sobota, 13 lipca 2013

- Wydaje mi się, że zaszła jakaś pomyłka - odpowiedziała zaskoczona kobieta.
- Nie sądzę.
- Proszę stąd iść. To jakieś nieporozumienie. Ja nie mam córki. Nigdy jej nie miałam. Musiałaś się pomylić. Bardzo mi przykro.
- Ale... - nie zdążyła nic dodać. Kobieta, która miała okazać się jej matką, odprawiła ją z kwitkiem.
- Nie przejmuj się. Może to naprawdę pomyłka - rzucił Honoriusz, gładząc ją po plecach.
- To niemożliwe. Przecież wszystko się zgadza. Imię, nazwisko, adres.. Ja tylko chciałam z nią porozmawiać. Dowiedzieć się dlaczego jest tak, a nie inaczej. Chyba nie wymagam wiele?
- Oczywiście, że nie.
- Ja się nie poddam.
- Daj spokój, co chcesz jeszcze zrobić?
- Przyjechałam tu żeby z nią porozmawiać i nie odjadę, dopóki niczego nie będę pewna - odparła - Będę ją męczyć tak długo, aż stwierdzi, że ma już dosyć i sama wszystko mi powie. Zobaczysz. Uda się.
- Mam taką nadzieję.
Miałeś w życiu taki moment, gdy stwierdziłeś, że to już koniec? Gdy dotarło do Ciebie, że wszystko, co dotychczas robiłeś, nie miało najmniejszego sensu? Chciałeś zrobić krok do przodu, ale zawsze cofałeś się w tył? Pragnąłeś tak wiele, a wyszło jak zawsze? Znasz to uczucie, kiedy starasz się ze wszystkich sił, a na mecie okazuje się, że to było niepotrzebne? Jak się wtedy czujesz? Wykorzystany? Niepotrzebny? Samotny? Chciałbyś to naprawić, ale nie masz już sił? Nie przejmuj się. Nic nie jest warte pracy, w którą włożyłeś całe serce.
Pokój w hotelu, który wynajęła dla nich Natalia, był przepiękny. Ogromne okno, które ukazywało miasto nocą, nadawało niesamowitego charakteru. Stonowane barwy, obrazy, lampki, duża wanna w łazience, wygodne łóżko i ten zapach, który stał się niemożliwy do opisania.
- Mama się postarała - rzuciła Olga.
- To jest fakt.
- Myślisz, że robię jej przykrość szukając swojej biologicznej matki?
- Szukasz jej, bo chcesz znać odpowiedzi na dręczące cię pytania. Ale prawdą jest, że twoją matką już na zawsze pozostanie Natalia. To ona cię wychowała, uczyła mówić, pisać i chodzić. Zabierała cię na spacery i kupowała przeróżne zabawki. Ona płakała razem z tobą, kiedy po raz pierwszy musiała zostawić cię w przedszkolu pod cudzą opieką. To ona jest twoją matką, bo tak naprawdę nigdy cię nie opuściła - spojrzał na jej pełne łez oczy, po czym dodał: - Ona nie może mieć ci za złe, że szukasz kobiety, która cię urodziła. Kobiety, która od samego początku nie miała zamiaru być twoją matką. Kobiety, która chciała pozbawić cię życia, nie wiedząc jak wiele mogłaby ci dać. Więc jeśli tak kobieta, z którą dziś rozmawiałaś, kłamie to w rzeczywistości nie zasługuje na bycie kimś ważnym w twoim życiu.
- A jeśli ona boi się przyznać? Może nie chcę wracać do tego co było, bo za bardzo ją to boli. Co jeśli żałuje? Może właśnie teraz dotarło do niej, jak wielki błąd popełniła.
- Chyba trochę za późno, nie sądzisz?
- Nie wiem już co myśleć - szepnęła - Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną.
Świadomość, jak bolesne bywa życie, boli niemiłosiernie. Chwile, w których uświadamiamy sobie, że gorzej już być nie mogło, bywają trudne do zrozumienia. Momenty, gdy tracimy coś bezpowrotnie, wpisują się w naszą pamięć już na zawsze. Jesteśmy ludźmi. Popełniamy błędy. Pochopnie podejmujemy decyzje. Marzymy. Myślami wracamy do przeszłości. Żyjemy. Staramy się każdego dnia coraz mocniej. Aż w końcu odpuszczamy. Codzienność traci swój rytm. Brakuje sensu i celu. Żyjemy, ale nie można tego nazwać normalnym istnieniem między ludźmi. Udajemy. Gramy nie swoje role. Ukazujemy się w fałszywym świetle, przez co tracimy na wartości.
Ten dzień nie należał do pogodnych. Słońce co jakiś czas wyglądało zza chmur, lecz robiło to tylko chwilowo. Co jakiś czas kilka kropel deszczu odbijało się o chodnik.
Miasto żyło już od siódmej godziny rano. Rozbiegani ludzie, pędzące auta, krzyczące dzieci, których mamy odprowadzały je do przedszkola, po drodze rozmawiając o nowym butiku w centrum. Mogłoby się wydawać, że pomimo pogody pół miasta wybiegło na ulice. 
Gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi, zajętymi swoim życiem ludźmi, na ubocznym murku siedziała Olga. Oddalona od tego pędu i hałasu, trzymając papierosa w trzęsących się dłoniach, zastanawiała się nad jednym, dość ważnym pytaniem: DLACZEGO JA?
Czy każdy człowiek na ziemi ma tak skomplikowane życie? Czy można mieć więcej problemów? Jak żyć by mieć nadzieję na lepsze jutro? Co skłania Boga do zrzucania na człowieka ogromnego ciężaru istnienia? Czy można mieć pretensje do samego siebie za to, że nadal tutaj się jest? Jak długo trwa czas, w którym śmierć wydaje się być lepszą opcją niż życie? I co zrobić by funkcjonowanie na tym świecie było najlepszą inwestycją z jaką poradził sobie Bóg?
Skończyła papierosa, po czym podjechała pod biuro wydawnictwa gazety, którego redaktorką naczelną była rzekomo jej biologiczna mama. Dziewczyna schowała się za rogiem budynku by już na wstępie nie odstraszyć od siebie kobiety, gdy ktoś nagle puknął ją w ramię.
- Co ty tu robisz? - zapytała kobieta oczekiwana przez Olgę - Będziesz mnie teraz nachodzić, sterczeć pod moim domem, pracą? Czego ty chcesz dziewczyno? Nie znam cię.
- Jak może mnie pani znać, jeśli nie spędziła pani ze mną ani chwili w moim maleńkim życiu? Nigdy nie podarowała mi pani lalki Barbie, pluszaka ani pierwszej książeczki, z której uczyłabym się czytać? Nie chciała pani czytać mi do snu, chodzić ze mną na spacery, rozmawiać, zacieśniać więzi. Chcę tylko wiedzieć dlaczego. Co ze mną było nie tak?
- Chodźmy do środka - zaproponowała, wskazując dłonią drzwi.
Wnętrze ogromnego budynku było przepełnione błyszczącymi się płytkami. Na pierwszy rzut oka można by stwierdzić, że co minutę porusza się tu kontrola czystości w białych rękawiczkach. Na wejściu znajduje się okrągłe biurko, za którym pałęta się kilka kobiet. 
Olga podąża za kobietą, która przez minutę ich pobytu tutaj odpowiedziała "dzień dobry " co najmniej z pięćdziesiąt razy. Co jakiś czas korytarzem przemieszcza się mężczyzna ubrany na szaro, z wielkim aparatem zawieszonym na szyi - paparazzi. 
W końcu są już na miejscu. Ogromne biuro, przepełnione masą szkła. Duże okna ukazujące centrum, przeszklone drzwi i ściany dookoła nich, i ta niesamowita czystość. Biuro redaktor naczelnej znajduje się na ostatnim piętrze na samym końcu korytarza.
- Ładnie tutaj - rzuciła Olga.
- Dziękuję.
- Nie chcę komplikować pani życia, zmieniać go czy cokolwiek innego. Przyjechałam tutaj żeby się czegoś dowiedzieć..
- A więc szukasz mamy, tak? - przerwała jej. - Możemy napisać ogłoszenie w gazecie. Zaprowadzę cię za chwilę do odpowiednich osób, które się tym zajmą. Jutro wychodzi nowe wydanie, więc powinniśmy jeszcze zdążyć.
- Słucham? Przecież..
- Masz złe dane, dziewczyno. Nie wiem kto cię tu przysłał ani po co, ale to nie ja jestem twoją matką. Mam synka i męża. Nigdy wcześniej nie miałam dziecka, a tym bardziej córki.
- Dlaczego pani kłamie? Boi się pani przyznać? Ja niczego nie chcę, żadnych pieniędzy czy pomocy. Chciałabym tylko usłyszeć prawdę.
- Słyszysz ją od samego początku.
Życie nie zawsze jest takie, jakie byśmy pragnęli. Czasami coś nie idzie po naszej myśli, nie wygrywamy, marnujemy ostatnią szansę. Bywa, że los jest okrutny i przez całe życie będziemy zmuszeni szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Choć tak bardzo się staramy, nadal nam nie wychodzi. Być może to nie nasza wina. Może tak właśnie ma być? Może Bóg tak chciał? Może w przyszłym życiu będzie lepiej? A może teraz musimy się namęczyć, by po uzyskaniu celu, stwierdzić, że było warto?
W południe na niebie nie było już żadnych chmur. Wyszło za to słońce i ludzie w krótkich spodenkach. 
- Byłaś u niej? - zapytał Honoriusz, pomagając przesiąść się jej z wózka na łóżko.
- Tak. I nic nie wskórałam.
Opowiedziała mu cała historię z ogromnym biurem, ludźmi i propozycją opublikowania ogłoszenia w gazecie.
- Żenujące. Ta kobieta jest śmieszna.
- Może to jednak nie jest moja matka?
- To się okaże - odpowiedział - Rozmawiałem z twoja mamą, musisz zadzwonić do psychologa, bo opuściłaś wizytę.
- Jasne - rzuciła, kładąc się na łóżku. Przypomniała sobie czas, gdy była w przedszkolu na zorganizowanym przyjęciu z okazji Dnia Matki. Wszędzie wisiały kolorowe balony, w tle leciała spokojna muzyka, a w oddzielnym pokoju, gdzie na swój występ czekały wszystkie dzieci, panował chaos. Gdy nadszedł czas rozpoczęcia wszystkie dzieci rządkiem wyszły zza kurtyny i ustawiły się w ułożonej wcześniej konstrukcji. Naprzeciwko, jako widownia, zasiadły wszystkie mamy, dumne ze swoich małych pociech. Zabrakło tylko jednej osoby - jej mamy. Zapomniała, choć tłumaczyła się przedłużonym dyżurem w szpitalu. Często nie było jej wtedy, gdy stawała się potrzebna, czyli zawsze.
- To źle zastanawiać się, która mama byłaby dla mnie lepsza, gdybym znała je obie od początku? - rzuciła, wyrywając się z przytłaczających myśli.
- To normalne. Nie przejmuj się tym, co masz w głowie. Za dużo było tego wszystkiego w ostatnim czasie. - odpowiedział Honor, przytulając ją do siebie. Uśmiechnął się, po czym pocałował ją w czoło i dodał: Zadzwoń do psychologa. Pójdę w tym czasie po coś do jedzenia.
W trudnych chwilach najważniejsza jest obecność drugiego człowieka. Trzeba czuć, że ktoś jest obok, że nie jest się samym w tym zagmatwanym świecie, że zawsze można na kogoś liczyć, że mamy w kimś oparcie, że nie doskwiera nam samotność, że kochamy i ktoś kocha nas, i właśnie ta miłość powinna być głównym drogowskazem w naszym życiu.
- Dzień dobry, z tej strony Olga.
- Witaj, miło, że zadzwoniłaś. - odpowiedziała kobieta. - Co u ciebie?
- Beznadziejnie.
- Słyszałam o tym gdzie jesteś i w jakim celu.
- Myśli pani, że źle zrobiłam?
- To był twój wybór. Żałujesz?
- Fakt czy było warto, czy też nie stwierdzę na samym końcu. Nie poddałam się jeszcze.
- Musisz walczyć o swoje.
- A co jeśli tutaj nic nie jest moje?
- Nieważne, dąż do doskonałości. Pamiętaj, że niezależnie jaką drogę wybierzesz, ona zawsze dokądś się poprowadzi. Możesz zabłądzić, zwątpić albo odpuścić. Może też okazać się, że weszłaś do ślepej uliczki. Ale nie możesz się zatrzymywać. Idź przed siebie, choćbyś miała robić to na kolanach. Bierz garściami to, co twoje. Zasłużyłaś sobie na to.
Ludzie często naklejają na twarze sztuczne uśmiechy. Udają. Chcą przez chwilę byś kimś innym. Wchodzą w inny świat, w chwilowe nowe życie. Kłamią. Oszukują. Po co? Aż tak źle jest im w rzeczywistości? Nie. Oni szukają wzniesienia, czegoś co pokaże im jak żyć. Chcą zacząć od nowa, od podstaw. Są w błędzie. Żeby stać się kimś innym nie trzeba za czymś gonić ani czegoś szukać, wystarczy spojrzeć w głąb siebie, w serce, które za każdym razem powie to samo: urodziłeś się by być tym, kim jesteś.
- Jak rozmowa? - zapytał Honoriusz, wnosząc do pokoju masę owoców.
- W porządku. - odpowiedziała, uśmiechając się. - Uwielbiam owoce.
- Wiem o tym doskonale.
Jedzenie w łóżku, z ręki do ust jest jedną z wielu najprzyjemniejszych rzeczy pomiędzy dwojgiem ludzi. Chwilowe, ale głębokie spojrzenia, uśmiechy, dotyk, rozmowa szeptem to wszystko sprawie, że łatwiej jest się do siebie zbliżyć.
- Honor.
- Tak?
- Dziękuję ci za wszystko.
- Przestań. Przecież wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko, bo cię.. - nie dokończył, nie musiał, Olga zrobiła to za niego, zamykając ich usta w pocałunku z krótkim "Ja ciebie też".

