czwartek, 3 maja 2012

Niespełna dwadzieścia minut po telefonie mamy Olga wraz z Honoriuszem pojawiła się w szpitalu. Nie skorzystała nawet z windy, sądząc, że schodami dotrze o wiele szybciej. Wbiegła na piętro, na którym pracowała Jej mama. Biegała po korytarzu próbując Ją znaleźć. Serce waliło Jej, jak oszalałe. Nie wiedziała w jakim celu dzwoniła do Niej matka ani co mogło się przydarzyć. Gdzieś tam na dole wierzyła, że wszystko będzie w porządku, ale małe światełko w Jej głowie ciągle dawało nikłe nadzieje, że życie jest nadal na swoim miejscu. Z daleka zauważyła Beatę, koleżankę mamy . 
- Przepraszam ! – krzyknęła. 
- Cześć Olga, o co chodzi?
- Nie widziała pani Mojej mamy?
- Jest na Sali operacyjnej, musisz zaczekać. – powiedziała kobieta odchodząc. W głowie Olgi zaczęło roić się milion myśli, ale żadna z nich nie była na tyle dobra by usprawiedliwić Jej pobyt w szpitalu w tamtej chwili. Czekała kolejną godzinę kręcąc się w kółko.
- To, co wtedy powiedziałaś .. że to Twój ojciec o mało co Cię nie zabił, to prawda? – rzucił Honor.
- Nie, żartowałam. – ironicznie syknęła Olga.
- Pytam poważnie.
- Tak, to była prawda. Popchnął Mnie na schody, ale przecież żyję.
- Ale mogło stać Ci się coś złego. – odpowiedział chłopak.
- Przecież On nie chciał tego zrobić..
- Dlaczego Ty Go bronisz? – przerwał Jej. – Jeśli nawet On leży tu w szpitalu, bo coś Mu się przytrafiło, to może to i dobrze. Taka mała kara za grzechy.
- Nawet tak nie mów ! – krzyknęła Olga. – To nadal jest Mój ojciec.
Nagle na końcu korytarza pojawiła się mama Olgi. Jej oczy przepełnione były wielkim zmęczeniem. Usiadła obok nich łapiąc Olgę za rękę.
- Ojciec znów przesadził z alkoholem. – rzuciła kobieta. – Nigdy bym nie podejrzewała, że ma aż tak słabą wątrobę. Nie wygląda to najlepiej, ale wyszedł z tego cało. Nie wiem na jak długo.
- Mogę się z Nim zobaczyć? – zapytała Olga.
- Idź. Choć nie wiem, czy będzie chciał z Tobą rozmawiać.
Mimo słów matki, Olga ruszyła w stronę sali, na której leżał jej ojciec. Delikatnie nacisnęła klamkę drzwi, po czym weszła do środka. Pod śnieżnobiałą pościelą, z milionem dziwacznych kabli podłączonych do ciała i miną, której nigdy nie dało się odczytać, spokojnie spał sobie Jej tata. Usiadła na krześle obok jego łóżka niepewnie chwytając go za rękę. Cztery białe ściany nie były w żaden sposób przytulne. Raczej ukazywały pustkę, którą sięgnęliśmy dna i z której trudno jest się wydostać. Olga wpatrzona była w zamknięte powieki ojca. Z każda kolejną sekundą coraz bardziej zaczęła Mu współczuć. Mimo wielu słabości i złych chwil, które Jej dał. Mimo wszystkich popełnionych błędów i niepotrzebnie wypowiedzianych słów, była w stanie wybaczyć Mu wszystko.
- Olga, chodź już. – powiedziała mama, uchylając drzwi. – Niech sobie odpocznie w spokoju. Przyjedziemy do Niego za jakiś czas. Obie kobiety opuściły salę i ze spokojem wróciły do swoich codziennych obowiązków. Olga beztrosko wtuliła się w ramiona Honoriusza i oboje opuścili szpital.
- Jeżeli coś Mu się stanie..- zaczęła. – Ja sobie nigdy tego nie wybaczę. Przecież to Mój ojciec. Ja zrozumiem wszystko, tylko niech Bóg nie zabiera Go do siebie. Proszę. – mówiła co chwilę ocierając z policzków słone łzy.
- Ej, mała. Będzie dobrze. Musi. Pracują tu genialni lekarze, na pewno Mu pomogą. – wspierał Ją Honor.
- Dziękuję, że jesteś.
- Zawsze będę. – szepnął Jej na ucho, delikatnie muskając ustami policzek.
- Poczekaj chwilę, zaraz wracam. – powiedziała, oddalając się. Nagle chodnikiem biegnącym wzdłuż parku, pędziła zapłakana Wiktoria.
- Siostra! – krzyknął Honor. – Co się stało?
- Skąd Ty się tu wziąłeś? – pytała, niszcząc sobie makijaż. – On.. On powiedział, że Mnie nie kocha, rozumiesz? Że woli tą Naszą niby siostrę. Wielmożną Panią Olgę! – krzyczała, wymachując torebką.
- O co chodzi? – zapytała stojąca tuż za Nią Olga.
- O to, że ukradłaś Mi faceta, idiotko! – warknęła Wika popychając Ją.
- Że co? Twojego Pawła?
- Mojego? No chyba nie. Tak się w Tobie zakochał, że ja byłam Mu potrzebna tylko dla zabawy.
- Spokój! – krzyknął zdenerwowany Honoriusz.
- Będziesz bronił swojej niedoszłej laski? – ironicznie zapytała Wiktoria.
- Idź już do domu. – rzucił do Niej chłopak, całując Ją na pożegnanie w czoło. Olga usiadła na najbliższej ławce, po czym zapaliła papierosa kupionego przed chwilą w kiosku.
- Nie rozumiem życia. – syknęła. – Po co Bóg stworzył to wszystko, takie idealne i piękne, a później zaczął stopniowo utrudniać? W jakim celu człowiek ma żyć, spokojnie i z harmonią, a później umrzeć przez jakąś głupią chorobę? Wiesz. Pamiętam taką jedną scenę z dzieciństwa. Jak to mała, ruda ja, biegałam sobie po podwórku, albo zwyczajnie skakałam przez skakankę, a to już była dla mnie codzienność. Zawsze koło 19 wychodziłam by pobawić się z psem w ogrodzie, tym samym wiedząc, że za chwilę wróci z pracy tata. A kiedy już wjeżdżał do garażu, szybko biegłam, by wskoczyć Mu na ręce. Wtedy On, swoją olbrzymią dłonią rozczochrał mi przed chwilą, co poprawioną przez mamę fryzurę i łapiąc Mnie za rękę zaprowadzał do kuchni. Sadzał na wysokim krześle przy stole, po czym szedł odłożyć teczkę i kurtkę. Mama podawała Mu odgrzany obiad, rób przed momentem zrobiony, bo czasem o tej samej porze wracali z pracy. I właśnie któregoś pięknego dnia, mała ja zapragnęła soku, chwyciłam wtedy wielki dzbanek z pomarańczowym napojem i nie będąc w stanie utrzymać go w małej rączce upuściłam wszystko na szklane płytki. Pamiętam ten wielki płacz i żal, jakbym utraciła najpiękniejszego pluszaka z pokoju. Wtedy tata wziął mnie na ręce i niosąc do salonu, posadził Mnie obok siebie na kanapie. „ Widzisz to szkło, które mama teraz sprząta tam obok stołu? ” zapytał mnie, a ja byłam w stanie skinąć tylko głową, gdyż od środka dusił Mnie męczący płacz. „ Pomyśl sobie, że każde szkiełko, liczone z osobna to jedna najpiękniejsza chwila, jaką przeżyjesz w swoim życiu”. Na co ja powiedziałam: „ Ale tych szkiełek jest bardzo dużo. ” . „ No to będziesz mieć mnóstwo pięknych chwil w swoim maleńkim życiu” odpowiedział, całując Mnie w czoło. I wiesz, co mi się dzisiaj wydaje? Że właśnie wykorzystałam już te wszystkie szkiełka. Że ten dobry dla Mnie czas minął. – skończyła Olga, gasząc papierosa na krawędzi ławki.
