowała. Po dziesięciu minutach wysiadła na najbliższym przystanku niedaleko domu. Zdążyła jeszcze spalić papierosa, po czym szybko wbiegła zatrzaskując drzwi. Zrzuciła z ramienia torbę i ściągnęła buty, rzucając je gdzieś w kąt. Rzuciła okiem do salonu, z którego dobiegał cichy płacz.
- Mamo? – zapytała Olga. – Co się stało? Dlaczego nie jesteś w pracy?
- Boli Mnie to, co zrobił Twój ojciec. Ale równie mocno uderzyły we Mnie Twoje słowa. Przecież wiesz, że to nie Moja wina. Dowiedziałam się dwie godziny przed tym, zanim powiedziałam o spotkaniu z tą kobietą Tobie. Ojciec prosił Mnie, bym nic Ci nie mówiła, bo wiadomym było , że się speszysz i nie zostaniesz w domu. Co miałam zrobić? Niewiadomo jakby to się skończyło, gdybym wszystko wypaplała Ci wcześniej.
- Ojciec ma silną rękę, wiem. – rzuciła Olga przytulając mamę. – Przepraszam.
- To nie twoja wina. To tylko życie, taki był Nasz los.
- Co teraz będzie? – zapytała dziewczyna, wgapiając się jak w obrazek w szkliste oczy mamy.
- Postanowiłam, że muszę odejść od… - zaczęła wybuchając spazmatycznym płaczem.
- Od taty ? – zapytała Olga. Ale w odpowiedzi dostała tylko jednoznaczne kiwanie głową. ‘ Może to i dobrze ‘ pomyślała przypominając sobie kontakty z ojcem.
- Oldziu, powiedz Mi, co On ci zrobił wtedy, gdy przyszłaś do szpitala?
-  Popchnął Mnie na schody. – stanowczo rzuciła dziewczyna, w głębi duszy mając nadzieję, że poniesie on za to jakieś konsekwencje.
- Idę ogarnąć się jakoś do łazienki i wychodzę na spotkanie z adwokatem. – rzuciła mama. Olga poszła do swojego pokoju i włączając maksymalnie głośno kawałki hip-hopu otworzyła piwo, które miała schowane w szafie.  Nie usłyszała, gdy do pokoju wszedł Honor, który lekko zaczął ściszać muzykę.
- Co jest? – krzyknęła Olga zrywając się z łóżka.
- Pogadać przyszedłem.
- To gadaj. – syknęła Olga.
- Wiesz, że to, co jest tutaj.. – zaczął pokazując na serce. – nigdy we Mnie nie zgaśnie. Nigdy nie zapomnę o tym, jak dobrze Nam było razem. I choć wcale nie mieliśmy dużo czasu by móc się do siebie przywiązać, Mi jak najbardziej to wystarczyło. Nie możemy być razem, wiem o tym. Ale będę przy Tobie zawsze. Nie koniecznie w roli partnera, nie jako chłopak na całe życie. Nie muszę trwać przy tobie ciałem, lecz duszą. To wszystko w środku mówi Mi, jak bardzo Cię kocham i jak wiele jestem w stanie poświęcić by wszystko było normalnie. – przerwał na chwilę patrząc, jak z oczu Olgi wypływają łzy.
- Nic już nie będzie normalne. Chyba, że potrafisz cofnąć czas. – wyszeptała pod nosem. – Przytul Mnie, proszę. – rzuciła natychmiast wpadając Mu w ramiona. Po pokoju rozległ się dźwięk komórki. Olga oderwała się od Honoriusza i ocierając łzy, odebrała telefon.
- Tak?
- Przyjedź jak najszybciej do szpitala, do mojej pracy. – usłyszała po drugiej stronie.
- O co chodzi? Mamo?
- Tata.. – tylko tyle zdążyła się dowiedzieć. Tylko tyle wystarczyło by słone łzy znów zagościły w kącikach Jej zmęczonych oczu.