niedziela, 14 kwietnia 2013

Szczęściarz. Człowiek, któremu wszystko jest po drodze. Nie przegrywa. Nie cierpi. Niezależnie w co włoży ręce, zawsze mu się to uda. Nie potyka się. Nie upada. Nie wie co to pech. Nosi przy sobie czterolistną koniczynkę? Codziennie spotyka kominiarza? Czarny kot nigdy nie przebiegł mu drogi? Ma w domu milion porcelanowych słoników z podniesioną trąbą? Nie. Po prostu jest szczęściarzem, wielkim przeciwieństwem mnie - dziewczyny wiecznie nienawidzącej życia.
Serce człowieka waży 300 gram. Ale w tamtej chwili czuła, jakby miało ono co najmniej kilogram więcej. Coś nie pozwoliło jej wydusić z siebie ani słowa. Z trudem łapała powietrze, a słone łzy sunęły po jej policzkach. Dłonie miała zaciśnięte w pięści. Była gotowa do walki. Ale z czym? Z własnym życiem? Z rzeczywistością? Z niesprawiedliwością? Sama ze sobą?
- Dlaczego te wszystkie złe rzeczy, ciągle przytrafiają się mnie? - zapytała, patrząc oczami, w których właśnie upadała nadzieja.
- Tak mi przykro, kochanie.. - wyszeptała Natalia, przytulając córkę.
- Już się przyzwyczaiłam. - rzuciła z irytacją. - Zawsze powtarzasz, że jest ci przykro. Mam już tego dość! Co jeszcze przede mną ukrywasz? - krzyczała, a łzy paliły jej policzki. - Nienawidzę cię. Nienawidzę tego domu. Nienawidzę swojego życia. I wiesz co? Żałuję, naprawdę cholernie żałuję, że wtedy nie umarłam.
Życie nigdy nie jest usłane różami. Zdarzają się tylko takie momenty, krótkie chwile, gdy wydaje się, że mamy to, czego pragnęliśmy. Z czasem okazuje się, że to był tylko przedsmak tego, co mogliśmy mieć, bo przecież znów się nie udało.
Temperatura na słońcu dochodziła prawie do czterdziestu stopni. Wiatr nie dawał znaku życia, a na niebie nie gościła ani jedna chmura. Dla przyjezdnych była to idealna pogoda na wykorzystanie swoich wakacji w pełni. Na plaży trudno było o jakieś wolne miejsce. Nawet z trudem można było dostrzec piasek. Wszędzie leżały ręczniki, ludzie opalający się, czytający gazety lub książki, słuchający muzyki, przyglądający się wyczynom siatkówki plażowej, gdzieniegdzie pałętały się małe dzieci, a ludzie aktywni fizycznie spędzali swój czas w morzu.
- Połowa z tych ludzi to turyści. - rzuciła Olga, bacznie przyglądając się plażowiczom. - Przyjechali tu na wakacje, aby odpocząć, spędzić miło czas z rodziną albo ze znajomymi. Zostawili swoje zmartwienia i problemy w domu albo tak naprawdę w ogóle ich nie mają. Popatrz na nich! - wskazała palcem na dwójkę dzieci, budujących zamek z piasku. - Są szczęśliwe, a jedynym ich zmartwieniem jest to, czy fala zniszczy ich budowlę, czy też przetrwa ona dzisiejszy dzień.
Honoriusz przykucnął obok niej i wskazał palcem na chłopczyka, stojącego na brzegu morza.
- Spójrz, kilka metrów dalej, w wodzie czeka na niego ojciec i co chwilę woła go, żeby w końcu pokonał swój lęk i wszedł. Ale ten mały się boi. Jak myślisz, czego?
- Znając wyobraźnię dzieci to pewnie myśli, że pod wodą skrywa się potwór albo olbrzymi rekin, który odgryzie mu nogi i będzie wtedy wyglądał tak, jak ja.
- Nie. - odpowiedział, łapiąc ją za rękę. - Boi się o własne życie. Boi się, że jeśli wejdzie to już nie wyjdzie. Boi się, że się utopi, bo swoje poprzednie lekcje odbywał na basenie, gdzie podłoga była klarowna i łatwa do określenia. Boi się nieznanego, a przecież życie jest od tego, by pokonywać swoje lęki. Walczyć z nimi. I wygrywać, rzecz jasna.
- Uważasz, że powinnam walczyć ze swoim życiem?
- Nie. Powinnaś być ponad swoje życie. Bo jak na razie to los Tobą rządzi, a przecież powinno być odwrotnie.
- Chyba już za późno na podejmowanie jakichkolwiek wyzwań. - rzuciła, spoglądając w jego tęczówki.
- Na to nigdy nie jest za późno.
Nie żałuj, jeśli podjąłeś się czegoś, co nie wyszło. Nie rezygnuj tak od razu. Nie poddawaj się. Może to nie był Twój dzień. Może trzeba spróbować ponownie. Musisz się starać i wierzyć, że się uda. Warto mieć nadzieję, naprawdę.
- Jak się czuję? Jakby ktoś wyrwał mi część serca. Ktoś zły i niedobry podszedł do mnie i bez skrupułów pozbawił mnie pięknych momentów. To boli. Każdego dnia coraz bardziej. Czasami wydaje mi się, że serce zwalnia swoje tempo. Jakby zrozumiało, że dalsze istnienie tutaj nie ma już sensu.
- Czym na obecną chwilę jest dla ciebie życie? - zapytała psycholog, notując coś w swoim zeszycie.
- Życie.. - zaczęła Olga, przewracając to słowo na języku. Próbowała znaleźć odpowiedniego określenia. Chciała jakoś nazwać to, w czym obecnie tkwiła. - Życie jest niczym. Jeśli moje ma być takie do końca, nie chcę go.
- Dlaczego?
- Już wystarczająco wszystko się popieprzyło. Czas powiedzieć "dość". Ja nie mam sił by walczyć. Każdy dzień odbiera mi ochotę na ponowne spojrzenie na ten beznadziejny świat.
- Może patrzysz na świat ze złej strony?
- Jest jedna..
- Nie, moja droga, istnieją cztery strony świata.
Co jeśli wiem, że już nigdy nie będzie lepiej? Niezależnie od tego co powiedzą inni i w jaki sposób będą próbowali przemówić mi, jak jest - ja i tak będę wiedziała lepiej. Jestem na przegranej pozycji. Chyba już od urodzenia.
- Powiedz coś, proszę. - szepnęła Natalia, wycierając policzki mokre od łez. Olga wpatrzona w przeciwną stronę, podziwiała krajobraz zza okna samochodu. Wiatr rozwiewał jej włosy, a w aucie nadal panował upał, którego za nic w świecie nie dało się opanować. - Jak było na spotkaniu z psycholog?
- W porządku. - rzuciła.
Do domu zostało im jeszcze dziesięć kilometrów, czyli jakieś dziesięć minut rozmowy, a raczej monologu.
- Co robisz?! - krzyknęła Olga, widząc jak Natalia hamuje i zjeżdża na pobocze, załączając światła awaryjne.
- Powiedzmy, że mamy krótką kolizję auta.
- Nie będę z tobą rozmawiać.
- Jesteś tego pewna?
Podobno rozmowa pomaga. Dodaje otuchy, przedstawia całą sytuację z innej, czasami lepszej strony. Druga osoba próbuje przemówić do nas, że następnym razem będzie lepiej, że nic się nie stało, warto spróbować jeszcze raz. I tak bez końca. Ale jeśli jest się zamkniętym wewnątrz siebie, jeśli coś blokuje i nie pozwala na żadne ludzkie odruchy, wtedy nie ma już żadnego ratunku. Nie pomoże rozmowa, kawa, a nawet papieros. Na złamane serce nie ma lekarstwa.
- Kocham cię i nigdy nie pozwoliłabym cię skrzywdzić..
- A mimo to sama ciągle to robisz. - przerwała jej Olga.
- Pozwól mi skończyć. - rzuciła. - Zostałaś mi tylko ty. Jesteś jedyną osobą, którą darzę tak olbrzymim uczuciem. Nie wyobrażam sobie żeby ktoś inny mógł mi ciebie zastąpić. Nie ma drugiej tak cudownej córki jak ty. Ja... nie mogę mieć dzieci. Zaszłam w ciążę, gdy byłam w liceum. Wtedy, wydawało się to ogromną katastrofą. Czekała mnie przecież matura, studia. Nie byłam odpowiedzialna w tamtych czasach. Nie chciałam tego dziecka. Nikomu nie powiedziałam o ciąży, choć wiedziałam, że w końcu i tak prawda wyjdzie na jaw. Aborcja nie wchodziła w grę. W ogóle nie wiedziałam gdzie miałabym z tym wszystkim pójść. Byłam zupełnie sama.
- A ojciec..? - zapytała zaskoczona Olga.
- Ojciec.. Postanowiłam, że nie będę mu mówić. Nie był mężczyzną, który idealnie pasowałby do roli ojca. Wolałam zachować ten fakt dla siebie. - przerwała, by wziąć haust świeżego powietrza. - Byłam w 3 tygodniu ciąży. Jechaliśmy w góry na wycieczkę klasową. Duży wysiłek, wspinanie się, cały czas musiałam być w ruchu. Podczas jednej z wypraw na szczyt, strasznie źle się czułam. Zrobiło mi się słabo, zemdlałam. W szpitalu dowiedziałam się, że poroniłam. Powiedzieli mi, że już nigdy nie będę mogła mieć dzieci.
- Przykro mi. - szepnęła, trzymając dłoń matki.
- Po studiach tak bardzo pragnęłam mieć dziecko. Byłam już żoną, miałam pracę, dom i ogród. Brakowało tylko małego szkraba kręcącego się po kuchni. Później stało się tak, jak chciałam. Pojawiłaś się ty. Mój mały cud. Największym problemem okazało się wybranie momentu, w którym musiałabym uświadomić ci, że jesteś adoptowana. Miałam zrobić to, gdy miałaś 7 lat? 12? Czy teraz, wiedząc, że nie odbierzesz tego nadzwyczaj dobrze?
- Więc wolałaś nie mówić mi wcale.
- Nie, to nie tak. Chciałam, i to wiele razy. Po prostu się bałam. Bałam się, że cię stracę, a tego bym nie przeżyła.
- Moja prawdziwa mama..
- Żyje.
- Chciałabym z nią porozmawiać. - rzuciła Olga pewnym siebie głosem.
Podejmowanie decyzji niesie za sobą konsekwencje. Może właśnie dlatego wiele osób rezygnuje i swoje życie oddaje w ręce losu. Ludzie zwyczajnie się boją, tego co będzie "po" i czy bardzo zmieni to ich obecną sytuację. Zdecydowanie się na coś, zmienia wszystko co dotychczas było normalne. Pojawia się coś innego, nowego. Może dlatego tak często mówimy "co ma być to będzie ", bo po prostu boimy się o swoje własne życie, którego przecież tak bardzo nienawidzimy.
- Powiedz, że to nie jest zły pomysł. - rzuciła Olga, wpatrując się w Honoriusza.
- Po co ci to spotkanie?
- Chcę ją poznać. Chcę się dowiedzieć, dlaczego mnie oddała. Nie zostawię tak tego. Z tobą czy bez ciebie, pojadę tam.
- Przecież nie puszczę cię samej. - szepnął.
Dziewczyna odwzajemniła jego uśmiech, po czym zamknęła oczy, napawając się ciepłem słońca, wpadającego przez otwarte okno. Delikatny powiew wiatru przywiał wspomnienia z zeszłych wakacji. Plaża, gorący piasek, słońce, szum morza, boisko i piłka. Jej pasja, którą dawniej tak systematycznie pielęgnowała, teraz stała się tylko pięknym powrotem do przeszłości.
- Co będzie z nami? - zapytał Honor, wyrywając ją z zamyślenia. Nie zdążyła odpowiedzieć, gdy drzwi pokoju otwarły się i do środka weszła Natalia.
- Znalazłam wszystkie dane. - powiedziała, podając Oldze kilka spiętych kartek. - Mimo wszystko, nadal nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Może najpierw do niej zadzwonisz..
- Wiadomość o tym, że jakaś obca kobieta jest moją matką, była dla mnie niespodzianką. Więc dlaczego ja nie miałabym odwdzięczyć się jej tym samym?
Honoriusz pomógł jej wsiąść do auta, po czym obiecał Natalii, że jak tylko dojadą, zadzwoni.
- Jesteś pewna? - zapytał.
- Tak.
Przekręcił kluczyki w stacyjce, chwilę później znikając z pola widzenia Natalii.
- Zatrzymaj się. - rzuciła Olga, kiedy dojeżdżali do wyjazdu z miasta. - Muszę zapalić.
- Wszystko w porządku? - zapytał, wyłączając silnik.
- Nie. Nic ostatnio nie jest w porządku. Naprawdę, wolałabym nie istnieć. Każdy dzień przynosi nową informację, to już mnie przerasta. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Nie wiem czy warto czekać do jutra.
- Zobaczysz, wszystko się ułoży.
- A co jeśli nie?
Byłeś kiedyś czegoś tak bardzo pewien, że mógłbyś obstawić o to własne życie? Odpowiedź brzmi: nie. Bo zawsze pojawia się jakiś cień wątpliwości. Zawsze świta w głowie, jedno ciche: a co by było, gdyby..? Nigdy nie będziesz w stanie powiedzieć: tak, możesz mnie zabić, jeśli się mylę. Bo w jakimś małym procencie, w którymś szczególe - na pewno popełniłeś błąd. Nie ufaj własnemu przeczuciu ani nie obstawiaj zbyt wiele, gdy pokrywasz to krótkim "tak mi się wydaje".
- Dlaczego nie śpisz? - zapytał Honor, widząc zmęczone oczy Olgi.
- Ty też nie zatrzymałeś auta, żeby choć na chwilę się położyć.
- Bo zaraz jesteśmy na miejscu.
- Co?! - krzyknęła dziewczyna, rozglądając się dookoła.
- Szczecin, mała. - rzucił Honor, całując ją w policzek. - Robimy jakąś przerwę?
- Przydałoby się.
Zatrzymali samochód na parkingu i przez dłuższą chwilę obydwoje milczeli.
- A co jeśli zamknie mi drzwi przed nosem?
- Bez przesady.
- Albo wyśmieje mnie prosto w twarz..
- Przestań snuć jakieś historie. - rzucił, łapiąc ją za rękę. - Nie znasz jej. Nie możesz na tą chwilę nic powiedzieć.
- A szkoda. - szepnęła, kładąc głowę na jego ramieniu.
Ludzie nie doceniają życia. Nie potrafią czerpać z niego jak najwięcej. Nie umieją się cieszyć. Są zabiegani i nie dostrzegają piękna, jakie w sobie kryje świat. Ciągle tylko: praca-dom, praca-dom. Rozejrzyjcie się dookoła, spójrzcie w niebo gwieździstą nocą, wstańcie o poranku. Żyjcie. Korzystajcie dopóki możecie. Cieszcie się z tego, co macie, bo nigdy nie wiadomo, czy nadejdzie jutro.
Zaparkowali kilka domów wcześniej. Bogata dzielnica. Ogromne apartamenty z basenem, wielkim ogrodem. Żeby dostać się pod drzwi domu, trzeba było doskonale przejść ankietę pytań przez domofon przy bramie.
- Chciałabym porozmawiać z panią Anną Szymańską. - rzuciła Olga, z coraz mniejszą nadzieją na powodzenie tej wizyty.
- W jakiej sprawie?
- Osobistej.
Głos po drugiej stronie zamilkł i kilka metrów dalej drzwi domu otworzyły się. Wyszedł z nich ten sam mężczyzna, z którym przed chwilą rozmawiała. Miał około pięćdziesiąt lat, może trochę więcej. Na ręce niósł małe dziecko, a tuż za nim dreptał pies.
- Słucham. - zaczął. - O co chodzi?
- Czy mieszka tutaj pani Anna Szymańska?
- Tak. Jestem jej mężem, a o co chodzi?
- To prywatna sprawa. Czy mógłby pan..
Nie zdążyła dokończyć, gdy mężczyzna zaczął krzyczeć:
- Ania! Ktoś do Ciebie. - uśmiechnął się, gładząc po głowie dziecko. - Ania!
Chwilę później z domu wyszła młoda kobieta. Po przeczytaniu kart, danych jej przez Natalię, wychodziło, że miała ona 35 lat.
- Jakieś ulotki, promocje? - rzuciła na wejściu.
- Nie.
- Chcecie coś sprzedać? Zbierasz pieniądze na protezę, żebyś nie musiała jeździć na wózku, tak?
- Nie.
- To o co chodzi?
Była blondynką, proste włosy sięgały jej do ramion. Na oczach malował się uśmiech, choć usta w żadnym stopniu nie wskazywały na radość. Nie była zbyt wysoka, ale za to niesamowicie szczupła. Mężczyzna stojący za nią, starszy o około 20 lat, to jej mąż. To dziecko, które trzymał na rękach, pewnie jest ich synem.
Olga przetarła oczy, nim uświadomiła sobie, że przez cały czas płacze.
- Co się dzieje? - zapytała kobieta.
- Mam na imię Olga i jestem pani córką.