- Szczęście nie przychodzi na zawołanie. Czasem musisz pogodzić się z tym, co niesie los, albo zrozumieć, że taka była decyzja Boga. – odpowiedział Honoriusz, obejmując Ją ramieniem.
- Odprowadzisz mnie do domu? – zapytała dziewczyna, delikatnie odwzajemniając Jego stanowczy uśmiech. Nie wsiedli w żaden tramwaj, który mógłby przyspieszyć ich drogę. Spacerowali przez zatłoczone miasto, milcząc. Spokojnym tempem dotarli pod dom Olgi.
- Zobaczymy się później? – zapytał chłopak.
- Idź zaopiekuj się siostrą, teraz Ona bardziej Cię potrzebuje. – rzuciła, przytulając Go na pożegnanie. Weszła do zupełnie pustego domu. Rzuciła na blat w kuchni paczkę fajek, po czym wstawiła wodę na herbatę. W tym czasie weszła do salonu. Na stoliku leżały puszki po piwie, które zapewne zostały opróżnione przez Jej ojca. A w rogu kanapy Jego t-shirt, który cuchnął mocnymi papierosami. Na komodzie Olga ujrzała zdjęcie, w którym uwieczniono najpiękniejszą chwilę z życia rodziców, czyli moment tuż po sakramentalnym „tak” . Jej przechadzkę po salonie przerwał dźwięk gotującej się wody w czajniku. Weszła do kuchni napełniając filiżankę wodą. Chwilę później związała włosy w niechlujny kok i wybiegła z mieszkania. Wsiadła w najszybszy tramwaj i wysiadła po dziesięciu minutach jazdy. Stanęła naprzeciw jednego z największych kościołów w mieście. Popatrzyła w niebo i z lekką niepewnością weszła do środka. Panowała tam cisza. Gdzieś z przodu siedziała tylko jakaś starsza kobieta. Olga zajęła miejsce i usiadła wpatrując się w obrazy i posągi, znajdujące się obok Niej. Uklęknęła, złączyła ze sobą dłonie , po czym opierając się o nie głową, zaczęła mówić w myślach:

            „ Boże, jestem w stanie zrobić wszystko. Mogę oddać wszystko, co mam. Tylko daj zdrowie Mojemu ojcu. Daj Mu ostatnią szansę na to, by zrozumiał, że przez alkohol popełnił wielki błąd. Nie zabieraj Go do siebie, daj Mi się Nim nacieszyć, bo kiedy się stąd wyprowadzę, rozpoczynając studia, pewnie nie będziemy się widywać codziennie. Chcę żeby oglądał Moje świadectwa. Cieszył się ze wszystkich osiągnięć. Pomógł wybrać odpowiedni kierunek po liceum. Chcę żeby on był przy Mnie przez pewien okres mojego, jeszcze małego życia. Nie proszę o wiele. Po prostu nie zabieraj mi ojca, jeszcze nie teraz.”

 Skończyła, żegnając się. Otarła spadające z policzków łzy chcąc wyjść już z kościoła.
- Co się stało? – zapytała Ją mała dziewczynka, siedząca obok. Olga spojrzała na Nią i przez chwilę zaniemówiła.
– Przyszłaś się pomodlić, bo robisz to codziennie, czy weszłaś poprosić o coś Boga?
- To drugie. – szepnęła Olga.
- O co? – zapytała mała blondynka.
- O zdrowie dla taty.
- Pewnie Ci pomoże. Zawsze, kiedy z Nim rozmawiam, spełnia Moje prośby. – mówiła uśmiechając się.
- A ty o co Go prosisz? – zapytała Olga wpatrując się w zielone tęczówki dziewczynki.
- Codziennie przychodzę tutaj i proszę, by chociaż w snach dał mi porozmawiać z rodzicami.
- A co się z Nimi stało?
- Z tego, co opowiadała Mi babcia, a Bóg to potwierdził, nie pytaj jak, to mama umarła podczas porodu. Dawała światu mnie, poświęcając swoje życie. Odeszła nie słysząc nawet tego, jak wydaję ogromny płacz, jako swój pierwszy dźwięk. Jak poruszam rękoma, czy nogami. Nie usłyszała, jak oddycham i czerpię swojego pierwszego powietrza z tego życia. A tata? Miał raka. Odszedł rok po śmierci mamy. Pewnie myślisz, że jestem małą gówniarą, która tak po prostu mówi o swojej przeszłości, albo zmyśla sobie niektóre fakty. Nie mówię Ci tego żeby musiała wierzyć. Zrobisz z tym co chcesz. Na mnie czas, ale pomodlę się dziś za Twojego tatę, bo życie bez kogoś takiego nie należy do wspaniałych. – powiedziała odchodząc. Chwilę później świątynię opuściła Olga. Nie chciała wracać znów do domu, by zadręczać się w okropnej pustce. Albo błąkać się niepotrzebnie po mieście. Wsiadła w tramwaj, a za jakiś czas znalazła się w okolicy szpitala. Weszła do budynku już na samym wejściu czując chłód. Wjechała windą na wyznaczone piętro, a będąc już na miejscu, po cichu skradła się do sali ojca. Usiadła obok Niego, chwytając Go za rękę. Ze strachem patrzyła na mnóstwo przyrządów utrzymujących go przy życiu. Wymieniła wodę w kwiatach stojących na stoliku i obrała Mu pomarańcze, gdyby chciał zjeść, jak się obudzi. Uchyliła okno, wpuszczając trochę życia do pustych czterech ścian i spojrzała na spokojną twarz ojca, którego powieki zaczęły delikatnie drgać.
- Tato?! – podbiegła Olga. – Jestem tutaj.
- Córeczko. – cicho szepnął ojciec gładząc jej dłoń. – Posłuchaj. Co by się nie stało, ja zawsze będę przy Tobie. Niekoniecznie ciałem, lecz duchem. Zawsze będę po twojej stronie i tylko teraz mogę prosić Cię o wybaczenie każdej krzywdy jaką Ci wyrządziłem.
- Tato, to brzmi jak pożegnanie. Nie rób tego.
- Wybacz Mi. Jesteś najdroższym skarbem, jaki mógł Mi podarować świat. Codziennie dziękowałem Bogu za taki cud. Dziś idę podziękować Mu osobiście. – ostatkami sił szepnął Jej ojciec powoli puszczając Jej dłoń. Po sali rozległ się dźwięk, z którego można odczytać było zaprzestanie bicia serca. Serca, które dało tak wiele miłości. W mgnieniu oka przybiegły pielęgniarki i jakiś lekarz. Wyprowadzili Olgę z pomieszczenia, zamykając w Jej życiu rozdział, który zapieczętowała nazwą „ rodzina” .

piątek, 6 kwietnia 2012

W mieszkaniu panowała spokojna cisza. Gdzieniegdzie można było tylko usłyszeć drapanie w drzwi przez psa, albo krótki gwizdek gotującego dzbanka. Olgę jednak przebudziła woda, która natychmiastowo została puszczona z prysznica. Przykryła głowę wielką poduszką mając nadzieję, że to pomoże w uciszeniu drobnego hałasu. W tamtej chwili przeszkadzało jej wszystko. Nawet to, jak ciepły wiatr wlatywał przez okno do pokoju; jak komórka kilka razy zawibrowała gdzieś na podłodze, albo ktoś z dołu zamknął wejściowe drzwi.
- Moja głowa. – syknęła, szukając po omacku jakiejś butelki z wodą. Nim zamachnęła się ręką by dotknąć nocnego stolika, poczuła, że dotyka jakąś zadziwiająco miękką poduszkę. – Co jest do cholery?! – krzyknęła, odkrywając twarz spod pościeli. Leżała w nieznanym Jej dotąd jednoosobowym łóżku, w pokoju, którego kolor według Niej był ciemniejszy niż sam czarny. Nie dotykała żadnej poduszki, tylko wielką białą pufę. Gdzieś w rogu stało biurko z załączonym laptopem i wielka szafa, w której komuś udało pomieścić się wszystkie swoje rzeczy. Naprzeciwko łóżka były białe drzwi z szybką. Z daleka było widać, że ktoś się za nimi znajduje. Olga, która energicznie ugasiła swoje pragnienie wodą, energicznie wyszła na balkon. Wzięła kilka głębszych oddechów, po czym odpaliła papierosa. Nie martwiło Ją to, gdzie jest, z kim i co robiła zeszłej nocy. Wiedziała, że wszystko, co dotychczas było dla Niej życiem, teraz śmiało może nazwać ‘ popieprzonym wymysłem Boga ‘ .
- Już wstałaś? – usłyszała za sobą cichy szept. Uśmiechnęła się ironicznie w ogóle nie odwracając się do tyłu.
- Po co Mnie tu wziąłeś? Będziesz zacieśniał więzy rodzinne, czy próbował dogadać Mnie z siostrą? Naszą siostrą . – rzuciła gorzko Olga.
- Nie wygłupiaj się. – powiedział. – Wiem, że to nie będzie wcale takie proste, ale przecież damy radę, prawda?
- Przepraszam bardzo. Że niby z czym damy radę?
- Dobrze wiesz o czym mówię. – rzucił lekko oburzony.
- Damy sobie radę ze świadomością, że jesteśmy rodziną? Czy z tym, że się kochamy i musimy przestać?
- Ani jedno ani drugie. – przerwał Jej blondyn. – Damy sobie radę z życiem. Wiecznym życiem, przez które przejdziemy razem. Pieprzyć tą całą scenkę, że Nasi starzy przespali się ze sobą. Walić to. Żyjmy dla siebie, nie dla nich, a wzajemna miłość na pewno pomoże Nam przetrwać.
W tamtej chwili ich rozmowę przerwała głośna wibracja telefonu dobiegająca z pokoju.
- Przepraszam, ale muszę odebrać. – rzuciła Olga gasząc papierosa i opuszczając balkon.
- Halo?
- Córeczko. Dzwonię, by spytać jak się czujesz..
- Jak się czuję? Nie martwisz się tym, gdzie spędziłam całą noc, ani tym czy w ogóle jeszcze żyje, tylko bezczelnie dzwonisz i pytasz, jak się czuję. – krzyknęła do słuchawki Olga.
- Wiedziałam, że nocujesz u swojego brata. – powiedziała Jej matka, wymierzając najsilniejszy ból, jakim mogła w tamtej chwili Ją obdarzyć. Zapadła głucha cisza.
- Córuś? – rzuciła kobieta. – Wróć do domu, porozmawiamy.
- O czym? Będziesz wpajać Mi, jak to jest żyć ze świadomością, że Ma się brata? Najlepiej wypożycz książkę z biblioteki pod tytułem „ po siedemnastu latach życia okazało się, że mam rodzeństwo, czuję się zajebiście ”. Do niezobaczenia, mamo. – rzuciła Olga rozłączając się.
- Może spróbuj być dla Niej bardziej wyrozumiała. – syknął Honoriusz wchodząc do pokoju. Lecz Jego wypowiedź nie została poruszona przez Olgę. Dziewczyna szybko spakowała swoje wszystkie rzeczy, które akurat były na widoku i opuściła pokój. Dom okazał się bardzo duży, mimo to łatwo znalazła drogę wyjścia. Schodząc po schodach szybko wciągnęła na nogi buty i zakładając torebkę na ramię złapała klamkę drzwi. Z pośpiechem wpadła na kobietę, którą ostatnio spotkała u siebie w domu. Kobietę, która zrujnowała Jej życie bezpodstawnie.
- Nie zostaniesz na obiad, kochanie? – zapytała Kamila, matka Honora.
- Spieszę się. – syknęła Olga.
- Wiesz, że tutaj jest Twój drugi dom..
- A Pani jest Moją drugą matką? Tak wiem. Będzie świetnie. Już widzę, jak wszyscy tworzymy miłą, rodzinną atmosferę. W sumie, to może ta podwójna rodzina to wcale nie jest taki zły pomysł, ile Pani daje kieszonkowego? – rzuciła dziewczyna, przyglądając się zmieszanej minie kobiety. – Do niezobaczenia. – syknęła, wychodząc. Wsiadła w najszybszy tramwaj, by jak najdalej znaleźć się od całej tej sytuacji. Wiedziała, że i tak nigdy od tego nie ucieknie, a mimo to ciągle w jakiś sposób próbowała. Po dziesięciu minutach wysiadła na najbliższym przystanku niedaleko domu. Zdążyła jeszcze spalić papierosa, po czym szybko wbiegła zatrzaskując drzwi. Zrzuciła z ramienia torbę i ściągnęła buty, rzucając je gdzieś w kąt. Rzuciła okiem do salonu, z którego dobiegał cichy płacz.
- Mamo? – zapytała Olga. – Co się stało? Dlaczego nie jesteś w pracy?
- Boli Mnie to, co zrobił Twój ojciec. Ale równie mocno uderzyły we Mnie Twoje słowa. Przecież wiesz, że to nie Moja wina. Dowiedziałam się dwie godziny przed tym, zanim powiedziałam o spotkaniu z tą kobietą Tobie. Ojciec prosił Mnie, bym nic Ci nie mówiła, bo wiadomym było , że się speszysz i nie zostaniesz w domu. Co miałam zrobić? Niewiadomo jakby to się skończyło, gdybym wszystko wypaplała Ci wcześniej.
- Ojciec ma silną rękę, wiem. – rzuciła Olga przytulając mamę. – Przepraszam.
- To nie twoja wina. To tylko życie, taki był Nasz los.
- Co teraz będzie? – zapytała dziewczyna, wgapiając się jak w obrazek w szkliste oczy mamy.
- Postanowiłam, że muszę odejść od… - zaczęła wybuchając spazmatycznym płaczem.
- Od taty ? – zapytała Olga. Ale w odpowiedzi dostała tylko jednoznaczne kiwanie głową. ‘ Może to i dobrze ‘ pomyślała przypominając sobie kontakty z ojcem.
- Oldziu, powiedz Mi, co On ci zrobił wtedy, gdy przyszłaś do szpitala?
-  Popchnął Mnie na schody. – stanowczo rzuciła dziewczyna, w głębi duszy mając nadzieję, że poniesie on za to jakieś konsekwencje.
- Idę ogarnąć się jakoś do łazienki i wychodzę na spotkanie z adwokatem. – rzuciła mama. Olga poszła do swojego pokoju i włączając maksymalnie głośno kawałki hip-hopu otworzyła piwo, które miała schowane w szafie.  Nie usłyszała, gdy do pokoju wszedł Honor, który lekko zaczął ściszać muzykę.
- Co jest? – krzyknęła Olga zrywając się z łóżka.
- Pogadać przyszedłem.
- To gadaj. – syknęła Olga.
- Wiesz, że to, co jest tutaj.. – zaczął pokazując na serce. – nigdy we Mnie nie zgaśnie. Nigdy nie zapomnę o tym, jak dobrze Nam było razem. I choć wcale nie mieliśmy dużo czasu by móc się do siebie przywiązać, Mi jak najbardziej to wystarczyło. Nie możemy być razem, wiem o tym. Ale będę przy Tobie zawsze. Nie koniecznie w roli partnera, nie jako chłopak na całe życie. Nie muszę trwać przy tobie ciałem, lecz duszą. To wszystko w środku mówi Mi, jak bardzo Cię kocham i jak wiele jestem w stanie poświęcić by wszystko było normalnie. – przerwał na chwilę patrząc, jak z oczu Olgi wypływają łzy.
- Nic już nie będzie normalne. Chyba, że potrafisz cofnąć czas. – wyszeptała pod nosem. – Przytul Mnie, proszę. – rzuciła natychmiast wpadając Mu w ramiona. Po pokoju rozległ się dźwięk komórki. Olga oderwała się od Honoriusza i ocierając łzy, odebrała telefon.
- Tak?
- Przyjedź jak najszybciej do szpitala, do mojej pracy. – usłyszała po drugiej stronie.
- O co chodzi? Mamo?
- Tata.. – tylko tyle zdążyła się dowiedzieć. Tylko tyle wystarczyło by słone łzy znów zagościły w kącikach Jej zmęczonych oczu.

środa, 28 marca 2012

Wzrok Olgi wbił się w jeden punkt – w chłopaka, który ostatnimi czasy potrafił wesprzeć Ją w trudnych chwilach, który umożliwił Jej powrót do normalnego życia, który pokazał, że wspomnienia są ciężkie, a walka z nimi wcale nie musi być bolesna. Stała tam i patrzyła, jak cała dotychczasowa normalność przeobraża się w piekielny chaos.