niedziela, 10 marca 2013

" Co czujesz, gdy przegrywasz walkę? Wstyd, bo przecież wszystko co zrobiłaś, mogłaś wykonać sto razy lepiej. Zawód, bo tak bardzo wierzyłaś w swoje umiejętności. Złość, bo gdzieś głęboko coś rozdziera Cię na kawałki i krzyczy, że jesteś słaba. Zazdrość, bo przecież chciałabyś być na miejscu zwycięzcy, po to tutaj jesteś. Schodzisz ze sceny, otrzymujesz gratulacje, oklaski i podziękowania. Uśmiechasz się wymuszenie. Później siadasz i prowadzisz wewnętrzną walkę ze sobą. Po co? Podnieś głowę i otrzyj łzy. Napraw błędy i wracaj na scenę. Przecież potrafisz. Dasz radę. Jesteś tu po to, aby walczyć. Nazwij siebie zwycięzcą, a później się nim stań. Zbyt trudne? Nie przesadzaj. Po prostu uwierz w siebie."
Wakacje to czas, na który każdy czeka z ogromnym utęsknieniem. Długie wieczory, plaża, słońce, które rozpala do granic możliwości, wyjazdy za granicę, bezchmurne niebo, multum ludzi na ulicach. Wakacje to odpoczynek. Dwa miesiące wolności.
- Pamiętasz jak wspaniale gra się w piłkę, gdy piasek parzy w stopy? Albo jak przyjemnie jest wrzucić się do morza po wycisku na boisku? Ja pamiętam. I będę pamiętać. Bo tylko to już mi pozostało. - powiedziała Olga, spoglądając na rozpromienionych ludzi, wylegujących się na plaży.
- Daj spokój. Przecież chodzimy na rehabilitację.
- Nie bądź śmieszny. Chyba nie powiesz, że wierzysz, że to mi w czymś pomoże. Nie czuję się lepiej.
- To dopiero początek. - rzucił Honoriusz, chwytając dziewczynę za rękę.
- To koniec, braciszku, to właśnie jest koniec.
" Gdy jest źle i masz stuprocentową pewność, że tak będzie już zawsze, najlepszym wyjściem jest z tym skończyć. Najchętniej skoczyłoby się z mostu wprost pod nadjeżdżające auto. Życie nie jest łatwe i nigdy takie nie było. Ale jeśli od początku robiliście sobie nadzieję, że takie właśnie będzie to radzę jak najszybciej z tym skończyć. Bo nie ma nic gorszego, niż wiara, że jest dobrze. A co gorsza, nadzieja, że wszystko samo się jakoś ułoży. Jeśli zostawisz bieg życia losowi, to tak, jakbyś jedną nogą stał na krawędzi, która albo Cię utrzyma albo zabije. Walcz o swoje. Bo warto."
- Ja naprawdę chciałam to zrobić. - szepnęła, opuszkami palców dotykając ran na ręce. -  Pragnęłam śmierci. Tak bardzo chciałam stąd odejść. Brzydziłam się wszystkim, a kiedy chciałam pomyśleć o przyszłości to nie mogłam, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam ulokować gdzieś w przestrzeni kogoś takiego, jak ja.
- Nie żałujesz?
- Nie.
- To znaczy, że mogłabyś zrobić to jeszcze raz? - zapytała kobieta.
- Mogłabym. Każdy by mógł. Ludzie codziennie zmagają się z problemami, których najchętniej by się pozbyli. I jest na to jeden sposób - śmierć.
- Mimo wszystko ludzie radzą sobie inaczej. Walczą.
- Bo są silni.
- Ty też jesteś.
- Bez czucia w nogach? Czy według pani kaleka to osoba silna? Która poradzi sobie w życiu sama? Która może wyjechać na wycieczkę, pływać w ocenie i wspiąć się na szczyt góry? Czy kaleka to osoba, która bez względu na wszystko pokona to, co przygotował dla niej los?
- Kaleka to przede wszystkim człowiek. A ludzie z natury są stworzeni do walki, którą ty z góry założyłaś za przegraną.
- Bo nie mam szans. Bo jestem słaba. Bo nie dam sobie rady.
- Kto Ci tak powiedział?
" Jest przy Tobie zawsze, w każdej sytuacji. Niekoniecznie niesie pomoc. Czasami tylko łagodzi ból. Nie kłamie, ale też nie do końca mówi prawdę. Jest przydatna w sytuacjach bez wyjścia, wtedy gdy tylko ona jedyna nam pozostaje. Nadzieja. "
- Honor. - wyszeptała, spoglądając na jego zamyślone oczy. - Nie mogę Ci obiecać, że to się nie powtórzy. Nie mam żadnej pewności, że któregoś wieczoru, nie zechcę sobie odebrać życia, tylko dlatego, że coś wyprowadziło mnie z równowagi albo ponownie chciałam pomarzyć o przyszłości. Nie chcę niczego przyrzekać..
- Przestań. - syknął, zrywając się z łóżka. - Czy ty w ogóle się słyszysz? Nie możesz mi obiecać, że dożyjesz jutra. Za godzinę pójdę do domu, pożegnamy się, a podczas, gdy ja będę mijał kolejne zatłoczone ulice, ty podetniesz sobie żyły. Fantastycznie.
- Nie mów tak. Nie o to mi chodziło..
- A o co? - krzyknął. - Każdej nocy boję się zasnąć. Tylko dlatego, że nie mam pojęcia, co u Ciebie. Nie wiem, czy żyjesz, czy śpisz, jesz, bierzesz prysznic. Musiałbym być obok Ciebie przez cały czas. Może wtedy uwierzyłbym, że jest w porządku.
- Nigdy nie było w porządku. Cały czas coś się pieprzy. Ojciec, wózek, Ty. To wszystko spadło tak nagle. Nie miej do mnie pretensji, że sobie nie radzę.
- To, że sobie nie radzisz, nie znaczy, że masz się zabijać! Spójrz na mnie. Kochasz, prawda? Zależy Ci? Bo mi bardzo. Nie niszcz tego. Jestem przy Tobie. Wiesz o tym. Pomogę Ci przez to przejść. Razem damy sobie radę. Tylko popatrz w moje oczy i przyrzeknij, że nigdy więcej nie spróbujesz znów odebrać sobie życia. - wyszeptał, ściskając Jej kruche dłonie, na które co chwilę spadały krople łez. - Obiecaj mi. - powiedział, czując jak serce szalenie uderza w klatce piersiowej. Ściskał jej ręce coraz mocniej, jakby tym samym chciał przyspieszyć Jej odpowiedź. Ale poza kilkoma słonymi łzami na Jego dłoniach, w pomieszczeniu pozostał tylko trzask drzwi.
" To uczucie, gdy gubisz się w swoich czterech ścianach. Gdy nie odnajdujesz się wśród ludzi, którzy od lat są dla Ciebie jak rodzina. Gdy żadne słowa już nie trafiają, bo wchłaniasz je jak powietrze. Gdy każdy poranek jest taki sam, a codzienność staje się monotonna. Gdy czujesz, że nikt nie jest w stanie Ci pomóc, bo tak naprawdę wcale nie masz na to ochoty. Gdy wiesz, że jest źle, ale nie pragniesz wychodzić z tego wszystkiego. To uczucie, gdy jesteś tak bliski śmierci i nie masz zamiaru z tym nic zrobić, bo na wyciągnięte w Twoją stronę ręce, nie okazujesz ani krzty człowieczeństwa. "
- Skarbie, już wróciłam. - oznajmiła zdyszana Natalia, kładąc na stół torby z zakupami. - Co dziś robimy na obiad? - zapytała, spoglądając na wylegującą się przed telewizorem córkę.
- Nie wiem, mamo. Może jakąś zupę. - rzuciła oschle.
- Wszystko w porządku?
- Kiedy ostatnio coś było w porządku?
- Porozmawiajmy. - zaproponowała Natalia.
- Nie mam na to ochoty. Każdy chce ze mną rozmawiać. Honor, Ty, psycholog, znajomi wciąż wydzwaniają. Ja po prostu nie chcę się nikomu zwierzać. Nie chcę mówić co u mnie i jak się czuję, bo tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć pustki, która w jakiś niemożliwy sposób zajmuje całe moje wnętrze. Osiadła już na płucach, bo z trudem łapię powietrze. Na mózgu, bo nie potrafię racjonalnie myśleć. No i rzecz jasna na sercu, bo ja już chyba nie potrafię kochać, mamo.
- Córeczko, nie mów tak. - szepnęła kobieta, przytulając Olgę do piersi. Gładziła Jej włosy, co jakiś czas całując w czoło. - Problem byłby wtedy, gdyby nikt nie chciał z Tobą rozmawiać. A sama stwierdziłaś, że telefon nie przestaje dzwonić. Ludzie nadal Cię kochają. Chcą z Tobą rozmawiać, bo chcą Ci pomóc.
- Wiem o tym, tylko.. - przerwał Jej dzwonek do drzwi. Natalia pospiesznie ruszyła otworzyć, po czym w drzwiach ujrzała matkę Honoriusza.
- Wpuścisz mnie czy będziemy tak stały? - rzuciła oschle kobieta, wchodząc do mieszkania.
" Dziś? Niby dzień jak co dzień i niby wszystko jest na miejscu. Ale wystarczy wziąć haust świeżego powietrza, by odczuć, że coś jest nie tak. Słońce ukryło się gdzieś za obłokiem chmur, choć miało być gorąco. Planowana impreza od tygodnia, została odwołana. Przyjaciel złamał rękę, a brat przeprowadza się do kumpli. Jest inaczej. Serce bije w odmiennym rytmie. Raz szybciej, a raz wolniej. Może jestem chora? Nie. Zakochana? Też nie. To tylko życie, które dawniej niedocenione, teraz pokazuje swoją wagę. "
- Honor, musisz tu jak najszybciej przyjechać. - rzuciła Olga do słuchawki telefonu.
- O co chodzi? - zapytał ze spokojem.
- Twoja mama jest u mnie.
- Co?! - krzyknął, niemalże upuszczając komórkę.
- Nie wiem o co chodzi. Jestem w łazience, bo to niby "rozmowa dorosłych". Cały czas szepczą. Może ty coś wiesz?
- Zaraz będę. - uciął krótko, kończąc połączenie.
Z pełną precyzją i delikatnością Olga uchyliła drzwi łazienki.
- Chyba nie powiesz mi, że życie z kłamstwem jest przyjemne? - rzuciła zdenerwowana kobieta.
- To nie tak. Setki razy rozmawiałam o tym z mężem i wcale nie podobał mi się pomysł ukrywania tego faktu, ale to była jego decyzja.
- A ty musiałaś się mu podporządkować, tak? Idealna żona, matka. Bzdura. Okłamujesz własne dziecko przez osiemnaście lat jego życia.
- Mamo. - szepnęła Olga. - Chcesz mi coś powiedzieć?
" Życie zaskakuje na każdym kroku. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co nas czeka. Można planować spotkania, układać harmonogram dnia, przygotowywać się do ważnych egzaminów, a los i tak zrobi wszystko po swojemu. Nie warto nastawiać się z góry albo cieszyć się przedwcześnie. Należy iść do przodu, krok w krok z przeznaczeniem. "
W wieku dziesięciu lat Olga wraz ze swoim ojcem wybrała się na weekend w góry. Nie pamięta wakacji, na których byłaby z nimi Natalia. Wyjątkiem było pojawienie się na plaży, mieszącej się niedaleko domu. Dla niej najważniejszym celem było utrzymać mieszkanie i wychować dziecko. Nie potrzebowała leniuchować, wylegiwać się na plaży, wspinać po skałach, czy spać pod namiotem. Uwielbiała swoją pracę i często stawiała ją ponad dobro rodziny. Była ogromnym przeciwieństwem swojej córki, która uwielbiała podróże.
Niebo było czyste, a mimo to tego dnia nie zagościło słońce. Przed wyprawą na wysoką górę, instruktor dokładnie zabezpieczył Olgę i jej ojca.
- Nie masz się czego bać. - rzucił. - Cały czas będę obok Ciebie.
Te słowa jakby trochę dodały jej otuchy, bo krótko po nich Olga miała za sobą kilka metrów stromej skały. Była silną i wysportowaną dziewczyną. Świetnie dawała sobie radę w przeróżnych wyczynach.
- Moje ręce. - szepnęła, zaciskając jak najmocniej zęby.
- Nie poddawaj się, skarbie. Już prawie jesteśmy.
Ciężko dysząc Olga położyła się na samym szczycie, szeroko uśmiechając się do ojca.
- Kocham Cię, tato. - rzuciła.
Odwzajemnił jej słowa, po czym dodał:
- Pamiętaj, nigdy nie możesz poddawać się w połowie drogi. Jeśli już zaczęłaś coś robić, skończ to. Niezależnie z jakim skutkiem, czy efektem. Podjęłaś się jakiegoś zadania to doprowadź je do końca. Nie rezygnuj i nie mów, że nie warto. Nie odpuszczaj, gdy wiesz, że możesz wygrać. Nie wmawiaj sobie, że nie dasz rady. Nabierz powietrza w płuca i brnij do przodu. Stań oko w oko z własnymi słabościami. Później uderz i tym samym rozpocznij walkę. A następnie ją wygraj, bo stać Cię na to.
- To wielkie słowa.
- Zapamiętaj je, bo gdy kiedyś będziesz się w połowie wahać, mnie może już tutaj nie być.
" Miłość. Uczucie tak silne, że samo słowo zapiera dech w piersiach. Miłość nie ma swojej definicji. Nie można powiedzieć, że to więź silna, wręcz nierozerwalna. Że to szybciej bijące serce, które od wnętrza rozpiera klatkę piersiową. Że to czysta radość i niesamowicie wesołe oczy. Miłość jest nie do opisania, a na świecie istnieje zbyt mało słów, które tak naprawdę mogłyby ukazać to uczucie w rzeczywistym świetle. "
- Znów mnie okłamujesz, coś ukrywasz. I to przez całe moje życie, tak? Dobrze słyszałam? - krzyczała zdenerwowana Olga.
- Skarbie to nie tak..
- Przestań ją wreszcie oszukiwać i owijać w bawełnę. - przerwała jej kobieta. - Wal prosto z mostu.
- Mamo, o co chodzi?
- Wyjaśnię Ci to później, córeczko. To nie jest odpowiednia pora.
- Przestań! - krzyknęła dziewczyna. - Jest popołudnie, jest ciepło, jest lato, jesteśmy w swoim domu. Czego jeszcze potrzebujesz? Ukrywasz coś przede mną przez osiemnaście lat, a gdy pytam o co chodzi, mówisz, że to nie jest odpowiednia pora. Nie bądź śmieszna, mamo. Przez całe moje życie coś chowałaś w tajemnicy. Okłamywałaś mnie na każdym kroku. Więc proszę Cię, spójrz mi w oczy i powiedz, co znów jest nie tak, jak powinno.
Z oczu Natalii popłynęły łzy. Z trudem łapała powietrze. Czuła jak narastająca gula w jej gardle, nie pozwala na wypowiedzenie jakichkolwiek słów.
- Co się tu dzieje? - krzyknął Honoriusz, wbiegający do mieszkania. - Mamo, a ty co tu..
- Spokojnie synku. - przerwała mu. - Pomagam wyjaśnić pewną sprawę rodzinną.
- Mamo. - szepnęła Olga.
- Kocham Cię z całego serca, pomimo wszystko. Wiesz o tym doskonale. - zaczęła Natalia, podchodząc i klękając przed córką, chwyciła jej dłoń. - Jesteś moją ostatnią nadzieją. Moim promykiem słońca na każdy dzień. Nigdy nie pozwoliłabym Cię skrzywdzić. Zostałaś mi tylko ty i chciałabym żeby było już tak zawsze. Chciałabym, żeby to, co za chwilę powiem, nie zmieniło naszego życia. Chciałabym, żebyś wiedziała, że jesteś moim jedynym, najskrytszym marzeniem, które każdego dnia ciągle się spełnia.
- Ja też Cię kocham. - odpowiedziała dziewczyna, gładząc dłoń matki. - Najmocniej na świecie i nigdy nie przestanę tego robić. Choćby nie wiem co.
Natalia zaczerpnęła duża dawkę powietrza do płuc i zamykając powieki, oznajmiła:
- Jesteś adoptowana. 