- Powiedz, że to nieprawda. – szepnęła, chcąc by tylko Honoriusz mógł Ją usłyszeć.
- Córuś.. – zaczęła Jej matka. – Wiem. Będzie to dla Ciebie niewyobrażalnie trudne, ale razem sobie poradzimy..
- Razem? – przerwała Jej Olga. – Ja nie chcę już Waszej pomocy. Nie potrzebuję ojca alkoholika i matki oszustki. Świetnie dam sobie radę sama. A Ty.. – zaczęła, kierując wzrok w stronę Honora. – Mogłeś Mi chociaż powiedzieć za Nim tak bardzo się w Tobie zadurzyłam. – syknęła zmierzając po schodach na górę.
- Zaczekaj. – usłyszała cichy głos wysokiego blondyna. Ale nie chciała już dłużej wysłuchiwać wiecznie tajemnych kłamstw. Machnęła ręką nie zwracając uwagi na reakcję pozostałych. Zamaszystym pociągnięciem ręki trzasnęła drewnianymi drzwiami, tak mocno, jakby połowa ogromnego domu za chwilę miała się rozpaść. Uklęknęła przy łóżku chowając twarz w dłonie.
- Boże, przecież nie tak miało wyglądać Moje życie. Miałam być w końcu szczęśliwa. Miałam sobie wszystko poukładać. Miałam kochać i być kochaną. A Ty znów pokrzyżowałeś Moje plany. Dlaczego? – mówiła co chwilę połykając gorzkie łzy. – Znów cierpię, znów Moja dusza wewnątrz gnije. Dlaczego nie pozwoliłeś Mi umrzeć? Dlaczego wtedy w szpitalu wszystko musiało potoczyć się dobrze?
- Bo taka jest kolej rzeczy. – odpowiedział Jej Honoriusz zamykający właśnie drzwi od pokoju. – Najpierw cierpimy, żeby zrozumieć życie. Żeby poznać je z tej lepszej i gorszej strony. Później zaczyna być dobrze, wszystko powoli się układa, a nagle energicznie całe dobro się sypie. Tak właśnie smakuje pokora.
- I rozumiem, że to Ty jesteś tą pokorą? – wydusiła z siebie Olga. – Nie chcę dłużej żyć, przecież to już nie ma sensu. Proszę Cię, wyjdź. Odejdź, a obiecuję, że już nigdy więcej Mnie nie zobaczysz.
- Ale Ja pragnę na Ciebie patrzeć do końca życia. Chcę być przy Tobie w każdym momencie. Chcę razem przetrwać przez to życie. Nieważne jak, ważne, że razem.
- Ważne, że jako rodzeństwo, co? – parsknęła dziewczyna.
- Nie wiedziałem o tym wcześniej.
- Jasne. I jakoś dziwnym trafem wiedziałeś dokąd masz przyjechać, w efekcie zapominając, że tutaj mieszkam. Śmieszny jesteś.
- Kochanie, zrozum…
- Wyjdź! – przerwała Mu krzycząc.
- Proszę Cię, wysłuchaj Mnie..
- Wypad ! – krzyknęła głośniej, rzucając za siebie poduszką. Honoriusz posłusznie opuścił Jej pokój, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Olga otarła szybko łzy i zakładając na ramię czarną torebkę, wrzuciła do niej wygniecione z lekka dwadzieścia złotych. Wyszła z pokoju, zbiegając energicznie po schodach.
- Skarbie.. – usłyszała głos matki.
- Nigdy dla Ciebie nim nie byłam. – syknęła wybiegając z domu. W tym całym popapranym bałaganie życiowym, zapomniała już , że zapewne rozmazała sobie cały makijaż, że poplamiła koszulkę lub chociażby pomoczyła ją łzami, albo doprowadziła swoje włosy do wielkiego nieładu. Po drodze zatrzymała się przy ulicznym kiosku kupując paczkę L&M’ów niebieskich. Szybkim tempem dotarła na Manhattan i spokojnie usiadła na ławce odpalając papierosa. Wtedy znów po Jej policzku pociekła pierwsza łza od czasu wyjścia z domu. Ponownie wróciły wspomnienia i na nowo zrozumiała, jaką rolę pełnił w jej życiu Honor. Kolejna łza. Matka oszukiwała Ją przez siedemnaście lat życia. Nigdy nie zdobyła się na odwagę by powiedzieć Jej całą prawdę. Ojciec był nic nie lepszy. Kolejna łza. Życie zaczęło Ją boleć. Zrozumiała co to jest ta cała dorosłość, na którą tak się czekało za dzieciaka.
- Ej, mała, co się dzieje? – rzucił do Niej Kacper już daleka zmierzający w tą stronę.
- Życie się toczy, to się dzieje.
- Nic nowego, od siedemnastu lat Ci się życie toczy.
- Pół godziny temu Moje życie wyraźnie powiedziało Mi, że na nie, nie zasłużyłam.
- Co ty wygadujesz? – zapytał zaskoczony.
- Taka prawda, wszystko się spieprzyło. – mówiła, pusto patrząc w jeden punkt. Łzy ciekły po Jej policzkach bez przerwy. Kacper przytulił Ją do siebie, czule całując w czoło.
- Ułoży się, dobrze o tym wiesz.
- W tej sytuacji nic już się nie da zrobić. Zabierz Mnie lepiej na jakąś imprezę, nie chcę do końca dnia tak zamulać. – rzuciła wstając i gasząc papierosa.
- Obok molo coś dzisiaj jest zorganizowane..
- Idziemy! – krzyknęła, nie pozwalając Mu dokończyć. Oboje załapali się na tramwaj i po pięciu minutach znaleźli się niedaleko molo. Przy wejściu przywitali się ze znajomymi ze starej szkoły, a wchodząc głębiej natknęli się na Wikę i Pawła.
- Cześć. – rzucił zielonooki brunet, wyciągając w kierunku Olgi dłoń. Od razu Jego zapach zawładnął przez chwilę każdą częścią Jej ciała, dziewczyna uścisnęła Jego rękę wymuszając słodki uśmiech.  Wiktoria nie zdobyła się na żaden gest , obie pary minęły się tuż po przywitaniu.
- Rozpieprzę tą laskę, jak Mnie dzisiaj wkurzy. – syknęła Olga.
- Spokojnie, mała. Opanuj emocje. – rzucił Kacper. Gdzieś, na którejś z ławek spotkali swoją ekipę.
- Idę po piwo. – rzuciła Olga oddalając się od paczki. Usiadła przy barze i jak to zazwyczaj bywa, zamówiła Jacka z colą.
- Ciężki dzień? – usłyszała znajomy głos.
- Może i tak. –odpowiedziała na widok wścibskiej Wiktorii.
- Wiem, wiem. Wreszcie się wydało. Mój braciszek w końcu będzie miał spokój, sam zresztą mówił, że ma już dość tego wszystkiego, a szczególnie Ciebie.
- A to ciekawe. – syknęła Olga. – W między czasie nie wspominał nic, że ma z nieźle powaloną siostrę ?
- Zamknij się, dobrze Ci radzę.
- A co, spieszy Ci się do szpitala, tak jak ostatnio? Z chęcią załatwię Ci darmowy pobyt w jednym z naszych miastowych pomocy dla ludzi nieradzących sobie z zazdrością.
- Zazdrością? – rzuciła Wiktoria wstając z krzesła i podciągając rękawy bluzy ku łokciom.  W tamtej chwili Olga wybuchnęła wielkim śmiechem.
- Zaraz nie będziesz się tak śmiała. – stanowczo powiedziała Wika.
- A co, pobijesz Mnie? Bo Twój brat się zakochał? Bo może znalazł szczęście? Bo gdzieś odnalazłaś nutkę zazdrości? Bo tu Cię boli? – krzyknęła wskazując palcem na Jej serce.  – Leczyć się powinnaś trochę wyżej. – syknęła, palcem wskazując na jej czoło, tym samym odpychając Ją do tyłu. Reakcja Wiktorii była niemalże podobna, pomiędzy dziewczynami zrobiła się wielka szarpanina, którą natychmiast przerwał Honoriusz.
- Spokój ! – krzyknął rozdzielając wściekłe rywalki.  Olga poprawiła bluzę i odeszła, dopijając szybko resztkę ulubionego trunku . Usiadła w osamotnionym miejscu, gdzieś przy brzegu morza. Co jakiś czas popijała chłodne piwo, które donosił Jej kelner.  Gdy już miała dość, a świat zaczął Jej wirować poczuła czyjąś obecność obok siebie, kogoś bluzę na swoich ramionach i swoje ciało otulone bezpieczeństwem.
- Będę Cię kochał, mimo wszystko. Będę z Tobą już zawsze. Wbrew wszystkim przeciwnościom. Chcę byś urodziła Mi piękne dzieci, najlepiej chłopczyka i dziewczynkę. Chcę kupić Nam dom z dużym ogrodem. Chcę zasadzić pierwsze drzewo, na którym kiedyś wyryjemy Nasze inicjały. Chcę wziąć z Tobą ślub. Chcę byś nazywała się Moją żoną i została Nią, aż do czasu gdy Nasze dusze przeniosą się do nieba, a tam oboje będziemy żyć wiecznie. Pragnę Cię kochać i obiecuję, że nic nie będzie w stanie Nam tego zepsuć. Uczucia nie da się zniszczyć, wiesz? – szeptał Jej na ucho Honoriusz, po chwili muskając Jej wargi. Dziewczyna słodko zasnęła w Jego ramionach, przez chwilę czując dotyk miłości na ustach.
- Kocham Cię. – szepnął wysoki blondyn niosąc na rękach swój najdroższy skarb.

sobota, 10 marca 2012

Słońce zaczęło dobijać się przez zasłonięte rolety w Sali. Gdzieś za drzwiami usłyszeć było można cichą muzykę. Na stoliku obok łóżka leżał bukiet czerwonych róż. A krzesło, tuż obok, zajęte było przez śpiącego blondyna. Na zegarze była 9.00. Powieki Olgi powoli zaczęły drgać, otwierając się. Spojrzała na ciche pomieszczenie i promienie słońca, które usilnie wchodziły przez okno. Dziewczyna lekko podniosła dłoń chcąc kogoś zawołać, ale była tak osłabiona, że nie dała rady. Chwilę później dostrzegła śpiącego obok Niej na krześle Honoriusza.
- Ej. – szepnęła. Chłopak spojrzał na Nią zaspanymi oczyma.
- Przepraszam, nawet nie spostrzegłem kiedy tak naprawdę zasnąłem.
- Nie musiałeś tutaj siedzieć. – powiedziała uśmiechając się.
- Chciałem.
- Nie poszedłeś do szkoły . – ciągnęła dalej Olga.
- Nie żałuję.
- Dlaczego tutaj ze Mną zostałeś? – zapytała.
- Bo na nikim Mi tak cholernie nie zależy. Nikt tak bardzo nie zawładnął Moim sercem. Cokolwiek robię, staram się to robić względem Ciebie. Próbuję Ci pomagać, być – zawsze. Chcę Cię kochać. Chcę Cie obdarować swoją miłością. Chcę żebyś wiedziała, że jest ktoś, dla kogo jesteś ważna. – Olga przerwała Mu kładąc palec na Jego ustach. Przygryzła lekko wargę, dając Mu znak żeby się zbliżył.
- Ja Ciebie też. – szepnęła, namiętnie łącząc wargi.
- I jak się czujemy? – zapytał lekarz, przerywając im pocałunek.
- Jest dobrze. – odpowiedziała lekko się czerwieniąc.
- Mogę Cię wypisać. Nie miałaś żadnej operacji, choć wszystko na to wczoraj wskazywało. Był to lekki uraz, który szybko opanowaliśmy. Zobaczę tylko, czy sprawnie będziesz się poruszać i możecie się zbierać. – powiedział spoglądając w Jej kartę. Kazał jej wstać i widząc, że sobie radzi pozwolił na opuszczenie szpitala. Olga szybko się przebrała i łapiąc Honora za rękę, opuściła szpital.
- Muszę zapalić. – rzuciła tuż po przekroczeniu progu.
- Zapomnij. – syknął Honor patrząc na Nią groźną miną.
- Choruje na kręgosłup, a nie na płuca.
- Ale jesteś pod Moją opieką, a palenie zabija. Koniec, kropka. – powiedział całując Ją w nos. Olga lekko obrażona ruszyła przed siebie.
- Wiesz, i tak Cię kocham. – syknęła przyciągając Jego głowę do siebie i zatapiając się w Jego pocałunku. Dziesięć minut później oboje znaleźli się pod jej domem.
- Dam sobie radę. – powiedziała biorąc z Jego ręki swoją torbę. Pocałowała Go na pożegnanie obiecując, że jeszcze zadzwoni. Przekroczyła próg domu czując idealny zapach dobiegający z kuchni. Rzuciła torbę pod schody, po czym weszła przytulając mamę.
- Siadaj, zaraz podam do stołu. – powiedziała. – Słyszałam, że wszystko dobrze. Lekarz dzwonił i stwierdził, że wszystko poszło w naprawdę dobrym kierunku. A ten chłopak, wygląda na bardzo poukładanego. Pasujecie do siebie. – rzuciła całując Ją w czoło. Chwilę później dosiadł się ojciec.
- Musimy porozmawiać. – powiedział siadając naprzeciwko Olgi.
- O co chodzi? - zapytała.
- Dziś wieczorem, to znaczy od godziny 19 masz być w domu.
- Czemu ?
- O godzinie 20 ktoś do Nas przychodzi, na kolację. – powiedział popijając piwo.
- Tato, oszczędzaj się z tym alkoholem, dobrze? A w ogóle mów o co chodzi z tą kolacją.
- Dowiesz się wieczorem. – syknął skłaniając Ją do zjedzenie obiadu. Tuż po, Olga poszła do łazienki biorąc porządną kąpiel po całej tej wizycie w szpitalu. Umyła włosy, wyszczotkowała zęby, pomalowała paznokcie. Siedząc zawinięta w ręczniku przeglądała facebooka, puszczając przy tym Pezeta. Wysuszyła włosy , wyprostowała je, pomalowała oczy i lekko nałożyła puder. Wciągnęła jakieś dresy i luźną bokserkę. Nie zwróciła uwagi, gdy w mgnieniu oka zrobiła się na zegarze 19.00 . Wyciągnęła z szafki książkę, co chwilę odpisując znajomym, że dziś nie może wyjść. Usłyszała stukanie do drzwi.
- Wejdź. – powiedziała widząc w nich mamę. – Czy Ty wiesz o co chodzi ojcu? – zapytała.
- Tak. Ale wszystkiego dowiesz się za godzinę.
- Mamo, o co chodzi? Kto będzie na kolacji?
- Zobaczysz. – syknęła. – I w ogóle przebierz się, załóż sukienkę, czy coś.
- Nie mam zamiaru. – rzuciła wgapiając się w książkę.
- Mam tylko nadzieję, że to, co usłyszysz nie zmieni Twojego dotychczasowego życia. – syknęła mama, wychodząc. Godzinę później rozległ się dzwonek do drzwi. Olga zdążyła ujrzeć przez okno jakąś kobietę. Mimo to, nie zeszła na dół. Uchyliła tylko drzwi na górze, by usłyszeć rozmowę przed salonem.
- Mój syn strasznie się oburzył, gdy powiedziałam Mu o tej kolacji. Nie chciał przyjść. Choć nie zaprzeczył, że może jeszcze zawita. – powiedziała kobieta.
- Dziwisz Mu się? – krzyknął na Nią ojciec Olgi.
- Bronek! – poprawiła Go Jej matka. – Przestań już.
- A gdzie ta szczęściara? – zapytała kobieta.
- Nazwałaś Moją córkę szczęściarą? Myślisz, że to co tutaj się wydarzy to będzie dla Niej przyjemność?
- To się okaże.
Olga zamknęła drzwi, czując coraz mocniejsze bicie serca. Jej drzwi do pokoju uchyliły się.
- Mówiłam Ci, że masz się przebrać. – usłyszała głos mamy.