piątek, 7 grudnia 2012

- Olga! Przyniosłem Twój ulubiony film. Tak. Ten, którego nienawidzę, bo aktor, którego porównałaś do mnie, jest gejem. - krzyknął Honoriusz, zamykając za sobą drzwi mieszkania. Jego oczom ukazał się wózek inwalidzki, stojący przed schodami prowadzącymi na pierwsze piętro. Odruchowo rozejrzał się po salonie i kuchni, próbując zajrzeć wszędzie. Nawet tam, gdzie Jego oczy już nie sięgały. Szybkim krokiem biegł po schodach. Wystarczyłoby jedno potknięcie lub poślizgnięcie, a natychmiast wylądowałby na dole z bólem głowy i pleców. Zamaszyście popchnął drzwi od pokoju Olgi, ale Jej tam nie zastał. Rzucił na biurko płytę z filmem, który miał okazać Jego braterskie poświęcenie.
- Olga! - krzyknął z nadzieją, że w końcu się odezwie. Kolejne drzwi, które były uchylone znajdowały się na końcu korytarza. Znalazł się za nimi w kilka sekund po podjęciu decyzji, aby tam zajrzeć.
Gdzie by nie spojrzał, wszędzie leżały odłamki szkła. Po Jej dłoni jeszcze spływały krople krwi, jakby chciały zapewnić, że Jej serce być może nadal żyje.
- Cholera. - szepnął. - Olga! Olga! Słyszysz mnie?! - krzyczał, potrząsając nią z całych sił. Ale żadna część ciała nie okazywała choćby kawałka życia. Wszystko wydawało się być już umarłe. Jej włosy, usta i skóra. Jej obecność, a raczej już nieobecność.

" Najgorsze jest oczekiwanie. Na wynik egzaminu, na zgodę na wyjazd, na diagnozę lekarską, na człowieka, którego się kocha."
Znów to samo miejsce. Ludzie w białych kitlach. Niektórzy niepewnie się uśmiechają, a inni przechodzą obojętnie. Sprzątaczki krzątają się, zniechęcone swoją pracą. Ktoś przechodzi i pyta o numer sali 13. Chwilę później korytarzem, jak duchem przenika młody mężczyzna z bukietem kwiatów w dłoni. Pewnie kupił je dla swojej kobiety, która właśnie wybudziła się po operacji.
- Ile można czekać? - krzyknął Honoriusz, podrywając się na nogi.
- Wszystko przeze mnie. Gdybym wtedy nie wyszła..
- Niech pani tak nie mówi. Jeśli Olga tego naprawdę chciała to i tak w końcu znalazłaby odpowiedni moment, żeby to zrobić. Wiem, że to okropne, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Sama podjęła tą decyzję, być może nieświadomie, ale ona nie jest już dzieckiem. Wiedziała czego chce, wiedziała jakie to przyniesie konsekwencje, wiedziała, że może nie przeżyć. Ona tego pragnęła.
- Chyba nie wmówisz mi, że moja córka pragnęła śmierci? - zapytała zdenerwowana Natalia. Odpowiedź na Jej pytanie już się nie pojawiła. Bolesna cisza, która zawładnęła rozmową, uświadomiła Jej, że to prawda. Że Olga nie chciała żyć. Przecież sama Jej to powiedziała.
- Mi też nie jest z tym łatwo. Nie wyobrażam sobie, gdyby teraz miało Jej tu...
- Nie kończ. - przerwała mu Natalia. Łzy wysmykujące się z kącików Jej oczu, w ogóle nie ustępowały. Każde słowo, które wypowiadała w tamtej chwili sprawiało Jej wielką trudność. Można to było ocenić głownie po tym, w jaki sposób ściskała chusteczkę higieniczną w dłoniach. - Nie wiem, czy w mojej rodzinie jest jakieś fatum, zrządzenie losu, czy po prostu Bóg tak chciał. - powiedziała, chowając twarz w dłonie.
" Kiedy coś tracisz, najpierw odzywa się serce.  Jego rytm przyśpiesza, a bicie, dawniej nieodczuwalne, nagle zaczyna sprawiać ból. Później siada psychika. Nie możesz pogodzić się ze stratą. Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie co będzie dalej. Na końcu umiera wiara - w lepsze jutro, w człowieka, w miłość. "
- Własnym oczom nie wierzę. - krzyknął Honoriusz, spoglądając na zmierzającego w ich stronę Pawła. Natalia oderwała dłonie od mokrych policzków, kładąc rękę na ramieniu wysokiego blondyna.
- Tylko spokojnie. - zdążyła powiedzieć, nim Honor rzucił się na zielonookiego kelnera. Jakieś starsze kobiety wyglądające ze swoich sal, stwierdziły, że ludziom poprzewracało się w głowach. Inne zaś krzyczały, licząc na szybką interwencję ochrony. Natalia stała, przyglądając się i co chwilę powtarzając, by Honor w końcu odpuścił. Biegała wokół nich, jak sędzia na bokserskim ringu. Wymachiwała rękoma i próbowała odepchnąć jednego z nich. Nie zbliżyła się na tyle blisko, by ich od siebie odciągnąć, gdyż bała się, że przez przypadek to ona może oberwać.
Nagle po schodach zaczęło biec dwóch ochroniarzy. Nie wyglądali na jakoś specjalnie wysportowanych albo wyćwiczonych. Pewnie dlatego tyle czasu zajęło im pojawienie się tutaj. Jeden z nich odepchnął Honoriusza z rozciętą wargą, drugi przytrzymał Pawła z zakrwawionym do granic możliwości nosem i bólem w żebrach.
- Zabiję Cię! - krzyknął blondyn.
- Zamknij się gówniarzu. Zapomniałeś, że groźby są karalne? - warknął na niego jeden z ochroniarzy.
" Miłość wymaga poświęceń. Miłość potrzebuje bólu i krwi. Miłość żyje z ludzkiego cierpienia i łez. Miłość wydaje się być idealna, ale to tylko pozory. W każdym uczuciu są upadki, te lżejsze i te, po których już nigdy się nie wstaje."
- Nabierzcie świeżego powietrza, może wam trochę przewietrzy mózg. - rzucił jeden z ochroniarzy wypychając Pawła przed budynek szpitalu. Trzasnął za sobą drzwiami, jeszcze przez chwilę spoglądając, czy ci dwaj znów nie mają ochoty skoczyć sobie do gardeł.- Po cholerę tu przyszedłeś?! - krzyknął Honoriusz, pocierając wargę.
- To chyba oczywiste. Do Olgi.
- Rycerz na białym koniu się znalazł. - zadrwił. - Od kiedy to Ci tak na niej zależy, co?
- Od zawsze.
- Doprawdy?
- To, że ostatnio pomiędzy nami się nie układało, to nie znaczy, że..
- Nie układało? - przerwał mu Honor, zwracając uwagę przechodzących obok ludzi. - Chłopie, ty Ją zostawiłeś. Nie chciałeś Jej, bo dowiedziałeś się, że jest chora. Że nie może chodzić. Odszedłeś. Nie potrafiłeś Jej nic wyjaśnić. Tylko tak po prostu odwróciłeś się plecami i zatrzasnąłeś przed Nią drzwi. Aż w końcu wszystko co w niej się gromadziło, wybuchło. Matczyna miłość, Twoje chore uczucie, świadomość, że już nigdy nie wstanie na nogi. Swoim odejściem dolałeś oliwy do ognia. Gratulacje. Możesz iść świętować, tylko chyba nie bardzo jest co, prawda?
Te słowa były odpowiedzią i ripostą na każde kolejne słowo, które miał zamiar wypowiedzieć Paweł. Każde zdanie dokładnie utkwiło mu w pamięci. Cały monolog odebrał mu mowę. A co najgorsze, to wszystko, co powiedział Honoriusz, było prawdą. Prawdą, która uświadomiła mu, co tak naprawdę zrobił. Że popełnił olbrzymi błąd. Że stracił coś, co kochał. Że zgubił sens życia. Że przegrał w tej miłości wszystko, z własnej głupoty.
- Przepraszam. - szepnął Honoriusz obejmując Natalię ramieniem. - Nie powinienem był się tak zachować.
- Nie szkodzi. - odpowiedziała resztkami sił. - Dziękuję.
- Za co?
- Powiedzieli, że Olga miała szczęście. Że gdyby ktoś znalazł Ją 5 minut później.. 
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - próbował ją pocieszyć, czując jak jemu samemu załamuje się serce.
" Życie definiuje się na wiele sposobów. Ale najbardziej trafny jest ten, że tak naprawdę żyje się tylko chwilą. Każdy dzień w naszym życiu jest inny. Poniedziałek może być monotonny, jak to bywa zazwyczaj pierwszego dnia tygodnia. Ale w środę może wydarzyć się coś, co odmieni nasze życie. Nie wiemy, kiedy pojawi się ktoś, kto sprawi, że poczujemy, jak to jest żyć. Ale najgorsza jest świadomość, że taka osoba może nigdy nie zawitać podczas naszego istnienia. A wtedy czeka nas wieczna niewiedza i miliony pytań 'co by było gdyby..' "
Jej kruche ciało z każdą minutą dawało oznaki życia. Powieki lekko drżały, a usta powoli się otwierały. Obie ręce były zabandażowane ponad łokieć. Rude włosy bezwiednie opadały na ramiona. Natalia cały czas trzymała Olgę za rękę, jakby poprzez to chciała przekazać Jej tchnienie własnego życia. Co jakiś czas wycierała spadającą z policzka łzę.
- Myślisz, że gdy próbowała się... - w tej chwili dane słowo nie mogło przejść Jej przez gardło. Było zbyt trudne, albo zbyt bolesne. Jakby wypowiedzenie go miało spowodować wielką katastrofę. - No wiesz.. - Dokończyła Natalia.

- To co?
- Czy myślała w tej chwili o Nas? O swoich przyjaciołach, którzy są, jak druga rodzina? O matce, na którą zawsze mogła liczyć? O Tobie, jedynym bracie, w którym miała wsparcie i miłość?
- Nie znamy odpowiedzi na to pytanie.
- Ludzie, którzy chcą się zabić to egoiści. - podsumowała.
- Ludzie, którzy chcą się zabić to ludzie z problemami, ze złamanymi sercami, z chorobami, których mają dość. Nie robią tego bez powodu. Nie próbują odejść, bo akurat przyszła im na to ochota. To życie zmusza ich do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. - zdefiniował Honor.
Po tych słowach dłoń Olgi zaczęła drżeć, a powieki uniosły się w górę. Nabrała ogromną ilość świeżego powietrza, spoglądając dookoła siebie.
- Czy ja żyję? - zapytała.
- Tak, kochanie. Wszystko jest dobrze. - odpowiedziała Jej matka, mocniej ściskając dłoń, tym samym upewniając Olgę, że jest znów na tym świecie.

- Nie chcę żyć, mamo. Nie chcę oddychać. Nie chcę mówić. Nie chcę słuchać. Nie chcę patrzeć.
- Spokojnie. Zajmiemy się tym. Obiecuję Ci, że od teraz będzie inaczej.
- Nic nie będzie inaczej, dopóki ja będę żyła.
- Nie mów tak. Kochanie, najważniejsze, że jesteś wśród Nas.
- Ale ja wcale nie chcę być wśród Was. Nie rozumiesz tego?!
Te ostatnie słowa zawisły w powietrzu. Nie to spodziewała się usłyszeć matka od córki, chwilę po ocaleniu od śmierci. Nie takiego zachowanie sobie życzyła. Pragnęła usłyszeć kilka prostych, czule ubranych słów, jak na przykład "Kocham Cię" lub "Dziękuję, że jesteś".
" Każdy miał choć raz taki moment, w którym czuł, że ma już wszystkiego dość. Życie zaczęło przerastać sposób na przetrwanie dnia. Czyiś wzrok wybił codzienny rytm. Słońce zbyt mocno tego dnia przygrzało. Serce, które dawniej kochało, dziś nie wybija tej samej melodii - mianowicie miłości."
- Możesz zostawić mnie samą? Chcę odpocząć. - poprosiła Honoriusza.- Przykro mi, ale w tej chwili nie mogę tego dla Ciebie zrobić.
- Co? Dlaczego?
- Musimy porozmawiać.
- Nie ma o czym.
- Uważasz, że to, że właśnie dziś o tej porze mógłbym z Tobą nie rozmawiać, mogłoby Cię już nie być, mogłabyś nie oddychać, nie patrzeć na mnie w taki sposób, nie używać serca, jako narządu do istnienia to nic? A to, że Cię kocham i gdybyśmy nie byli rodzeństwem, wziąłbym Cię z tego szpitala i gdybym tylko miał pojęcie o medycynie, sam próbowałbym Cię wyleczyć? Że chciałbym się Tobą zaopiekować do końca życia? Że Cię kocham? To też nic dla Ciebie nie znaczy?
- Przepraszam. - szepnęła, nurkując w śnieżnobiałej kołdrze, po chwili wydając z siebie ciche dźwięki łkania.
" Gdy wszystko idzie zbyt dobrze, wiedz, że gdzieś musiałeś popełnić błąd, który w najważniejszym momencie odwróci się przeciwko Tobie z podwójną siłą."
- Macie rację. - zaczęła Olga, spoglądając raz na mamę, raz na Honoriusza. - Myślałam tylko o sobie. Bałam się przyszłości. Wiedziałam, że nikt nie chce kaleki do pracy. Że żadne studia w niczym mi nie pomogą. Nie mogę być lekarzem jeżdżąc na wózku. Adwokatem na sali sądowej. Fryzjerem. Nikim. Poczułam się bezwartościowa. Wszystko straciło sens. Z każdym pociągnięciem było tylko coraz lepiej. Chciałam ukoić ból. Sprawić by w końcu coś pokolorowało ten ponury, nic nie znaczący świat. Przepraszam.
Najważniejsze, że nic się nie stało. Jesteś tutaj i musisz wierzyć, że któregoś dnia Twoje życie może się niewyobrażalnie zmienić. - odpowiedziała Natalia, natychmiastowo wpadając w ramiona córki i szepcząc niesłyszalne "dziękuję".
Po kilku słonych łzach i silnych uściskach, które miały oznaczać bezpieczeństwo i obecność, Natalia opuściła salę, zostawiając Olgę z Honorem samych.
- Wiem, że to dzięki Tobie tutaj jestem i mogę oddychać. Dzięki Tobie jeszcze patrzę na ten świat i próbuję zrozumieć jego sens. Dzięki Tobie moje serce nadal bije, choć chyba nie ma dla kogo.
- Masz cudowną mamę, która Cię kocha; która zrobiłaby dla Ciebie wszystko i wiem, że Ty dla Niej też. Masz wspaniałych przyjaciół, których sobie cenisz i nie oddałabyś ich za nic w świecie. Masz rodzinę..
- Mam ich wszystkich, a tylko Ty pojawiłeś się w momencie, który uchronił tych kilku ludzi od łez. Dziękuję.

- Wiesz.. Tak szczerze, to w ogóle nie miałem w planach przychodzić. Coś podpowiedziało mi, że może będziesz miała ochotę na film. Chciałem miło spędzić czas, sprawić Ci jakąś rozrywkę.
- Nieważne. Będę Ci za to wdzięczna do końca życia. - powiedziała, chwytając Go za dłoń. - Kocham Cię. - szepnęła, czując jak serce bije w rytm Jego imienia.