- Co to jest za cyrk? Kim jest ta kobieta? – pytała, ale matka milczała.
- Zejdź na dół, proszę.
- Wyjdź stąd. – rzuciła Olga siadając na łóżku. W końcu zebrała się w sobie. Wyszła za drzwi, usłyszała jeszcze głos kobiety z dołu: „ Chyba syn się zdecydował, wyślę po Niego taksówkę, zaraz powinien tu być”. Powolnym krokiem schodziła po schodach, trzymając się poręczy, jakby zaraz miała upaść. Zatrzymała się na ostatnim dolnym schodku, zwracając uwagę na swoją obecność.
- Może ktoś w końcu powie Mi o co tu chodzi? – zapytała nie chcąc nawet podejść bliżej.
- To może zaczniesz. – rzucił Jej ojciec do kobiety.
- Nie będę owijać w bawełnę. – zaczęła, a Olgi serce nabijało coraz szybsze tempo. – Niecałe 19 lat temu Ja i twój ojciec .. To znaczy, znaliśmy się ze szkoły. Pojechaliśmy na jakiś obóz i ..
- Masz osiemnastoletniego brata. – dokończył ojciec nie mogąc spojrzeć Oldze w oczy.
- Ty jesteś niepoważny? – zapytała Olga. – A Ty mamo? Możesz tak teraz siedzieć obok Niego? Wiedziałaś o tym od razu, jak Go poznałaś, czy teraz? Powiedział Ci wczoraj, miesiąc temu, no kiedy? Tak Mnie kochacie, że z łatwością na sercu umiecie Mnie oszukiwać przez całe życie. Nienawidzę was, jesteście najgorszymi rodzicami jacy mogli Mi się trafić. Nie chcę w ogóle widzieć tego dzieciaka. Nie muszę teraz nikogo poznawać. Nie będę Mu opowiadać o tym, jak zajebiście było w dzieciństwie, bo ojciec alkoholik ciągle bił jedyne dziecko, jakie akurat ja myślałam, że ma. O tym, jak Moja matka zarabia żeby utrzymać duży dom, ale ciężko było z kasą, którą mogłaby odkładać dla Mnie, dlatego kradłam lub popadałam w długi. A może lepiej. Powiem Mu o tym, jak Mój ojciec ostatnio o mało co nie zabił własnego dziecka uszkadzając Mu kręgosłup. Nie ma co. Rodzinka to Mi się trafiła. – krzyczała Olga, co chwilę ocierając spadające łzy. Nagle w domu rozległ się dzwonek. – Nie chcę Go widzieć. Po raz ostatni Mnie tu widzicie. Wyjeżdżam. – powiedziała odwracając się na pięcie. Drzwi od domu uchyliły się, po salonie rozległ się tylko głos „ o synek, już jesteś ”, a Olga nie mogąc się powstrzymać odwróciła swój wzrok w Jego stronę, mając przed oczami wysokiego blondyna.
- To Mój syn, Honoriusz. – powiedziała kobieta podchodząc do Niego.

czwartek, 16 lutego 2012

Wbiegła do pokoju potykając się o leżące na dywanie ubrania. Upadła na ziemię, po czym rzuciła się donośnym szlochem. Zatrzasnęła silnym kopnięciem nogi drzwi, po czym chwytając pilot jak najgłośniej załączyła kawałek Pezeta ‘ gdyby miało nie być jutra ‘ . Szybko ogarnęła twarz, przebrała się w krótkie spodenki i przewiewną bokserkę, po chwili schodząc na dół. Ujrzała ojca, który siedział na kanapie w salonie popijając piwo.
- Co to była za kobieta? – rzuciła Olga zatrzymując się przy schodach.
- Podsłuchiwałaś?! – krzyknął nagle Jej ojciec.
- Rozmawialiście na tyle głośno, bym mogła w ogóle coś usłyszeć. Mimo to, nie wiem o co chodzi.
- I się nie dowiesz. – syknął wstając z kanapy.
- Spójrz mi w oczy. – powiedziała, ale ojciec i tak Jej nie słuchał. – Tato. Proszę Cię. – mówiła.
- Dziecko, zejdź mi z oczu! – warknął sięgając do lodówki po kolejne piwo. Olga nie ustępowała. Chwyciła ojca za rękę chcąc na chwilę móc spojrzeć mu w oczy.
- Powiedz Mi teraz, że jestem sama. Że od urodzenia byłam i zostanę jedynaczką.
- Przestań się wygłupiać! – rzucił oburzony wyrywając się z uścisku Jej dłoni. – Co Ci w ogóle przyszło do głowy?
- Co nieco zdążyłam usłyszeć. – syknęła. Rozgoryczony, tym co przed chwilą usłyszał ojciec, uniósł na Nią rękę i popychając Jej chude ciało na schody krzyknął:
- Nic do cholery nie słyszałaś, rozumiesz? Nic!
Olga pokiwała tylko głową i szybkim ruchem zakładając na nogi trampki, z trudem wyszła z mieszkania. Jej obolałe plecy dały się we znaki już po ominięciu furtki domu. Ukucnęła na chodniku dłonią masując sobie kręgosłup.
- Ej, co jest młoda? – usłyszała za sobą głos Jokera.
- Nic. – jęknęła próbując wstać. – Auu.
- Pomogę Ci. – powiedział wyjmując z uszu słuchawki i biorąc Olgę na ręce.
- Nie do domu. – powiedziała widząc jaki kierunek nabywa Jacek.
- W takim razie gdzie?
- Na Manhattan .
- Robi się! – rzucił zmierzając w wybrany przez Nią kierunek. Po kilku minutach byli już na miejscu. Położył Ją na ławce pomagając Jej usiąść.
- Co się stało? – zapytał.
- Nic. Już lepiej. – syknęła. – Daj mi szluga. – poprosiła. Joker wyciągnął paczkę, mimo że zawierała ona tylko 3 papierosy. Poczęstował Ją, po chwili witając się z resztą grupy, która właśnie przybyła.
- A ty co taka obolała, Oldzia? – zapytała Monika.
- Przywaliłam o barierkę na schodach. – odpowiedziała zaciągając się. – Zresztą, ja już będę lecieć. – rzuciła gasząc peta . Osłabiona szła w kierunku plaży, by tam móc spokojnie odetchnąć.
- Oboje dobrze wiemy, że nie chodzi o żadną barierkę. – rzucił Kacper dobiegający do Niej.
- Powiedziałam już co się stało, nie będę się powtarzać.
- Nie wierzę Ci. – syknął.
- Szkoda, bo myślałam, że przyjaźń polega między innymi na zaufaniu. – odparła, zostawiając go i idąc w swoją stronę. Po drodze zdążyła zapalić jeszcze jednego szluga, którego znalazła przypadkiem w spodenkach. Chwilę później była już na plaży. Przekraczając granicę między piaskiem, a drewnianymi schodami, zdjęła swoje trampki, niosąc je w rękach. Spacerowała brzegiem morza, głęboko wdychając świeże powietrze. W pewnej chwili coś strasznie ukuło Ją w plecach. Usiadła na piasku, co chwilę czując jak fale z wodą co jakiś czas uderzają o Jej bose stopy i sięgają aż do kolan. 
- Czy mi się wydaję, czy Ty mnie przypadkiem ostatnio unikasz? – usłyszała za sobą głos kelnera, Pawła. Zresztą, nie musiała w ogóle nic słuchać. Z kilku metrów potrafiła wyczuć Jego aksamitny zapach. Uśmiechnęła się pod nosem, klepiąc piasek obok siebie , tym samym wskazując Mu żeby usiadł. Zielonooki brunet, zajął wskazane przez Olgę miejsce, wgapiając się w Jej oczy.
- Miałam małe problemy, wiesz. Ale już jest okej.
- Słuchaj. – zaczął, momentalnie odgarniając Jej długie włosy z policzka. Złapał Jej podbródek, chcąc przyciągnąć Jej wargi ku sobie.
- Przestań. – rzuciła Olga. – Nie chcę być kolejną twoją zdobyczą.
- Wcale nie będziesz. Zrozum, między Tobą a Mną jest jakieś uczucie. Coś silniejszego, jakaś więź.
- Chyba sobie żartujesz. Zresztą, to nie Ja jestem dziewczyną, która powinna być Twoja do końca życia. Z którą powinieneś zbudować dom i posadzić drzewo. Wychowywać dzieci i kupić im psa. A później się zestarzeć i tylko patrzeć na rosnące wnuki. – powiedziała uśmiechając się.
- Jak nie Ty, to kto Nią jest? – zapytał zdziwiony.
- Ona. – rzuciła Olga odwracając się za siebie i wskazując Mu palcem siedzącą przy stoliku Wikę. – Napraw swój błąd nim będzie za późno. – dodała nakazując Mu do Niej pójść. Gdy już została sama, a słońce zaczęło się chować lekko przymknęła powieki. Rękoma bawiła się w piasku niczym małe, beztroskie dziecko.
- Nie jest Ci zimno? – usłyszała głos Honoriusza’ który nie oczekując na Jej odpowiedź przykrył jej nagie ramiona swoją bluzą. Olga uśmiechnęła się, tym samym dziękując za miły gest.
- Przejdziemy się? – zapytała. – Muszę rozprostować nogi, bo od tego siedzenia niedługo wejdą mi w tyłek. – zaśmiała się.
- Jasne. – odpowiedział natychmiastowo Honor.
- Au. – pisnęła Olga, próbując wstać.
- Wszystko dobrze? – zapytał.
- Tak, mógłbyś mi pomóc wstać? – rzuciła podając Mu rękę.
- Co jest grane?
- Nie wiem. Nie mogę ustać na nogach. – mówiła Olga nie panując nad tym, co się dzieje. Honor momentalnie chwycił Ją na ręce całując w czoło.
- Chodźmy do szpitala, mama ma tam teraz zmianę.
- Oczywiście. – odpowiedział . Nie zauważył, kiedy Olga zasnęła na Jego rękach. Przebudziła się dopiero wtedy, gdy przekroczyli próg szpitala. Oboje weszli do windy, jadąc na 6 piętro. Chwilę później stali już pod gabinetem lekarzy. Honor posadził Olgę na krześle, wchodząc do pokoju i wołając Jej mamę.
- Olguś, kochanie, co się dzieje? – zapytała rozdrażniona mama.
- Nie wiem, nie mogę ustać na nogach. Bolą Mnie plecy.
- Co się stało?
- Nic.
- Tak po prostu zaczęły Cię boleć?
- Tak. Zrób coś, proszę Cię. Nie wytrzymam tego bólu. – prosiła próbując opanować łzy.
- Zaraz wrócę. – rzuciła Jej mama, idąc załatwić wolną salę. Olga oparła się głową o ramię Honora znów zasypiając.
- Jest osłabiona. – powiedział chłopak widząc z powrotem Jego mamę.
- Weź Ją i chodź za Mną. – powiedziała prowadząc. Chłopak położył Ją na łóżku obracając na brzuch, tak jak prosiła Jej matka. Podniosła Jej bluzkę do góry przyglądając się ogromnemu siniakowi i grubej kresce krwi na plecach.
- Od czego to? – szepnął Honor.
- Nie wiem, ale na pewno nie pojawiło się znikąd i nie powstało samo z siebie. Możesz opuścić salę? Jak skończę to przyjdę z Tobą porozmawiać, poczekaj na dole w kawiarni. – powiedziała wstrzykując na Jej zgięciu ręki jakiś środek usypiający.
Po pół godzinnych zmaganiach z rozpoznaniem Jej bólu, lekarka wyszła z Sali siadając obok Honoriusza, który czekał na krześle na korytarzu.
- Olga, gdy była mała, miała operację związaną z kręgosłupem. Wtedy myślałam, że już wszystko będzie dobrze. Ale po trzech latach znów ból powrócił, pojechaliśmy do Warszawy. Zrobili Jej jedną z poważniejszych i bardzo trudnych operacji, które zaważyły nad Jej zdrowiem. Ale wygrała z tym wszystkim. Mimo to musieliśmy uważać na Jej plecy, na kręgosłup. Trzeba było Jej pilnować, z biegiem czasu sama zaczęła na to uważać. Nie wiem co stało się dziś, ale kilka kości znów powróciło do tego, co na początku. I choć, dajmy na to, że był to mały upadek, może sobie nim teraz zaszkodzić na resztę życia. – powiedziała mama, nagle wpadając w głośny szloch.

środa, 1 lutego 2012

Obudziła się przez promienie słońca, które przebijały się pomiędzy ciemnymi zasłonami w pokoju. Przetarła zaspane jeszcze oczy, po czym usiadła na brzegu łóżka z potwornym bólem głowy. Na stoliku nocnym stała butelka czystej, gazowanej wody. W ułamek sekundy dobiegła do Niej opróżniając prawie do połowy. Ubrana we wczorajsze rzeczy ociągale poszła do łazienki.  Napełniła wannę do połowy wlewając masę zapachowych olejków. Umyła włosy i zawinęła je w ręcznik, tak samo jak resztę ciała. Nałożyła delikatny makijaż na twarz, po czym zeszła na dół żeby coś zjeść.
- Dzień dobry. – usłyszała męski głos dobiegający z kuchni. Podeszła bliżej przyglądając się blondynowi, który stał oparty o kuchenny blat w ręku trzymając kubek z gorącą kawą.
- Yy, cześć. – nieśmiało rzuciła Olga. – Nie wiedziałam, że ktoś tu jest. W ogóle to jestem nieubrana i ..
- Nie szkodzi. – przerwał Jej. – Słodko wyglądasz, kiedy się tak rumienisz.
- Dziękuję. – skromnie wyjąkała. Podeszła bliżej Niego załączając ekspres do kawy stojący na szafce za Nim. – Ubiorę się. – rzuciła zmierzając w kierunku schodów.
- Nie musisz. – zaśmiał się słodko biorąc łyk kawy. Podczas, gdy Olga poszła włożyć na siebie jakieś ubrania, Honor wyciągnął z lodówki warzywa i inne przysmaki, tym samym przygotowując kanapki. Zaparzył kawę, po czym starannie ułożył filiżankę razem ze stosem kanapek na stole. Usiadł naprzeciw miejsca przygotowanego dla Niej, wciąż popijając chłodniejszą niż na początku kawę.  Wtedy na schodach odbijał się tupot Jej stóp. Ubrana w krótkie jeansowe spodenki i przylegającą do ciała, czarną bokserkę z napisami ponownie zeszła do kuchni siadając przy stole.
- Przygotowałeś Mi kanapki? – zapytała zdziwiona uśmiechając się do Niego.
- Owszem. – odpowiedział.
- Miło z Twojej strony. – rzuciła biorąc łyk czarnej kawy. – A w ogóle to skąd Ty się tu wziąłeś?
- Nie pamiętasz? – syknął wgapiając się w Jej tęczówki pytającym wzrokiem. – Przyniosłem Cię tutaj wczoraj wieczorem, Twoja mama wpadła na Mnie na korytarzu i poprosiła żebym został na noc, bo Ona miała jakieś pilne wezwanie do szpitala, a skoro byłaś w takim stanie to ktoś musiał się Tobą zaopiekować.
- Przecież nie jestem dzieckiem. – syknęła lekko oburzona.
- Nie? – zapytał. – A co teraz zrobiłaś? – rzucił uświadamiając Ją, że właśnie zamiast soli, użyła cukru w celu doprawienia pomidora na swojej kanapce.
- O cholera. – zaśmiała się. – Ale to jeszcze nic nie znaczy !
- Dzieciak ! Dzieciak ! – krzyczał wskazując na Nią palcem. Olga zrobiła smutną minę i ściągając osłodzonego pomidora rzuciła nim w Honoriusza.
- O ty niemądra dziewczynko. – syknął ściągając z twarzy warzywo . Śmiech Olgi roznosił się po całym domu. Stanęła na drugim końcu kuchni w obawie przed zemstą Honora.
- Ja nie Ty żeby się tak zachowywać, dzieciaku. – powiedział siadając na krześle i biorąc Jej kawę wziął łyka.
- Ej! – krzyknęła. – Moja kawa! Spadaj! – podbiegła i zajmując miejsce wyrwała Mu z dłoni filiżankę, kontynuując posiłek.