piątek, 26 października 2012

"Jeśli ktoś za Tobą tęskni to znaczy, że musieliście przeżyć razem kilka wspaniałych chwil. Wymieniliście się uśmiechami, spojrzeniami i być może sercami."
Kłamstwo nigdy nie jest odpowiednim krokiem. Nie wychodzi nikomu na dobre. Nie sprzyja dalszemu życiu. A co najgorsze, nawet jeśli użyjemy go we właściwym celu, ono zawsze wyjdzie na jaw.
- Jak się czujesz kochanie? - szepnęła Natalia, gładząc córkę po włosach. 
- Mamo, ja już nigdy nie stanę na nogi o własnych siłach, prawda? - zapytała, ale jedyną odpowiedzią jaką uzyskała w tamtej chwili, było milczenie. - Rozumiem, że już nie powiesz do mnie 'Olga, idź do sklepu, nie mamy mleka". Nie zapytasz, jak poszedł mi mecz. Nie zobaczysz, jak tańczę na studniówce.
- Przestań, proszę.
- Mamo.
- Słucham. - powiedziała, wycierając mokre policzki.
- Ja chcę umrzeć.
"Mówią, że nadzieja jest matką głupich. Ale niekiedy to ona tylko pozostaje w najgorszych momentach życia. Trzeba się jej trzymać. Być psychicznie nastawionym na pozytywny wynik. Trzeba ufać i wierzyć. Dać sobie czas. Trzeba żyć."
Drzwi szpitalnej sali otworzyły się. Do środka wszedł Paweł. Jego oczy były wypełnione zmęczeniem. Wyglądał tak, jakby nie sypiał od kilku dni. Włosy też nie były w najlepszym porządku. W wygniecionej bluzce podszedł i chwytając Olgę za rękę, usiadł tuż obok Niej.
- Witaj. - szepnął.
- Myślałam, że już nie przyjdziesz. Ostatnio tak szybko wyszedłeś, bałam się, że..
- Zaskoczyłaś mnie tą informacją. Musiałem ochłonąć. Przemyśleć sobie wszystko na spokojnie. - przerwał Jej. - To wszystko nie jest takie proste.
- A co ja mam powiedzieć?
- Nie wiem, jak to teraz będzie. Nie mam pojęcia co z Nami.
- Przecież między Nami nic się nie zmieniło.
Jej słowa zawisły w powietrzu. Oboje przez dłuższą chwilę milczeli, głęboko zastanawiając się, czy w którymś miejscu przypadkiem nie popełnili błędu. Czy któreś ze słów zostało niepotrzebnie wypowiedziane. Ogarnęła ich masa myśli związanych z przyszłością. Z życiem, które jeszcze nie tak dawno zapowiadało się być normalne.
- Olga.. - szepnął drżącymi ustami Paweł.
- Nic nie mów.
Wiedziała, że On nie chce tak żyć. Że nie ma ochoty na wspólne chwile z kaleką. Że Jej nie chce. Zakazała Mu cokolwiek mówić, tylko po to, aby zatrzymać Go kilka minut dłużej przy sobie. Chciała na Niego popatrzeć, po raz ostatni widzieć Go, gdy jeszcze Ją kocha. Liczyła, że zmieni zdanie. Że przytuli Ją i obieca, że wszystko będzie dobrze. Że nigdy Jej nie zostawi i nie dopuści by stała się Jej jakakolwiek krzywda. 
- Ja tak nie potrafię. Nie chcę. - powiedział, kierując się do wyjścia. - Powodzenia.
Jego ostatnie słowo zabiło wszelką nadzieję. Jej oczy mimowolnie zabłysły, uwalniając potok słonych łez. Chciała krzyczeć tak głośno, by jeszcze zdołał Ją usłyszeć. Niezależnie, czy już zjeżdża w windzie, a może jest na najniższym piętrze szpitala, pragnęła by wrócił i szepnął, że żartował. Później przeprosiłby za kiepski dowcip i żyli by dalej, RAZEM.
Zakryła twarz poduszką na tyle mocno, by nikt nie usłyszał Jej płaczu. By nikt nie dostrzegł, jak bardzo cierpi. Jak mocno zależało Jej na drugim człowieku. By nikt nie pojął, jak ogromnym uczuciem obdarzała zwykłego chłopaka. 
Dłonie usilnie zacisnęła w pięści. Miała ochotę w coś uderzyć, coś zbić, zniszczyć i pozbawić życia.
Drzwi sali otworzyły się. Przez krótką chwilę Olga miała nadzieję, że to On. Zrozumiał, co powiedział. Dotarły do Niego wszystkie słowa, te niepotrzebne i pozbawiające nadziei. Wrócił, by przeprosić i obiecać, że nigdy nie zostawi Jej samej. Wyszepcze na ucho przysięgę, której postara się dotrzymać do końca życia. Na koniec oznajmi, że kocha i nie potrafi bez Niej funkcjonować.
Przez tę krótką chwilę, pomiędzy naciśnięciem klamki drzwi, a ujrzeniem twarzy człowieka, który miał zamiar wejść, Olga zdążyła wyobrazić sobie całą przyszłość, jaka mogłaby czekać Ją z Pawłem. Niestety, nadzieja po raz kolejny zawiodła.
- Jak się czujesz? - zapytał lekarz, biorąc do ręki kartę pacjenta.
- Świetnie. Najchętniej wyszłabym już stąd i uciekła jak najdalej od tego miejsca.
- Nie uciekniesz od przeszłości. - odpowiedział, rozszyfrowując sens Jej słów.
- Niestety. Na szczęście pozostają mi jeszcze marzenia.
- Dzisiaj wychodzisz. - oznajmił doktor, stawiając w prawym dolnym rogu karty swój nieczytelny podpis.
- I co dalej? Wyrzucacie mnie stąd, bo nic już się nie da zrobić. Mam wrócić do domu i siedzieć przed telewizorem? Czytać książkę? Nadrabiać stracone lekcje biologii? Słuchać muzyki? Rozmawiać sama ze sobą?
- Nie potrafimy Ci pomóc. Twój kręgosłup został uszkodzony i...
- Dziękuję za informację. Może pan już iść. - szepnęła, odwracając twarz w drugą stronę. Poczekała tylko, aż lekarz zamknie za sobą drzwi, by móc rzucić się głośnym szlochem. Czuła, że wszystko co miała, jednego dnia tak po prostu straciła. Człowieka, którego kocha. Marzenia, które były podstawą przyszłości. Życie, na obecną chwilę już nic nie znaczące.
Chwyciła leżący na szafce obok nóż, który został tutaj od pory śniadaniowej. Spoglądała na Jego ostrze, wymyślając sposób w jaki go użyć. Przypomniała sobie, jak robią takie rzeczy w filmach. Może po prostu podetnie sobie gardło, albo wbije nóż w serce. Może zrobi tak, aby wykrwawić się na śmierć. Gdy już była gotowa, ktoś zapukał do drzwi. Schowała narzędzie pod poduszkę biorąc głęboki oddech.
- Przyszłam pomóc Ci się spakować. - powiedziała Natalia, siadając obok córki.
- Poradziłabym sobie. - oznajmiła Olga, chwilę później wybuchając płaczem.
- Już dobrze. - szepnęła przytulając dziewczynę i gładząc Ją po włosach.
"Życie człowieka nie kończy się w chwili, gdy jego serce przestaje bić, a krew nie płynie już w żyłach. Życie człowieka kończy się, gdy tracimy sens istnienia. Gdy nie ma powodu by wstawać rano. Gdy każda wykonana czynność już nie ma dla Nas znaczenia. Gdy najbliższa osoba, odchodzi."
Drzwi domu otworzyły się i w progu stanęła Natalia, pomagając Oldze wjechać na wózku do mieszkania.
- Witaj. - szepnęła dziewczyna, głaskając psa po głowie. - Już nie będziemy razem chodzić na spacer.
- Będziecie. Na pewno. - powiedziała Natalia. - Wzięłam sobie wolne w pracy.
- Nie musiałaś. Poradziłabym sobie.
- Posłuchaj mnie, skarbie. Niezależnie co by się działo, jestem obok Ciebie. Zawsze będę. W każdym momencie Twojego życia. W każdej chwili, w której będziesz mnie potrzebować. W sytuacjach bez wyjścia, spróbuję Ci pomóc. W najgorszym dla Ciebie czasie, będę Cię wspierać. A moja miłość pozostanie Ci wierna aż do śmierci.
- Dlaczego?
- Bo jestem twoją matką i strasznie Cię kocham.
- Dziękuję. - szepnęła.
- To co, robimy spaghetti? - zaproponowała Natalia. - Tylko skoczę do sklepu po makron, dobrze?
- Okej. - odpowiedziała rudowłosa dziewczyna. Życie na wózku jest jedną z najgorszych rzeczy, jaka może spotkać człowieka. Nie dosięgniesz wszystkiego. Nie dotrzesz tam gdzie chcesz. Nie pobiegniesz za czymś, czego pragniesz.