- Pozmywam. – syknął udając obojętnego, a w rzeczywistości tryskał czekoladowymi tęczówkami, jak słońce energią. Wykorzystując chwilę nieuwagi Olgi, momentalnie zdjął z Jej głowy zawinięty ręcznik wsypując na Jej głowę połowę torebki cukru.
- Doigrałeś się! – warknęła oburzona, po czym wyjęła z lodówki ketchup . Zanim zdążyła go otworzyć, Honor już znalazł się przy Niej wyrywając Jej butelkę z rąk i wyciskając zawartość na włosy i resztę ciała.
- Poddaję się! – krzyknęła, ale to nic nie dawało. Oboje śmiali się w niebogłosy wzajemnie się przepychając i udowadniając kto jest lepszy. Nagle Jego ciało przylgnęło do Niej opierającej się o szafkę kuchenną. Uniósł Ją sadzając na blacie. Delikatnie ogarnął z Jej twarzy kosmyki rudych włosów zakładając je za uszy. Jego dłonie wędrowały po Jej biodrach, a z czasem subtelnie gładziły policzek. Uniósł Jej brodę ku górze i przyciągając do siebie zbliżył swoje usta do Niej. W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Oboje spojrzeli na siebie odsuwając się. Olga zeskoczyła z blatu i ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
- Zapomniałaś już o Mnie? – rzucił Paweł. – Wczoraj wieczorem w ogóle nie rozmawialiśmy, ani nic. Nawet nie wiem, kiedy poszłaś i jak. – mówił wchodząc głębiej do jej domu.
- Ja o to zadbałem. – syknął Honoriusz podchodząc do zielonookiego bruneta.
- Nie próbuj znów wchodzić Mi w drogę. – zagroził Paweł.
- Tak, a bo co?
- Już raz to zrobiłeś.
- I nie żałuję. – przerwał Mu Honor. – Zawsze bawiłeś się laskami i robisz to do teraz. Nic się nie zmieniłeś Sopocki Podrywaczu.
- Ej, co jest? – rzuciła Olga wpadając pomiędzy nich.
- Nie wiem po jaką cholerę znów tutaj wróciłeś, ale lepiej będzie, jak wyjedziesz równie szybko, jak się tutaj znalazłeś. – warknął Paweł opuszczając mieszkanie. Ciszę między Olgą, a Honorem przez chwilę wypełnił dźwięk trzaskających drzwi.
- Nie wnikam. – rzuciła Olga zmierzając na górę. Weszła do pokoju i wyciągając z szafy czyste ubrania poszła do łazienki. Na nowo umyła włosy i całe ciało, które ubrudzone było ich wspólnym dziełem kulinarnym. Ściągnęła ręcznik z włosów i pocierając jeszcze przez chwilę swoje rude loki opuściła łazienkę.
- Uważaj na tego Pawła. – usłyszała przekraczając próg pokoju. Spojrzała na Honora siedzącego na Jej łóżku. – Mieszkałem tutaj już wcześniej, a dokładnie to rok temu. On podbijał do Mojej siostry, a kiedy Ona już się w Nim zabujała to zostawił Ją, bo na plaży w swojej zakichanej robocie poznał inną. Później mama stwierdziła, że wyjeżdżamy do Gdyni, podobno otrzymała jakąś dziwną wiadomość, która źle wpłynęłaby na nasze życie w tym mieście. Wiktoria cierpiała, a On miał to gdzieś. Teraz, gdy znów wróciliśmy, bo mama chce poukładać przeszłość, na nowo ten kretyn zawrócił jej w głowie. – wydusił z siebie.
- Czyli to taki łamacz damskich serc. – parsknęła klepiąc Go w ramię.
- Można tak powiedzieć.
- I chodziło Mu o to, że nie pozwoliłeś by zranił Twoją siostrę, tak?
- Owszem. – odpowiedział. – Słuchaj, ja będę musiał już lecieć. Muszę pozałatwiać sprawy związane ze szkołą. Znowu wszystko od nowa. – rzucił i całując Ją w policzek opuścił mieszkanie. W przeciągu dziesięciu minut Olga zdążyła wysuszyć i wyprostować swoje włosy. Wcisnęła na nogi czerwone trampki Converse i zakładając przez ramię czarną dużą torbę wyszła zakluczając drzwi. Odpaliła papierosa i zatapiając się w dźwiękach Małpy ruszyła ulicami pięknego miasta. Po około piętnastu minutach dotarła w wyznaczone przez siebie miejsce. Wyjęła słuchawki z uszu i weszła do środka budynku. Na mimi mapie wiszącej na ścianie zorientowała się, co gdzie się mieści. Wjechała windą na odpowiednie piętro i zaglądając w każdą salę spoglądała na leżące tam osoby. W końcu trafiła. Weszła do środka i zdejmując torbę z ramienia usiadła na krześle obok.
- Czego Ty tu szukasz? – rzuciła opryskliwie Wiktoria.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać.
- Nie ma o czym. Zadowolona jesteś z siebie? – zapytała lekko podenerwowana.
- Przepraszam. Naprawdę nie chciałam. Po prostu zdenerwowałaś Mnie, a Ja mam swoje zasady.
- Oddać , tak?
- No tak. Słuchaj, co do Pawła. Możesz Go brać. Nie jestem Twoją konkurencją, czy czymś podobnym. Rozmawiałam z Nim tylko raz i nic między Nami nie było, i nie będzie.
- Okej. – odpowiedziała ozięble. – Ale od Honoriusza też się lepiej trzymaj z daleka. To mój brat i nie chcę żeby cierpiał przez takie jak Ty. – powiedziała Wiktoria.
- Takie jak ja? Czyli?
- W Gdyni była już taka jedna, też rudowłosa, podobna do ciebie, cholernie. Pokochał Ją, a później idiotka Go zostawiła, tak po prostu, dla innego. Obiłam Jej ryj żeby wiedziała z kim ma do czynienia.
- Grozisz mi? – zadrwiła Olga.
- Ostrzegam.
- Chyba nie będziesz decydowała za swojego brata z kim ma się spotykać, co nie?
- Nie wiem. A Tobie nic do tego. Spadaj stąd. – odparła Wika odwracając się plecami i udając zmęczoną. Olga podnosząc torbę wstała, po czym opuściła budynek szpitalu. Chwilę później znalazła się na Manhattanie i odpalając fajkę oczekiwała na przyjście kogoś z ekipy. Lada moment pojawił się Kacper i Frika.
- Ładnie tak do szkoły nie chodzić? – zapytali odpalając szlugi.
- A wy co tak wcześnie? – rzuciła Olga.
- Skrócili Nam dzisiaj lekcje. Jakieś zebranie, czy coś. Nic nie straciłaś. Może jedynie kartkówkę z matmy.
- Spoko. – syknęła. – Widzimy się jutro.
- No cześć. – rzucili oboje dostrzegając zmianę nastroju Olgi. Chwilę później dziewczyna znalazła się znów pod swoim mieszkaniem, tym razem drzwi były otwarte. Zdjęła buty, po czym chcąc iść do siebie usłyszała jakieś głosy dobiegające z gabinetu mamy.
- Po co wróciłaś? – rozpoznała głos taty.
- Dobrze wiesz, że mamy niezałatwioną sprawę. – odpowiedział nieznany Jej dotąd kobiecy głos.
- Przyjechałaś, żeby to wszystko zburzyć.
- Nie, żeby raz na zawsze z tym skończyć. Chcesz do końca życia oszukiwać swoje dziecko?
- Przymknij się! – krzyknął Jej ojciec. Nastąpiła chwila ciszy, po czym kobieta powiedziała:
- Chcesz żeby twoja córka do końca życia żyła ze świadomością, że jest jedynaczką? Po co masz Ją okłamywać?
- Zburzysz Mi życie! – usłyszała, po czym przez chwilę zamarła. Wbiegła do swojego pokoju i siadając na łóżku zaczęła wałkować każde wypowiedziane słowo.
„ Mam rodzeństwo?” mówił do niej głos przechodzący przez Jej myśli.
- To niemożliwe. – szepnęła czując, jak mała część Jej dotychczasowego życia osuwa się Jej spod stóp.