Przemierzając salon, Olga zatrzymała się przy komodzie. Chwyciła w dłoń zdjęcie rodziców oprawione w białą ramkę. Zamknęła oczy przypominając sobie każdą chwilę, jaką spędziła razem z nimi. Wtedy, gdy oboje byli pod jej zasięgiem. Ale przed oczami ciągle miała obraz ojca, który użył wobec niej przemocy. Który po części doprowadził do stanu, w jakim się teraz znalazła. Nic nie mówiąc odłożyła zdjęcie z powrotem na miejsce i zaciskając powieki, by zapobiec gromadzącym się łzom, zawróciła w stronę schodów. Chciała znaleźć się na górze. Wejść do swojego pokoju i poczuć się, jak dawniej. Chwyciła się barierki, po czym powoli zsunęła się z wózka na najniższy schodek. Po czym stopniowo przesuwała się coraz wyżej. Gdy już znalazła się na korytarzu piętra, sunęła się po ziemi, niczym wąż. Dotarła pod drzwi pokoju i lekko odepchnęła je ręką. Spojrzała na szafę, w której gromadzą się wszystkie ubrania, które na obecny czas nie grają żadnej roli. Później Jej oczom ukazał się balkon, na którym kiedyś wraz z Pawłem popijała whiskey prosto z butelki. Następnie wpatrzyła się w łóżko, idealnie pościelone. Przypomniała sobie w jakim było stanie, gdy pierwszy raz w tym miejscu zasmakowała ust zielonookiego bruneta.
W pewnej chwili nie wytrzymała. Wszystkie emocje wypłynęły z niej w formie słonych łez. Każda kropla coraz szybciej spływała po jej policzkach. Nie mogła zrozumieć, dlaczego to wszystko spotkało właśnie Ją. Dlaczego Bóg przydzielił Jej właśnie takie, a nie inne życie.
Wysunęła się z pokoju, przemierzając długim korytarzem przed siebie. Co jakiś czas zatrzymywała się, bo Jej ręce opadały już z sił, albo po prostu musiała otrzeć oczy pełne łez.
Znalazła się w łazience. Wysunęła najniższą szufladę wyciągając z niej paczkę żyletek. Przysunęła plecy do ściany, czując, jak chłód przeszywa całe ciało. Zamknęła oczy, odkładając pudełko obok siebie. Tak strasznie się bała. Tak bardzo w tamtej chwili chciała mieć obok siebie kogoś, kto przytuli i obieca, że będzie dobrze. Tak bardzo pragnęła otworzyć oczy i zrozumieć, że wszystkie ostatnie przeżycia to tylko zły sen.
- Boże, zrozum. Ja nie mam już siły. - szepnęła wyciągając z pudełka jedno z ostrych narzędzi, które w tamtej chwili miały dać Jej ukojenie. Wzięła głęboki wdech. Jeszcze raz przypomniała sobie twarz Pawła i Jego ostatnie słowa, gdy zostawił Ją w szpitalu. Przez głowę przewinął Jej się każdy mecz piłki nożnej, wszelkie starania o wygraną i fakt, że jeszcze wtedy, była w stanie biegać i osiągać sukces.
Jedno pociągnięcie.
Kropla krwi zostawiająca ślad na nadgarstku. Chwilowy ból i marzenia by znaleźć się w innym, lepszym miejscu. By przenieść się do świata, w którym wszystko jest nieskazitelne i przepełnione miłością.
Drugie pociągnięcie.
Krew spływająca po Jej dłoni, zaczęła przemieniać się w kałużę czerwieni na białych płytkach podłogi w łazience. Wierzyła, że za chwilę będzie już lepiej. Że znajdzie się gdzieś, gdzie ludzie nie odczuwają bólu, smutku i cierpienia. 
Trzecie pociągnięcie.
Głębokie. Najbardziej bolące. Opadła z sił, ale wyczuwała ulgę. Żyletka wyślizgiwała się Jej z ręki. Powolnym ruchem przesunęła się w stronę wanny, chwytając pusty kieliszek po winie, stojący na brzegu. Do płuc wzięła wielki haust powietrza. Wiedziała, że teraz już nie ma wyjścia. Że musi skończyć to, co zaczęła. Uświadomiła sobie, jak bardzo swoim czynem skrzywdzi bliskich. Ale na rozmyślenia było już za późno.
Resztką sił rzuciła kieliszkiem o ścianę. Aromat ulubionego wina Jej mamy, dał o sobie znać przez chwilę mieszając się z powietrzem. 
Przesunęła ręką starając się złapać szkło leżące najbliżej. Szybkim pociągnięciem doprowadziła do krwawienia nadgarstka. Nie czekając ani chwili dłużej kilka centymetrów wyżej odważyła się na kolejną ranę.
Z oczu płynęły łzy. Ale to nie były łzy bólu, smutku albo żalu. To były łzy radości i wiary. Wiary, że w końcu będzie lepiej. Że swoją śmiercią przerwie złą passę niepowodzeń.
Krwawiącą ręką chwyciła kolejny kawałek szkła, by na czystym, nienaruszonym jeszcze nadgarstku pozostawić ślad swojej przeszłości.
Czuła jak z każdą następną sekundą opada z sił. Nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu. Nawet oddychanie sprawia Jej trudność. Serce zwalnia tempo swojego bicia. A oddech jest coraz lżejszy. Powieki powoli się zamykają, a w dłoniach ściska część kieliszka, jakby pragnęła wypompować z siebie całą krew, co do cna. Pomieszczenie zapełnia głucha cisza. Nikt nie oddycha, nie szepcze, nie żyje.

sobota, 6 października 2012

"Chwile, w których przeżywamy najpiękniejsze momenty życia są dla nas jedną z najcenniejszych rzeczy. Może to być drobnostka, typu zwykły wyjazd nad pobliskie jezioro. Ale słowa wypowiedziane w tamtym miejscu, spojrzenia wymienione między sobą, czy przypadkowe zetknięcie warg tworzą wyjątkową przeszłość. Wspomnienia to coś, czego nikt nigdy nie będzie potrafił nam odebrać."
- Córeczko, co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Wiedziałaś, prawda?
Odpowiedź Olgi utworzyła w gardle Jej matki ogromną gulę, której nie dało się przełknąć. Wiedziała, że niezależnie co odpowie, już dawno popełniła kolejną niewybaczalną rzecz, skrzywdziła własne dziecko.
- Nie musisz odpowiadać. Przez te siedemnaście lat zdążyłam poznać Cię na tyle dobrze, by wiedzieć, że Twoje milczenie zawsze sprowadza się do tego, że muszę odpowiadać sobie sama, a odpowiedź jest jasna - okłamywałaś mnie.
- To nie tak, kochanie..
- Nie tłumacz się. - przerwała Jej dziewczyna. - Choć na chwilę mogłaś odbiec od rodzinnego życia i zapomnieć, że jestem Twoją córką. Mogłaś zachować się, jak lekarz. Przyjść ubrana w ten biały kitel, wziąć w dłoń moją kartę wisząca na łóżku, spojrzeć na nią, a później usiąść obok i porozmawiać ze mną tak, jak gdyby nigdy nic Nas nie łączyło.
- Ale od zawsze COŚ Nas łączy. - szepnęła Natalia łapiąc córkę za rękę.
- Nie, mamo. Nic co w Tobie, nie jest takie samo we mnie. Nawet Nasze serca biją w dwóch różnych rytmach życia.
"Przyznaj, że masz czasami dość. Dość wszystkiego - ludzi wokół Ciebie, próbujących Ci pomóc, ofiarujących swój cenny czas, obiecujących, że zawsze będą. Domu, który z zewnątrz sprawia wrażenie przytulnego z przemiłą rodzinną atmosferą. Przeszłości, która na każdym kroku przypomina Ci o swoim istnieniu. Życia sprawiającego czasem, że nie jest Ci już do niczego potrzebne. Ale najgorsze jest, gdy masz dość samego siebie. Gdy nie wytrzymujesz z własnymi myślami. Popełniasz zbyt wiele błędów, podejmujesz pochopnie niewłaściwe decyzje. Wtedy nie wytrzymujesz i starasz się pokazać, jak prawidłowo żyć, co nigdy nie równa się z faktem, jak żyć powinieneś. "


                                                                                                     *



- Skarbie, jesteś już gotowa? Zaraz wyjeżdżamy!
- Tak, tato. Już idę. - krzyknęła Olga, zbiegając po schodach.
- Przygotowałem kanapki z sałatą i z szynką - Twoje ulubione.
- Dziękuję. - szepnęła niebieskooka dziewczyna przytulając się w bezpieczne ramiona. - Cieszę się, że w końcu jedziemy gdzieś razem.
- Ja też. - odpowiedział.
Wypad na weekend nad jezioro. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie. Wyjazd był obiecywany Oldze już od kilku miesięcy, w końcu udało się go zrealizować. Na samą myśl o strojach kąpielowych, chłodnej wodzie, nocy spędzonej przy ognisku, wypiciu pierwszego piwa z ojcem, Olga była w stanie dziękować Bogu do końca swojego życia.
- Tato, co byś zrobił gdybyś mnie stracił? - zapytała dziewczyna, spoglądając na ojca bacznie kontrolującego sytuację na jezdni.
- Nie rozumiem, córeczko.
- Co byś zrobił gdybym umarła?
- Co to za głupie pytania? - zdziwił się ojciec.
- Nie są głupie, po prostu jestem ciekawa co byś...
- Umarłbym z tęsknoty. - przerwał Jej. - Nie potrafiłbym się z tym pogodzić, obwiniałbym siebie.
- Dlaczego siebie? Mogłabym umrzeć w wyniku jakiejś choroby.
- A ja mógłbym być lepszym ojcem.


                                                                                                      *


- Olga, kochanie. Obudź się.
Jej powieki powoli zaczęły się podnosić, a usta próbowały coś powiedzieć.
- Paweł. - szepnęła.
- Jestem przy Tobie.
- Miałam wspaniały sen. Wyjeżdżałam z tatą..
- Już dobrze. Nie ma co się łudzić, sny nigdy nie staną się rzeczywistością. - powiedział gładząc Ją po policzku. - Jak się czujesz?
"Gdy ludzie pytają co u Ciebie i czy wszystko w porządku, zazwyczaj kiwasz głową oznajmiając, że jest okej. A tak naprawdę masz ochotę zamknąć oczy i wykrzyczeć, że jest źle, że już nie dajesz rady, że wolałbyś umrzeć. Mimo wszystko, nigdy tego nie robisz. Wiesz dlaczego? Bo nikt nie jest w stanie przywrócić ukochanej osoby, nadać życiu sens, wyleczyć najtrudniejszą chorobę, rozwiązać każdy najbardziej zawiły problem. Nie ma na tym świecie człowieka, który zdołałby ogarnąć w zupełności czyjeś życie. Nie ma drugiego Boga. "
- Pewnie już wiesz. - rzuciła Olga.
- O czym?
Po wypowiedzeniu tych słów przez Pawła przed Olgą stanęło najtrudniejsze życiowe wyzwanie. Nie wiedziała, jak powiedzieć, że nigdy razem nie zatańczą. Nie pobiegną brzegiem morza, by chwilę później paść sobie w ramiona i zatopić się w pocałunku. Nie staną razem przed ołtarzem, bo najzwyczajniej w świecie Ona nie będzie w stanie. Nie wiedziała, jak powiedzieć mu, że już nigdy nie będą żyć normalnie, tak jak wcześniej.
- Pamiętasz, jak kiedyś obiecałeś, że nauczysz mnie jeździć na BMX'ach?
- Tak kochanie, i spełnię tę obietnicę jak tylko wyzdrowiejesz.
- Mieliśmy razem pojechać w góry, wspiąć się wysoko, popatrzeć na świat i stwierdzić, że z tej perspektywy wszystkie problemy są błahe.
- Pamiętam. Zrobimy to wszystko.
- Mówiłeś, że kiedyś zagrasz ze mną w nogę. Że przełamiesz swoją niechęć do tego sportu i specjalnie dla mnie poświęcisz choć trzydzieści minut by pokopać w piłkę.
- Dotrzymam słowa, przysięgam. - szepnął całując Jej delikatną dłoń.
- Ale ja nie.
"Życie to milion uśmiechów. Tysiące litrów łez. Setki nadziei. Kilkadziesiąt wspomnień. Parę upadków. Jeden cel - przetrwać."
- Wierzę, że chciałeś spełnić te wszystkie obietnice. Możliwe, że myślałeś też o innych cudownych miejscach, w które moglibyśmy pojechać. Planowałeś Naszą przyszłość, dom, ogród, dzieci. Mieliśmy zrobić tak wiele, a tak niewiele opcji nam pozostało.
- Nie wiem o czym mówisz. - rzucił. - Zabiorę Cię wszędzie. Możemy zorganizować sobie podróż dookoła świata. Cokolwiek. Zrobię wszystko by Cię uszczęśliwić.
- Nie możesz zrobić już nic.
- Dlaczego?
- Bo Bóg właśnie odebrał mi szansę na szczęśliwe życie. Bo nic już nie będzie jak dawniej. Bo nie chce mi się żyć..
- Spokojnie. - powiedział, całując Ją w czoło. - Powiedz mi dokładnie, co się dzieje.
- Resztę życia spędzę jako kaleka. Na wózku. 
- To niemożliwe..
- A jednak. - odpowiedziała zdenerwowana. W sali zamilkło. Zrobiło się tak cicho, że gdyby dobrze się przysłuchać można by usłyszeć bicie własnego serca. Paweł zaniemówił, a Olga ukradkiem wycierała łzy.
- Posłuchaj.. - zaczął wstając i kierując się do drzwi. - Muszę wyjść.
- Teraz? Nie zostawiaj mnie, proszę.
- Ja nie dam rady.. - oznajmił pozostawiając Ją samą z przyszłością, która była ich wspólnym planem na życie.
"Ludzie przychodzą i odchodzą. Kochają i nienawidzą. Uśmiechają się i płaczą. Rozmawiają i krzyczą. Żyją i umierają. A najgorsze jest to, gdy idą i już nigdy nie wracają."
- Jak się czujesz? - zapytał lekarz wchodząc do sali. Z ust Olgi nie wydobyło się ani jedno słowo. - Posłuchaj. Powiedziałem Ci, jak wygląda sytuacja.
- Beznadziejnie. - syknęła dziewczyna.
- Ale to nie znaczy, że nie znajdziemy sposobu by uratować..
- Uratować co? - krzyknęła. - Chyba mi pan nie powie, że będziecie próbowali ratować moje życie. Spieprzyliście wszystko. Marzenia, przyszłość, plany. Nie mam już nic, a pan przychodzi i mówi, że może znajdziecie jakiś sposób.
- Mówię tak, bo nic nie mogę Ci obiecać.
- Szkoda. Mimo wszystko wydaje mi się, że lekarze powinni być szczerzy.
- Nie rozumiem..
- Doskonale pan wie, jak wygląda sytuacja. I ma pan pewność, że już nigdy nie będę chodzić. Prawda? 
Doktor zamilkł, gubiąc się oczami po całym pomieszczeniu.
- Nie musi pan odpowiadać. Wiem o tym. Nie mówicie mi jak jest, bo chcecie podbudować we mnie nadzieję. Ale to trochę nieetyczne.
- To nie prawda.
Drzwi sali otwarły się i do środka weszła Natalia. Niepewnie podeszła do łóżka siadając obok córki.
- Ty też przyszłaś mnie utwierdzać w nadziei, że jeszcze nic nie jest dokładnie powiedziane. Że jest szansa?
Usta matki nie były w stanie wypowiedzieć jakichkolwiek słów. Zaniemówiła.
- W takim razie daruj sobie.
- Olga. Uspokój się. Szanse są zawsze i trzeba mieć nadzieję. A w Twoim przypadku nic nie jest jeszcze przekreślone.
- W takim razie jakie są opcje, co? Czekamy na cud?
- W tym szpitalu rozmawiałam już z wieloma pacjentami. Wyobraź sobie, jak reagowali ci ludzie, na to, gdy musiałam im powiedzieć, że zostało im kilka dni. Oni nie mieli szansy. Ich marzenia skreśliły się same, chwilę po wypowiedzeniu moich słów. Nie mogli liczyć na "wszystko będzie dobrze". Żadne pocieszenie nie było w stanie im pomóc. Wiedzieli, że już nigdy nie znajdą się w swoim domu. Nie zjedzą ulubionej potrawy. Nie pobawią się z psem. Nie zatańczą do ulubionej piosenki. Nie przeczytają tych wszystkich książek, które mieli w planach. Nie zrobią już nic, bo najzwyczajniej w świecie nie mają na to czasu. - powiedziała. - A ty go masz i to bardzo dużo. A co najważniejsze, w porównaniu do tych ludzi ty masz nadzieję i szansę, szansę na życie.
- Ale ja nie chcę tak żyć, mamo. Nie chcę być kaleką.
- A kto chce? - zapytał lekarz skupiający się na karcie pacjenta Olgi.
- Możesz zostawić Nas same? - zapytała Natalia surowo patrząc na doktora. Schował długopis do kieszeni, po czym bez słowa wyszedł.
- Śnił mi się dziś tata. - oznajmiła dziewczyna mocniej ściskając dłoń mamy. - Zrobiliśmy to czego na tym świecie nie zdążyliśmy. 
Natalia uśmiechnęła się szeroko, przytulając córkę najmocniej, jak potrafiła. Ścisnęła Jej kruche ramiona, jakby żegnała się z Nią po raz ostatni w życiu. Nie puszczała drobnego ciała Olgi, by ta nie zauważyła, jak w kącikach oczu gromadzą się łzy. Nie chciała pokazać, że w tej sytuacji jest bezsilna. Że nie ma kogo prosić o pomoc. Nie istnieją ramiona, w które mogłaby się wypłakać. Nie ma serca, które mogłoby Ją zrozumieć.
- Cześć! I dzień dobry! - rozległ się nagle radosny i chwilę później lekko speszony krzyk Friki.
- Dzień dobry. - odpowiedziała kobieta, odklejając się od Olgi. - Przyjdę do Ciebie później. - oznajmiła wychodząc.
"Nic nie równa się do bólu pękającego serca. Nie ma takiej siły, którą można by do niego porównać. Wraz z osamotnioną częścią tego uczuciowego mięśnia w klatce piersiowej wychodzi z Nas cały ból - łzy, złość, niepohamowana agresja. Pragniemy wyrzucić z siebie to, co najgorsze. Ale nie da się. Gdy serce się łamie, jedna z jego części zanika, nie pozwalając pozostałym elementom stworzyć całość. Ten brak nazywany jest zazwyczaj tęsknotą."
- Nie pytaj co u mnie i jak się czuję, okej? - poprosiła przyjaciółkę Olga. - Opowiedz lepiej co u Was słychać.
- Skoro tak wolisz. - zaczęła. - Pomiędzy Jackiem a Moniką coś iskrzy.
- Nie żartuj? - poderwała się Olga.
- Żadne z nich nie chce się przyznać, ale to tylko kwestia czasu.
- Pasują do siebie, życz im szczęścia.
- Sama to zrobisz. - odpowiedziała Frika. - W takim razie, jak trzymają się Twoje sprawy miłosne?
- Dobrze, wszystko idzie jak najlepiej. - powiedziała, doprawiając swoje kłamstwo szczyptą szczerego uśmiechu.